Dni
Po co są dni?
To w dniach mieści się nasze życie.
Jeden po drugim nastają
I budzą nas ze snu.
To w nich ma nam być dobrze:
Gdzie żyć, jeśli nie w dniach?
Ach, znaleźć na to odpowiedź,
A zaraz zjawia się ksiądz
I lekarz – obaj pędzą
W długich płaszczach przez pola.
Philip Larkin
przełożył Stanisław Barańczak
czwartek, 14 listopada 2013
sobota, 9 listopada 2013
Król Midas i Sylen
Moje życie to jedno pasmo daremności. Przygniata mnie podwójny ciężar stężonego absurdu i skondensowanej rozpaczy.
Radość jest mi obca. Nadziei nie spotkałam. Z uczuć znam tylko lęk.
Listopadowa ciemność otuliła mnie kojąco i miłosiernie, zasnuły mnie grafitowe chmury i uniosły ze sobą jak siostrę, dręczącą nieustannie malignę złagodziły chłodne krople jesiennego deszczu.
Ale i tak skronie ściska mi rozpalona obręcz z ołowiu. Nie mam siły już tu pisać.
Przypominam sobie mroczny mit grecki, który opisał Fryderyk Nietzsche. Oto słynny frygijski król Midas, chwyciwszy wreszcie po długiej pogoni Sylena, towarzysza boga Dionizosa, zadał mu pytanie, co dla człowieka jest najlepsze i najdoskonalsze. Demon z końskim ogonem znieruchomiał w milczeniu, spojrzał na monarchę z bezbrzeżną pogardą. W końcu rzekł głosem jak z grobu: „Nędzna jednodniowa istoto, dziecię przypadku i mozołu, czemu mnie zmuszasz, bym ci powiedział coś, czego najlepiej byłoby nie słyszeć? Najlepsze jest dla ciebie zupełnie nieosiągalne: nie narodzić się, nie istnieć, być niczym. Najlepsze zaś po tym jest dla ciebie – jak najszybciej umrzeć”.
Filozof mroku Emil Cioran długo rozważał tę osobliwą opowieść. W końcu napisał w swym dziele „O niedogodności narodzin”: „O ile pytanie „I na cóż mu było się rodzić?”, zadawałem ongiś widząc umarłego, to obecnie stawiam je na widok pierwszego z brzegu żyjącego”.
***
Kornelia stawia to samo pytanie w pierwszej osobie, patrząc w lustro. Często także w siedzącej sytuacji toaletowej, ale o tym niczego nie powie.
Wydaje mi się, że stosownym zakończeniem wpisu stanie się ten oto wiersz:
Luciana Frassati
* * *
Wy drżące w oczekiwaniu
łzy
osuszcie źródło
które dostarcza mi przedsmaku śmierci
kiedy nadchodzi wieczór.
przełożył Krzysztof A. Jeżewski
Radość jest mi obca. Nadziei nie spotkałam. Z uczuć znam tylko lęk.
Listopadowa ciemność otuliła mnie kojąco i miłosiernie, zasnuły mnie grafitowe chmury i uniosły ze sobą jak siostrę, dręczącą nieustannie malignę złagodziły chłodne krople jesiennego deszczu.
Ale i tak skronie ściska mi rozpalona obręcz z ołowiu. Nie mam siły już tu pisać.
Przypominam sobie mroczny mit grecki, który opisał Fryderyk Nietzsche. Oto słynny frygijski król Midas, chwyciwszy wreszcie po długiej pogoni Sylena, towarzysza boga Dionizosa, zadał mu pytanie, co dla człowieka jest najlepsze i najdoskonalsze. Demon z końskim ogonem znieruchomiał w milczeniu, spojrzał na monarchę z bezbrzeżną pogardą. W końcu rzekł głosem jak z grobu: „Nędzna jednodniowa istoto, dziecię przypadku i mozołu, czemu mnie zmuszasz, bym ci powiedział coś, czego najlepiej byłoby nie słyszeć? Najlepsze jest dla ciebie zupełnie nieosiągalne: nie narodzić się, nie istnieć, być niczym. Najlepsze zaś po tym jest dla ciebie – jak najszybciej umrzeć”.
Filozof mroku Emil Cioran długo rozważał tę osobliwą opowieść. W końcu napisał w swym dziele „O niedogodności narodzin”: „O ile pytanie „I na cóż mu było się rodzić?”, zadawałem ongiś widząc umarłego, to obecnie stawiam je na widok pierwszego z brzegu żyjącego”.
***
Kornelia stawia to samo pytanie w pierwszej osobie, patrząc w lustro. Często także w siedzącej sytuacji toaletowej, ale o tym niczego nie powie.
Wydaje mi się, że stosownym zakończeniem wpisu stanie się ten oto wiersz:
Luciana Frassati
* * *
Wy drżące w oczekiwaniu
łzy
osuszcie źródło
które dostarcza mi przedsmaku śmierci
kiedy nadchodzi wieczór.
przełożył Krzysztof A. Jeżewski
piątek, 8 listopada 2013
Wiersz z lekka depresyjny na listopadowy piątek
John Cage
* * *
Pewien młodzieniec w stanie depresji przyszedł odwiedzić introligatorkę, Hazel Dreis. „Postanowiłem popełnić samobójstwo” – powiedział. „To chyba dobry pomysł – odparła – Właściwie czemu nie?”
Tłum. Piotr Sommer
* * *
Pewien młodzieniec w stanie depresji przyszedł odwiedzić introligatorkę, Hazel Dreis. „Postanowiłem popełnić samobójstwo” – powiedział. „To chyba dobry pomysł – odparła – Właściwie czemu nie?”
Tłum. Piotr Sommer
poniedziałek, 4 listopada 2013
Pieśń jesienna
Wystan Hugh Auden – Pieśń jesienna
Z drzewa liść spada obficie
I piastunka też w przekwicie,
Nianie do swych grobów kroczą,
A wózeczki wciąż się toczą.
Wzdycha sąsiad z prawa, z lewa,
Wszelką radość z nas odziera,
Tak ruchliwe, teraz martwe
Ręce na kolanach wsparte.
W dali umarli setkami
Idą pochodem drewnianym,
Sztywny gest wzniesionych ramion
To jest złej miłości znamię.
Mrących z głodu w nagim lesie
Krasnoludków gniew się niesie,
A skowronek milczy, niemy,
Anioł nie zstąpi na ziemię.
Pięknej, niedostępnej góry
Mroźny szczyt się wznosi w chmury,
A wodospad błogosławi
Wędrowcom w ostatniej wyprawie.
Z drzewa liść spada obficie
I piastunka też w przekwicie,
Nianie do swych grobów kroczą,
A wózeczki wciąż się toczą.
Wzdycha sąsiad z prawa, z lewa,
Wszelką radość z nas odziera,
Tak ruchliwe, teraz martwe
Ręce na kolanach wsparte.
W dali umarli setkami
Idą pochodem drewnianym,
Sztywny gest wzniesionych ramion
To jest złej miłości znamię.
Mrących z głodu w nagim lesie
Krasnoludków gniew się niesie,
A skowronek milczy, niemy,
Anioł nie zstąpi na ziemię.
Pięknej, niedostępnej góry
Mroźny szczyt się wznosi w chmury,
A wodospad błogosławi
Wędrowcom w ostatniej wyprawie.
Zapis poniedziałkowego obłędu
Marta Petreu
Krajobraz psychiczny I
Ból – piekło w miniaturze
Kto mnie zapewnia noc w noc
że w możliwej do przewidzenia przyszłości wszystko się ułoży
kto to mówi?
Jestem tutaj. Jestem obca
Całe tomy napisano o podejrzeniach stanach melancholii
dosyć naopowiadano kłamstw.
Ale jeśli chcecie ja też mogę
w paru słowach stworzyć nową rzeczywistość
nierealny krajobraz:
stoję oto w zimowym zmierzchu – dziecko
hebefenii – na górze lodowej
dziś już mówić o cierpieniu:
rzeczywistość przeszła wyobraźnię
tak jak zwykła sala szpitalna
odbiera prymat Piekłu
Kto mnie zapewnia
że w możliwej do przewidzenia przyszłości wszystko się ułoży
kto to mówi
kogo mam wołać w nocy
gdy w błysku olśnienia jawi mi się prawda
i nie potrafię gołą ręką
obronić przed nią oczu ani mózgu?
przełożyła z rumuńskiego Irena Harasimowicz-Zarzecka
Krajobraz psychiczny I
Ból – piekło w miniaturze
Kto mnie zapewnia noc w noc
że w możliwej do przewidzenia przyszłości wszystko się ułoży
kto to mówi?
Jestem tutaj. Jestem obca
Całe tomy napisano o podejrzeniach stanach melancholii
dosyć naopowiadano kłamstw.
Ale jeśli chcecie ja też mogę
w paru słowach stworzyć nową rzeczywistość
nierealny krajobraz:
stoję oto w zimowym zmierzchu – dziecko
hebefenii – na górze lodowej
dziś już mówić o cierpieniu:
rzeczywistość przeszła wyobraźnię
tak jak zwykła sala szpitalna
odbiera prymat Piekłu
Kto mnie zapewnia
że w możliwej do przewidzenia przyszłości wszystko się ułoży
kto to mówi
kogo mam wołać w nocy
gdy w błysku olśnienia jawi mi się prawda
i nie potrafię gołą ręką
obronić przed nią oczu ani mózgu?
przełożyła z rumuńskiego Irena Harasimowicz-Zarzecka
niedziela, 3 listopada 2013
Cesarz lodów śmietankowych
Wallace Stevens
Cesarz lodów śmietankowych
Wezwijcie osiłka, co zwija wielkie cygara
I każcie mu ubijać w kuchennych naczyniach
Tłuste pożądliwością masło.
Niech dziewki włóczą się w dowolnie wybranych
Sukniach, a chłopcy niech przynoszą kwiaty
Zawinięte w zeszłoroczne gazety.
To będzie koniec zaszłości światowych.
Prawdziwym cesarzem jest cesarz lodów śmietankowych.
Weźcie z komody uczynków,
Tej bez trzech szklanych gałek, ową chustkę,
Na której wyhaftowała kiedyś trzy wachlarze
I rozpostarła ją, by zasłonić nimi swoją twarz.
A jeżeli pokaże swe zrogowaciałe stopy, to tylko
Po to, byśmy pojęli całą jej głupotę.
Niech lampa rozjaśni mrok chmur burzowych.
Prawdziwym cesarzem jest cesarz lodów śmietankowych
Cesarz lodów śmietankowych
Wezwijcie osiłka, co zwija wielkie cygara
I każcie mu ubijać w kuchennych naczyniach
Tłuste pożądliwością masło.
Niech dziewki włóczą się w dowolnie wybranych
Sukniach, a chłopcy niech przynoszą kwiaty
Zawinięte w zeszłoroczne gazety.
To będzie koniec zaszłości światowych.
Prawdziwym cesarzem jest cesarz lodów śmietankowych.
Weźcie z komody uczynków,
Tej bez trzech szklanych gałek, ową chustkę,
Na której wyhaftowała kiedyś trzy wachlarze
I rozpostarła ją, by zasłonić nimi swoją twarz.
A jeżeli pokaże swe zrogowaciałe stopy, to tylko
Po to, byśmy pojęli całą jej głupotę.
Niech lampa rozjaśni mrok chmur burzowych.
Prawdziwym cesarzem jest cesarz lodów śmietankowych
sobota, 2 listopada 2013
Autobus już czeka
James Fenton
Autobus już czeka przy południowej bramie…
Autobus już czeka przy południowej bramie,
By zabrać cię do miasta twoich przodków,
Rozłożonego na przeciwległym wzgórzu, pełnego jasnych frontonów,
Tak żywego, jak ten uroczysty plac, twój dom.
Jesteś nieśmiała? Powinnaś być. Prawie jak na weselu
Ściskasz swoje kwiaty i delikatnie poprawiasz welon.
Och, Te obrzydliwe druhny, to naturalne, że się nimi brzydzisz,
Tak troszeczkę, w tym pierwszym dniu.
Ale to minie, a cmentarz nie jest daleko.
Oto i kierowca, rzuca wykałaczkę do rynsztoka,
Językiem wciaż szpera sobie w zębach.
Widzisz, nie zauważył ciebie. Nikt ciebie nie zauważył. To minie, panienko, minie.
Autobus już czeka przy południowej bramie…
Autobus już czeka przy południowej bramie,
By zabrać cię do miasta twoich przodków,
Rozłożonego na przeciwległym wzgórzu, pełnego jasnych frontonów,
Tak żywego, jak ten uroczysty plac, twój dom.
Jesteś nieśmiała? Powinnaś być. Prawie jak na weselu
Ściskasz swoje kwiaty i delikatnie poprawiasz welon.
Och, Te obrzydliwe druhny, to naturalne, że się nimi brzydzisz,
Tak troszeczkę, w tym pierwszym dniu.
Ale to minie, a cmentarz nie jest daleko.
Oto i kierowca, rzuca wykałaczkę do rynsztoka,
Językiem wciaż szpera sobie w zębach.
Widzisz, nie zauważył ciebie. Nikt ciebie nie zauważył. To minie, panienko, minie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)