Ciało i dusza nigdy nie mogą być jednością.
Muszę stać się kimś, kim już jestem i na zawsze już będę rozpaczać nad tym paradoksem który skazał mnie na piekło.
Nadzieja bez nadziei, nie podtrzyma mnie.
Pogrążę się w dysforii
w zimnym ciemnym stawie swojego jestestwa
w studni swego niematerialnego umysłu
Sarah Kane
piątek, 14 marca 2014
środa, 12 marca 2014
Bezradna wobec trwogi
Nokturn lęku
Xavier Villaurrutia
Wszystko wśród nocy żywi sekretne obawy:
głucha cisza i dźwięki, czas, a także miejsce.
Uśpieni w bezruchu czy też lunatycy
bezradni jesteśmy wobec owej trwogi.
Lecz nie wystarczy zamknąć oczu w mroku
ani w sen zapaść, by więcej nie patrzeć,
gdyż w surowej ciemności i w grocie uśpienia,
to samo światło nocy znów nas obudzi.
Wtedy to, niby człowiek, co marzy na jawie,
bez celu i powodu zaczynamy biegnąć.
A noc przytłacza nas swoją tajemnicą
i mówi nam, że umrzeć to znaczy się zbudzić.
I któż pośród cieni odludnej ulicy
na jakimś murze, w sinym lustrze samotności
nie ujrzał, jak coś kroczy, podchodzi ku niemu,
i nie czuł chłodu trwogi, śmiertelnego lęku?
Lęku, że jest już tylko pustym ciałem,
które przywdziałby każdy, ten lub inny człowiek,
trwogi, że jeszcze żyjąc, jest już nieobecny,
obawy, czy to wszystko istnieje naprawdę.
Przełożyła Joanna Petry-Mroczkowska
Xavier Villaurrutia
Wszystko wśród nocy żywi sekretne obawy:
głucha cisza i dźwięki, czas, a także miejsce.
Uśpieni w bezruchu czy też lunatycy
bezradni jesteśmy wobec owej trwogi.
Lecz nie wystarczy zamknąć oczu w mroku
ani w sen zapaść, by więcej nie patrzeć,
gdyż w surowej ciemności i w grocie uśpienia,
to samo światło nocy znów nas obudzi.
Wtedy to, niby człowiek, co marzy na jawie,
bez celu i powodu zaczynamy biegnąć.
A noc przytłacza nas swoją tajemnicą
i mówi nam, że umrzeć to znaczy się zbudzić.
I któż pośród cieni odludnej ulicy
na jakimś murze, w sinym lustrze samotności
nie ujrzał, jak coś kroczy, podchodzi ku niemu,
i nie czuł chłodu trwogi, śmiertelnego lęku?
Lęku, że jest już tylko pustym ciałem,
które przywdziałby każdy, ten lub inny człowiek,
trwogi, że jeszcze żyjąc, jest już nieobecny,
obawy, czy to wszystko istnieje naprawdę.
Przełożyła Joanna Petry-Mroczkowska
wtorek, 11 marca 2014
Niezwykle smutny potwór
***
Johnny B. Isotamm
Niezwykle smutny potwór
niechętnie obraca się
z jednego boku na drugi
kołysze rytmicznie
tysiącami kończyn i odnóg
i głowami uderza
o kamienny szary mur
może i ja jestem guzem
nabitym na jednej z głów potwora
o kamienny szary mur
Przełożył z estońskiego Aarne Puu
Johnny B. Isotamm
Niezwykle smutny potwór
niechętnie obraca się
z jednego boku na drugi
kołysze rytmicznie
tysiącami kończyn i odnóg
i głowami uderza
o kamienny szary mur
może i ja jestem guzem
nabitym na jednej z głów potwora
o kamienny szary mur
Przełożył z estońskiego Aarne Puu
poniedziałek, 10 marca 2014
Niech gwiazdy staną się czarne
Niechaj sczeźnie dzień moich narodzin
Niech ścigają go ciemności nocy
Niechaj gwiazdy staną się czarne
Niech świt mu oczu nie otworzy
Gdyż nie zamknął łona matki mojej.
Sarah Kane
Niech ścigają go ciemności nocy
Niechaj gwiazdy staną się czarne
Niech świt mu oczu nie otworzy
Gdyż nie zamknął łona matki mojej.
Sarah Kane
Jak lodowata dłoń
Śmierć jako śmierć
Laura Riding
Pojąć śmierć jako śmierć:
To często spotykana trudność,
To luka zalegająca pośród
Podobizn zrozumienia,
Śmierć jak szybka, lodowata dłoń
Na leniwym, gorącym czole samobójstwa.
Zatem spotkać ją
Na chwilę. Potem znów ryk
Kotłów w uszach, znów kręci się piekło,
A elastyczne oko trzyma raj
Widocznie z dala od ślepoty,
Oszołomione echo ciała odpowiada:
„Tak, właśnie tak, nie inaczej”.
Tak – podobieństwo,
ale bez zgodności. Profetyczne oko,
Zamknięte na trudność,
Otwiera się na porównanie,
Dzieląc rzeczywistość:
Ten zbyt gładki dar, po którym
Wdzięczność nie ma już słów,
Dalekowzroczność wizji.
Przełożyła Julia Fiedorczuk
Laura Riding
Pojąć śmierć jako śmierć:
To często spotykana trudność,
To luka zalegająca pośród
Podobizn zrozumienia,
Śmierć jak szybka, lodowata dłoń
Na leniwym, gorącym czole samobójstwa.
Zatem spotkać ją
Na chwilę. Potem znów ryk
Kotłów w uszach, znów kręci się piekło,
A elastyczne oko trzyma raj
Widocznie z dala od ślepoty,
Oszołomione echo ciała odpowiada:
„Tak, właśnie tak, nie inaczej”.
Tak – podobieństwo,
ale bez zgodności. Profetyczne oko,
Zamknięte na trudność,
Otwiera się na porównanie,
Dzieląc rzeczywistość:
Ten zbyt gładki dar, po którym
Wdzięczność nie ma już słów,
Dalekowzroczność wizji.
Przełożyła Julia Fiedorczuk
niedziela, 9 marca 2014
Umarła bo sama chciała
Druga
Pedro Salinas
Nie zabił jej Bóg. Nie zabił jej Los.
Umarła
bo sama chciała.
Wróciła nocą do domu
i głosem elektrycznym
powiedziała przez telefon:
„Pragnę umrzeć, cieniu mój,
ale nie chcę leżeć w łóżku,
nie chcę, by przychodził lekarz,
i niczego niech nie robią,
a ty słówkiem nie zdradź mnie”.
Rozległy się zaraz syki
trucizn chętnych do usługi,
rewolwery eskadrami
wirowały przed balkonem,
naszyjniki strach szerzyły,
że za chwilę się zacisną.
Ale nic. Umarła sama.
Zegar ścienny w tym momencie
pokazywał wpół do piątej,
a zegarek na jej ręku
czwartą dwadzieścia pięć.
Nikt nie spostrzegł tego. Suknia
wypełniona nią szła dalej,
szła na nogach, w pantofelkach,
nawet uśmiech miała świeży,
nawet głos jej się nie zmienił.
W biały dzień widzieli wszyscy,
jak przechadza się. I w marcu
dziewiętnaście lat skończyła,
„Z każdym dniem coraz piękniejsza” -
pisały o niej gazety
w dodatkach nadzwyczajnych.
Jej cień, brat wtajemniczony,
znak różowy lub niebieski
na plaży, śniegu, dywanie
ciągle przedłużał złudzenie.
Przełożył Jan Winczakiewicz
Pedro Salinas
Nie zabił jej Bóg. Nie zabił jej Los.
Umarła
bo sama chciała.
Wróciła nocą do domu
i głosem elektrycznym
powiedziała przez telefon:
„Pragnę umrzeć, cieniu mój,
ale nie chcę leżeć w łóżku,
nie chcę, by przychodził lekarz,
i niczego niech nie robią,
a ty słówkiem nie zdradź mnie”.
Rozległy się zaraz syki
trucizn chętnych do usługi,
rewolwery eskadrami
wirowały przed balkonem,
naszyjniki strach szerzyły,
że za chwilę się zacisną.
Ale nic. Umarła sama.
Zegar ścienny w tym momencie
pokazywał wpół do piątej,
a zegarek na jej ręku
czwartą dwadzieścia pięć.
Nikt nie spostrzegł tego. Suknia
wypełniona nią szła dalej,
szła na nogach, w pantofelkach,
nawet uśmiech miała świeży,
nawet głos jej się nie zmienił.
W biały dzień widzieli wszyscy,
jak przechadza się. I w marcu
dziewiętnaście lat skończyła,
„Z każdym dniem coraz piękniejsza” -
pisały o niej gazety
w dodatkach nadzwyczajnych.
Jej cień, brat wtajemniczony,
znak różowy lub niebieski
na plaży, śniegu, dywanie
ciągle przedłużał złudzenie.
Przełożył Jan Winczakiewicz
sobota, 8 marca 2014
Gorliwe terminowanie wilgoci
Testament
Marie-Claire Bancquart
Temu czym było życie można dom zostawić
z kompletnym umeblowaniem
Ze słońcem, trudnym we współżyciu,
z drewnem stołów twardym jak pięść
Oprócz ludzi
są sęki w podłodze
Łóżko jeszcze w nieładzie
przypomina
o zadawaniu się ciała z drzewem
Zostawiam na powierzchni ziemi
gorliwe terminowanie
samotności,
wilgoci,
bezpłciowego trwania jakim się stanę
Przełożyła Krystyna Rodowska
Marie-Claire Bancquart
Temu czym było życie można dom zostawić
z kompletnym umeblowaniem
Ze słońcem, trudnym we współżyciu,
z drewnem stołów twardym jak pięść
Oprócz ludzi
są sęki w podłodze
Łóżko jeszcze w nieładzie
przypomina
o zadawaniu się ciała z drzewem
Zostawiam na powierzchni ziemi
gorliwe terminowanie
samotności,
wilgoci,
bezpłciowego trwania jakim się stanę
Przełożyła Krystyna Rodowska
Subskrybuj:
Posty (Atom)