rozdarty hermafrodyta który ufał tylko samej sobie znajduje miejsce w płynnej rzeczywistości i błaga, by nigdy nie zbudzić się z koszmarnego snu
i byli tam wszyscy
wszyscy co do jednego
i znali me imię
a ja uciekałam w panice jak chrabąszcz po oparciach ich krzeseł
****
Sarah Kane
piątek, 7 marca 2014
czwartek, 6 marca 2014
Skondensowana nienawiść
Nie ma nikogo kto nienawidzi mnie bardziej niż sama siebie nienawidzę.
Sarah Kane
Sarah Kane
Ciemno w moich czterech ścianach
W czterech ścianach mego bólu…
Aleksander Wat
W czterech ścianach mego bólu
nie ma okien ani drzwi.
Słyszę tylko: tam i nazad
chodzi strażnik za murami.
Odmierzają ślepe trwanie
jego głuche puste kroki.
Noc to jeszcze czy już świt?
Ciemno w moich czterech ścianach.
Po co chodzi tam i nazad?
Jakże kosą mnie dosięgnie,
kiedy w celi mego bólu
nie ma okien ani drzwi?
Gdzieś tam pewno lecą lata
z ognistego krzaka życia.
Tutaj chodzi tam i nazad
strażnik upiór z ślepą twarzą.
Mentona, luty 1956
Aleksander Wat
W czterech ścianach mego bólu
nie ma okien ani drzwi.
Słyszę tylko: tam i nazad
chodzi strażnik za murami.
Odmierzają ślepe trwanie
jego głuche puste kroki.
Noc to jeszcze czy już świt?
Ciemno w moich czterech ścianach.
Po co chodzi tam i nazad?
Jakże kosą mnie dosięgnie,
kiedy w celi mego bólu
nie ma okien ani drzwi?
Gdzieś tam pewno lecą lata
z ognistego krzaka życia.
Tutaj chodzi tam i nazad
strażnik upiór z ślepą twarzą.
Mentona, luty 1956
środa, 5 marca 2014
Skoro nie mam nadziei
Popielec
(fragment)
T.S. Eliot
Skoro nie mam nadziei, bym jeszcze powróciła
Skoro nie mam nadziei
Skoro nie mam nadziei, bym wróciła
Do pożądania zalet innych ludzi
Nie usiłuję walczyć o te sprawy
(Po cóż ma stary orzeł rozpościerać skrzydła?)
Po cóż bym opłakiwała
Minioną chwałę zwykłego królestwa?
Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznała
Niepewnej chwały określonej chwili
Skoro nie sądzę
Skoro wiem, że nie zaznam
Prawdziwej mocy, która przemija
Skoro nie mogę pić
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek, bo nic tam już nie ma
Skoro wiem, że czas jest zawsze czasem,
A miejsce zawsze i jedynie miejscem,
A co się dzieje, to się dzieje tylko jeden raz
I tylko w jednym miejscu,
Cieszę się, że jest tak jak jest
Wyrzekam się uwielbianej twarzy
I wyrzekam się głosu
Przełożył Władysław Dulęba
(fragment)
T.S. Eliot
Skoro nie mam nadziei, bym jeszcze powróciła
Skoro nie mam nadziei
Skoro nie mam nadziei, bym wróciła
Do pożądania zalet innych ludzi
Nie usiłuję walczyć o te sprawy
(Po cóż ma stary orzeł rozpościerać skrzydła?)
Po cóż bym opłakiwała
Minioną chwałę zwykłego królestwa?
Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznała
Niepewnej chwały określonej chwili
Skoro nie sądzę
Skoro wiem, że nie zaznam
Prawdziwej mocy, która przemija
Skoro nie mogę pić
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek, bo nic tam już nie ma
Skoro wiem, że czas jest zawsze czasem,
A miejsce zawsze i jedynie miejscem,
A co się dzieje, to się dzieje tylko jeden raz
I tylko w jednym miejscu,
Cieszę się, że jest tak jak jest
Wyrzekam się uwielbianej twarzy
I wyrzekam się głosu
Przełożył Władysław Dulęba
wtorek, 4 marca 2014
Targną się szlochem Twoje ramiona
Odejście
Francis Caro
Trawy na brzegu zmarniałe
Topole. Nostalgiczne błękity
Tak piękne w wody odbiciu
I karczmy zielone okiennice
Lekko tak żyjesz dni swoje
Dni marne, bliźniaczo podobne
I pod szumiącym listowiem
Ścigasz ten sen, który kłamie
Oto masz noc, oto wiatr
I księżyc na horyzoncie
Nie dziw, że zdają Ci się
Magicznie ekscytujące
Ogłuchniesz wreszcie którejś nocy
Z nadmiaru bólu i poezji
Targną się szlochem Twoje ramiona
I wcisną Ci twarz pomiędzy dłonie
Przełożył Jerzy Lisowski
Francis Caro
Trawy na brzegu zmarniałe
Topole. Nostalgiczne błękity
Tak piękne w wody odbiciu
I karczmy zielone okiennice
Lekko tak żyjesz dni swoje
Dni marne, bliźniaczo podobne
I pod szumiącym listowiem
Ścigasz ten sen, który kłamie
Oto masz noc, oto wiatr
I księżyc na horyzoncie
Nie dziw, że zdają Ci się
Magicznie ekscytujące
Ogłuchniesz wreszcie którejś nocy
Z nadmiaru bólu i poezji
Targną się szlochem Twoje ramiona
I wcisną Ci twarz pomiędzy dłonie
Przełożył Jerzy Lisowski
niedziela, 2 marca 2014
Zmora w lustrze
Twarz
Marianne Moore
„Nie jestem zdradliwa, nieczuła, zazdrosna, zabobonna,
wyniosła, jadowita, albo też całkiem ohydna”.
Studiując jej wyraz każdego dnia,
w desperackim porywie
i nie powodowana żadną ostatecznością,
najchętniej rozbiłabym lustro.
Przełożyła Julia Hartwig
Komentarz Kornelii: To tylko pierwsza część wiersza. Druga jest zbyt słoneczna i można w niej dostrzec iskrę nadziei, światełko uczucia. Wszelako ja niczego nie czuję, nie mam nadziei, podobnie jak brak mi miłości i wiary. Z tej przyczyny publikuję tylko pierwszą część utworu. Wcześniej obsypywałam pocałunkami swoje odbicie w zwierciadle, jako twarz jedynej osoby na świecie, do której być może niekiedy coś czuję. Już tak nie czynię – lecz w tej sytuacji ogarnia mnie potężne pragnienie rozbicia lustra. Albo też – będę mówiła otwarcie – chcę napluć.
Marianne Moore
„Nie jestem zdradliwa, nieczuła, zazdrosna, zabobonna,
wyniosła, jadowita, albo też całkiem ohydna”.
Studiując jej wyraz każdego dnia,
w desperackim porywie
i nie powodowana żadną ostatecznością,
najchętniej rozbiłabym lustro.
Przełożyła Julia Hartwig
Komentarz Kornelii: To tylko pierwsza część wiersza. Druga jest zbyt słoneczna i można w niej dostrzec iskrę nadziei, światełko uczucia. Wszelako ja niczego nie czuję, nie mam nadziei, podobnie jak brak mi miłości i wiary. Z tej przyczyny publikuję tylko pierwszą część utworu. Wcześniej obsypywałam pocałunkami swoje odbicie w zwierciadle, jako twarz jedynej osoby na świecie, do której być może niekiedy coś czuję. Już tak nie czynię – lecz w tej sytuacji ogarnia mnie potężne pragnienie rozbicia lustra. Albo też – będę mówiła otwarcie – chcę napluć.
sobota, 1 marca 2014
W kamiennym zmęczeniu
Bezsenna noc
Monika Taubitz
Zawrócona
z podróży w nieświadomość.
Uwolniona ze snów
w niespokojny mrok.
Wyczerpana
aksamitną czernią.
Ciszę rozbijam
milczeniem.
Wypływam i zanurzam się
pod zamkniętymi powiekami.
Zarzucam sieci na
zbłąkane iskry.
Nigdzie kotwicy.
W kamiennym
zmęczeniu.
Przełożył Mateusz Kazula
Monika Taubitz
Zawrócona
z podróży w nieświadomość.
Uwolniona ze snów
w niespokojny mrok.
Wyczerpana
aksamitną czernią.
Ciszę rozbijam
milczeniem.
Wypływam i zanurzam się
pod zamkniętymi powiekami.
Zarzucam sieci na
zbłąkane iskry.
Nigdzie kotwicy.
W kamiennym
zmęczeniu.
Przełożył Mateusz Kazula
Subskrybuj:
Posty (Atom)