wtorek, 4 listopada 2014

Csilla Andrea Molnár (1969–1986)


Rozbite w pył kryształy

Drzewa

Ágnes Nemes Nagy

Trzeba się uczyć białych drzew,
od stóp do głów spowitych szronem.
Koronek, których nie tknie wiatr.

Trzeba się uczyć sfery tej,
pełnej rozbitych w pył kryształów,
gdzie drzewo tak odchodzi w mgłę,
jak we wspomnienie nasze ciało.

I rzekę trzeba znać zza drzew,
z bezgłośną dziką kaczką w locie,
oślepiającą nocy czerń,
zakapturzone w niej przedmioty,
i trzeba znać uczynki drzew,
niewyrażalne żadnym słowem.

Przełożyła Elżbieta Zechenter-Spławińska

Komentarz Kornelii: Cóż, jak powiedział poeta Bogdan Zadura, Węgier nie może być szczęśliwy. Naród udręczony tak licznymi klęskami, samotny wśród sąsiadów ze swym dziwny, obcym dla innych językiem. Pusztę smaga wielołzawy wiatr śmierci. Czytałam, że pierwsza Miss Piękności Węgier po 50-letniej przerwie, Csilla Andrea Molnár, zakończyła swe psychiczne cierpienia potężną dawką lekarstw. Miała 17 lat. Przynajmniej nie zobaczy swoich zmarszczek…
Ten wiersz mojej ulubionej Ágnes Nemes Nagy przypomniałam sobie, gdy ujrzałam oszronioną ścianę lasu, białe sosnowe korony. Pragnę, aby zawsze takie pozostały, lodowate jak moje zamarznięte serce. A jeszcze w końcu października leśna ściana błyszczała żółcią, żarzyła czerwienią. Utwór nie jest całkowicie dołujący, raczej głęboko melancholijny. Zamieszczam poza kategorią. W rzeczywistości jednak wiersz gorzki. Sfera pełna rozbitych w pył kryształów to symbol naszych zdruzgotanych marzeń. Ciało odchodzi we wspomnienia – przemijanie jest nieuchronne. Oślepiająca nocy czerń oznacza kres nadziei, zakapturzone przedmioty – idee naszych okropnych uczynków. Dzika kaczka była dla starożytnych Egipcjan symbolem złowrogich demonów. Ale czyta się świetnie. Madziarzy destylują rzeczywistość aż do rdzenia czystej goryczy.

Kornelia nienawidzi Czasu

Ale nie mogę

Wystan Hugh Auden

A nie mówiłem?” – tyle usłyszysz od Czasu;
kiedy musimy płacić, Czas tylko zna cenę;
Gdybym mógł Ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.

Nam szuranie zelówek – nie przytup obcasów;
Nam płacz, gdy clown z rechotem wpada na arenę;
„A nie mówiłem?” – tyle usłyszysz od Czasu.

Pusto brzmi wróżba szczęścia, pęka szkło kompasu,
Choć tobie – że mi serce sycisz żywym tlenem –
Gdybym umiał coś zdradzić, zdradziłbym od razu.

Gdzieś jest kolebka wiatru, gdzieś są drzwi do głazu,
Gdzieś powód, że się liście ścielą żółtym trenem:
„A nie mówiłem?” – tyle usłyszysz od Czasu.

Może naprawdę róże rosną bez rozkazu,
Może na serio pragnie trwać to przywidzenie;
Gdybym mógł ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.

Niech nawet lwy się dźwigną i znikną z obrazu,
Niech armie się rozpierzchną, wsiąkną w grunt strumienie:
Czy choć raz coś innego usłyszysz od Czasu?
Gdybym mógł ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.

Przełożył Stanisław Barańczak

poniedziałek, 3 listopada 2014

Jak strach człowieka przed śmiercią

Garbus bez Pegaza

Marco Antonio Montes de Oca

Łatwo było zrobić krok
Ale kamień ziewał
Więc zdecydowałeś, że lepiej wybrać inną drogę
i jej wyblakłe zygzaki
Dopiero na czworakach
Posunąłeś się o krok
Nie tak silny nie tak wyraźny
Jak płacz człowieka
Ogarniętego strachem przed śmiercią
Powolną i szybką.

Gdzie chcesz iść
Ziemia ucieka spod nóg
Jak żyjący dywan
Dotąd gdy zbuntowany każdy milimetr
Dokąd z domem na plecach
brzemię chleba którego nie jesz
Bo ktoś ci go tylko pożyczył
W twoim wnętrzu zamknięta sakwa
Ale już się nie troszczysz:
Otworzy się w godzinie śmierci
Jak wszystkie inne tajemnice

Przełożyła Joanna Petry

niedziela, 2 listopada 2014

Do Errorous

Kruki rzeczywiście są niesamowite, widziałam parę hałaśliwych kruków w lasach gdańskich – jak dwa czarne widma.

Jak spostrzegłeś, moja chęć do rozmowy jest, łagodnie mówiąc, mocno ograniczona. Powiem tyle – Nie uważam się za kobietę ani za mężczyznę, a podział na gender jest dla mnie absurdalny, upokarzający i obrzydliwy, blokujący wysublimowanie czystego intelektu. Niestety, mam psyche zamkniętą w klatce Modelu K. Jest jeszcze klatka Model M, ale nawet nie wolno między nimi wybierać, byłby to zresztą wybór między dżumą a cholerą.

Rozważałam operacyjne zmodyfikowanie się na istotę aseksualną, ale po takiej przemianie straciłabym pracę w korporacji, zresztą w moim wieku to już nie ma sensu.

W naszym języku trudno pisać w rodzaju nijakim. Mogę dodać, że bardzo często nie uważam się w ogóle za człowieka.

Zmęczone Pustki nie ćwiczą umysłów, tylko uciekają do łóżka.

Zasmucił mnie fragment Twojej wypowiedzi: „Ludzie, których cenię najbardziej, zdecydowanie twierdzą, że nasze działania są etycznie ważne, i że będziemy musieli doświadczyć ich rezultatów, i nie ma ucieczki. przed rezultatami naszych działań, przez śmierć ciała. Dodatkowo, twierdzą, że wiedzą to bezpośrednio, a nie że jest to ich teorią:”

Oczywiście nikt tego z pewnością powiedzieć nie może, ale niekiedy podejrzewam, że właśnie tak może być. Przy okazji mógłbyś to rozwinąć, ponieważ komentują mnie niekiedy młodzi ludzie, zastanawiający się nad zakończeniem życia. Chciałabym ich zniechęcić do takiej ostatecznej solucji, tym niemniej w takiej roli brakuje mi nieco wiarygodności.

Życie wypełnione nędzą

Zaduszki

Georg Trakl

Karlowi Hauerowi

Chłopy i baby, smętni towarzysze,
Sypią dziś modre i czerwone kwiatki
Na ich grobowce, co świecą lękliwie.
Są wobec śmierci niby biedne lalki.

O! ileż jest w nich pokory i lęku,
Jak cienie stoją pośród krzewów czarnych.
Nienarodzonych skargi w wichrze jęczą
I widać też światełka błądzące w oddali.

Szloch kochających wieje przez konary,
A tam rozkłada się matka z dzieciątkiem.
Korowód żywych zda się nierealny
I dziwnie rozsypany w tym wietrze wieczornym.

Ich życie tak zawikłane, wypełnione nędzą.
Zmiłuj się Boże nad kobiet cierpieniem,
Nad beznadziejną ich skargą trumienną.
Samotne idą cicho pod gwiezdnym sklepieniem.

Przełożył Andrzej Lam

sobota, 1 listopada 2014

Bliskość jest otchłanią

Pierwszy listopada

Esad Babačič

Pierwszy listopada
dzień kiedy uświadamiasz sobie
że bliskość jest
otchłanią
na której najbardziej możesz polegać

pierwszy listopada
kiedy lęk
jeszcze bardziej nas zbliża
kiedy zamykasz wszystkie okna
i czekasz
czekasz
aż przeminie

pierwszy listopada
kiedy deszcz nie jest deszczem
kiedy ulica cię ochlapie
jeszcze zanim
na nią wtargniesz

pierwszy listopada
kiedy brzozy są
kiedy brzozy są
czarne

ale pieprzysz
takie święto
dla którego musisz umrzeć
żeby je obchodzić

Przełożył ze słoweńskiego Marcin Warmuz