István Kovács
Akrobaci Kierkegaarda
To nie jest niebo, nie błogosławi deszczem,
nie jest rajem zmartwychwstań,
nie jest jurtą
zdobytej przez ludzkość ojczyzny.
Znak na jego rozpiętym zenicie
to tylko hak paragrafu,
schizofreniczna kotwica nadziei -
wbita w nasze gardła.
Kołyszemy się
nad dyszącymi arenami,
pobrudzeni przez plamy na Słońcu,
pod nami
morze,
skalista góra,
piasek,
klingi S. O. S.-ów przebijają nam stopy,
pachwiny,
płuca.
Nadchodzą zwinni połykacze noży,
klauny;
na ich czapeczkach dzwoneczki noży,
które zagłuszają
rozkładający się w mózgu trzask broni.
Kołyszemy się
nad dyszącymi arenami,
w czas
ust Jonaszowej ryby,
wielkich mędrkowań
i polowań wielkich.
Kołyszemy się
„przy ogólnym śmiechu mądrych”,
„tak właśnie koniec świata nastąpi”.
Nie myślcie,
że „to tylko żart”,
nie myślcie, że to tylko rzężenie poezji.
przeł. Bohdan Zadura
sobota, 7 grudnia 2013
piątek, 6 grudnia 2013
Nasz upadek
Janos Pilinszky
OMEGA
Nasz upadek wszystko murem
otoczy na chwilę i na zawsze.
Poduszka twardsza będzie od skały,
a ciała cięższe od śmietniska.
Po to żyjemy. Może nawet
po to przychodzimy na świat.
Tłum. Szczepan Woronowicz
OMEGA
Nasz upadek wszystko murem
otoczy na chwilę i na zawsze.
Poduszka twardsza będzie od skały,
a ciała cięższe od śmietniska.
Po to żyjemy. Może nawet
po to przychodzimy na świat.
Tłum. Szczepan Woronowicz
czwartek, 5 grudnia 2013
Blues z nieuchronną śmiercią
Wystan Hugh Auden
Miłe Panie, Panowie, którzy tu siedzicie,
Grzaniem krzeseł i czuciem, jedzeniem i piciem,
Myśleniem i czerpaniem oddechu zajęci,
Obok kogo siedzicie? Może obok Śmierci.Jak stąpająca lekko biuściasta blondyna,
Śmierć zerka na was w metrze, w kolejce do kina.
Żonaty czy kawaler, stary czy młodzieniec,
Będziesz się przed nią płaszczył na każde skinienie.Myślisz, że jesteś sprytny. A śmierć jest gliniarzem,
Pośle ci kulę w serce, na krześle usmaży.
Pracuje może wolno, lecz w końcu cię złowi,
Za samą zbrodnię bycia powitym, mój drogi.
Śmierć jako lekarz stopnie dostaje najwyższe,
Nie pobiera opłaty, świat ma na rozpisce.
Osłucha cię i powie: „Jest źle, słyszę oddech,
Lecz zaradzimy temu, nie martw się, mój chłopcze.”
Śmierć do waszych drzwi puka, by nieruchomości
Sprzedawać, co nie stracą nigdy na wartości:
To łatwe i wygodne, w starym świecie. Złożysz
Podpis na przerywanej (nieważne dochody).
Śmierć jako nauczyciel nie ma sobie równych,
Jej słowa pojmie każdy uczeń, nawet durny.
Wykłada tylko jedną dziedzinę: Mogiłę.
Lecz nikt nie chce wyjść z klasy, nikt nie siada tyłem.
Zatem czy stoisz w deszczu zupełnie spłukany,
Czy wygrywasz w pokera, spijając szampany,
Śmierć za tobą ruszyła, śmierć na ciebie czyha.
Już jutro jej wyglądaj. A może już dzisiaj.
środa, 4 grudnia 2013
Jedyny i ostatni bal – i tak hipotetyczny
Bal u Pana Boga
Aleksander Wertyński
Do miasteczka małego gdzieś od dziecka mieszkała
Piękną suknię moderne nowej mody journal
Wprost z Paryża samego znana firma przysłała
Byś w niej mogła na pierwszy swój wielki iść bal
W tym miasteczku malutkim tyś marzyła wciąż nocą
O tym balu en grande co we krwi budzi żar
Pędzą pyszne karety, wokół światła migocą
Ty zaś wkoło roztaczasz urody swej czar
W tym miasteczku malutkim balów nigdy nie było
Ani karet nie ciągnął żaden koński grzbiet
Lata szły – znikła młodość, suknię kurzem pokryło
Piękną suknię z Paryża Maison la Vallée
Aż się ziścił na koniec szalonych twych marzeń rój
W suknię ciebie ubrali jak gdyby na bal
Jacyś ludzie nieznani ponieśli katafalk twój
jedziesz w dziwnej karecie w nieznaną gdzieś dal
Czarny wóz, konie dwa wiozą ciebie na wieczny sen
Stary ksiądz budzi w duszy śpiewaniem swym żal
Pachnie bez – ty zaś sama jak cichy żałobny tren
Pojechałaś do Boga na bal
Tłum. Tadeusz Polanowski
Aleksander Wertyński
Do miasteczka małego gdzieś od dziecka mieszkała
Piękną suknię moderne nowej mody journal
Wprost z Paryża samego znana firma przysłała
Byś w niej mogła na pierwszy swój wielki iść bal
W tym miasteczku malutkim tyś marzyła wciąż nocą
O tym balu en grande co we krwi budzi żar
Pędzą pyszne karety, wokół światła migocą
Ty zaś wkoło roztaczasz urody swej czar
W tym miasteczku malutkim balów nigdy nie było
Ani karet nie ciągnął żaden koński grzbiet
Lata szły – znikła młodość, suknię kurzem pokryło
Piękną suknię z Paryża Maison la Vallée
Aż się ziścił na koniec szalonych twych marzeń rój
W suknię ciebie ubrali jak gdyby na bal
Jacyś ludzie nieznani ponieśli katafalk twój
jedziesz w dziwnej karecie w nieznaną gdzieś dal
Czarny wóz, konie dwa wiozą ciebie na wieczny sen
Stary ksiądz budzi w duszy śpiewaniem swym żal
Pachnie bez – ty zaś sama jak cichy żałobny tren
Pojechałaś do Boga na bal
Tłum. Tadeusz Polanowski
wtorek, 3 grudnia 2013
Łatwiej jest nie żyć
Łatwiej jest nie żyć. Ten, w kim tętnią żyły,
musi się bać, kiedy podpełza żmija.
Sekundy jednej nie ma, co nie mija,
śmierć jest powrozem nad szyjami żywych.
Niezmienny świat – obietnic garść kusząca:
jak sprawdzić – błędnych może – przeczuć parę:
baśń to czy jawa? Jakich użyć miarek?
Czy można związać w snop promienie słońca?
Łatwiej jest nie żyć. Nim przez śmierć się staniesz
wolny, zabijasz, żresz i strach chcąc dzierżyć
powietrze rwiesz jak wiatrak nieprzerwanie!
Ileż ciał rześkich igra w oceanie:
sto lat i w grzywach fal zaczną się śnieżyć.
Umrzeć niełatwo. Dużo łatwiej nie żyć.
Sándor Weöres
Tłum Anna Górecka
musi się bać, kiedy podpełza żmija.
Sekundy jednej nie ma, co nie mija,
śmierć jest powrozem nad szyjami żywych.
Niezmienny świat – obietnic garść kusząca:
jak sprawdzić – błędnych może – przeczuć parę:
baśń to czy jawa? Jakich użyć miarek?
Czy można związać w snop promienie słońca?
Łatwiej jest nie żyć. Nim przez śmierć się staniesz
wolny, zabijasz, żresz i strach chcąc dzierżyć
powietrze rwiesz jak wiatrak nieprzerwanie!
Ileż ciał rześkich igra w oceanie:
sto lat i w grzywach fal zaczną się śnieżyć.
Umrzeć niełatwo. Dużo łatwiej nie żyć.
Sándor Weöres
Tłum Anna Górecka
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Nocy imię ciemne
Rozwarło się nad nami nocy imię ciemne
A my wierzymy, że to jest godzina
Tuż przed świtaniem…
I chociaż nas trzyma
Nieszczęście w zębach swoich, chociaż to daremne
Zwijamy się jak robak, by znaleźć szczelinę
By się usadzić lepiej między siekaczami
Utaić się, odepchnąć krwawą, gorzką ślinę
Co się jak oceany przewala nad nami.
Ernest Bryll
A my wierzymy, że to jest godzina
Tuż przed świtaniem…
I chociaż nas trzyma
Nieszczęście w zębach swoich, chociaż to daremne
Zwijamy się jak robak, by znaleźć szczelinę
By się usadzić lepiej między siekaczami
Utaić się, odepchnąć krwawą, gorzką ślinę
Co się jak oceany przewala nad nami.
Ernest Bryll
niedziela, 1 grudnia 2013
Naprawił pomyłkę urodzin
John Cage
Zasadniczo samobójstwo uważa się za grzech. Dlatego wszyscy uczniowie byli bardzo ciekawi, co powie im Ramakriszna na temat samobójstwa popełnionego niedawno przez czterolatka. Ramakriszna stwierdził, że chłopiec nie popełnił grzechu, naprawił tylko błąd; urodził się przez pomyłkę.
przełożył Piotr Sommer
Zasadniczo samobójstwo uważa się za grzech. Dlatego wszyscy uczniowie byli bardzo ciekawi, co powie im Ramakriszna na temat samobójstwa popełnionego niedawno przez czterolatka. Ramakriszna stwierdził, że chłopiec nie popełnił grzechu, naprawił tylko błąd; urodził się przez pomyłkę.
przełożył Piotr Sommer
Subskrybuj:
Posty (Atom)