sobota, 3 stycznia 2015

Rozpacz posępnie wyje

Biały wilk

Ōte Takuji

Biały wilk
wyje na moich plecach.
Biały wilk na moich piersiach i na moim brzuchu
wyje przeciągle: uuhuu, uuhuu!
Gruby i tłusty biały wilk
na moich piersiach i na moich udach
wyje na cały głos: uhuu, uhuu!
Biały wilk, spasiony jak pies,
rozwartym czarnym pyskiem
wyje rozgłośnie i posępnie
krążąc po całym moim ciele.

Przełożyli Adachi Kazuko, Wiesław Kotański, Tadeusz Śliwiak

piątek, 2 stycznia 2015

Kornelia podróżuje pociągiem II

Pociąg pośpieszny

Rolf Jacobsen

Pociąg pośpieszny 1256 pędzi wzdłuż zapadłych, odosobnionych wiosek. Jeden za drugim przebiegają domy, białoszare, zimne. Ogrodzenia, skały, jeziora i zamknięte wrota.

Wtedy muszę myśleć w półmroku o świcie. Co by było, gdyby ktoś wyzwolił samotność tych serc? Mieszkają tam ludzie, nikt ich nie widzi, kiedy chodzą po swoim pokoju, za drzwiami, z tępym wzrokiem i zastarzałą potrzebą miłości, której nie mogą dać i której nikt dać im nie będzie w stanie.

Co wybuchłoby wyżej niż góry – niż góry Skarvang – jaki płomień, jaka siła, jakie sztormy potężnego światła?

Pociąg pośpieszny 1256, osiem czarnych jak sadza wagonów, zakręca ku nowym, nigdy nie poznanym wioskom, sprężone światło za szybami, nie odkryte studnie siły, wzdłuż całego górskiego pasma.

Mijane, kiedy śpieszymy się, żeby z opóźnieniem tylko czterech minut stanąć
w Marmardal.

Przełożył Czesław Miłosz

czwartek, 1 stycznia 2015

Kora nie chce Nowego Roku

Liście palmy

Charles Bukowski

dokładnie o północy
z 1973 na 1974
w Los Angeles
zaczął padać deszcz
na liście palmy za moim oknem.
wystrzeliły petardy i zatrąbiły klaksony
niebo zagrzmiało.

poszedłem spać o 9 wieczorem
wyłączyłem światło
nakryłem się pościelą –
ich radość, ich szczęście
ich okrzyki, ich papierowe kapelusze,
ich limuzyny, ich kobiety,
ich amatorskie pijaństwo…

witanie Nowego Roku zawsze mnie przeraża

życie nie ma pojęcia o latach.

teraz klaksony umilkły
umilkły petardy i burza…
wszystko skończyło się w pięć minut…
słyszę jedynie deszcz spadający
na liście palmy
i myślę że
nigdy nie rozumiem ludzi,
ale udało mi się przeżyć.



Przełożył Piotr Madej



Komentarz Kornelii: Ja też przeżyłam. Tylko nie wiem, po co. Sylwestra przespałam w roku ubiegłym. Wczoraj daremnie czekałam na kojący sen, więc w końcu wyszłam na plażę, aby witać Nowy Rok z zawianą tłuszczą. Morze czerwone od ognia, Kora półświadoma, w żyłach alkohol (likier benedyktyński „Od siedmiu boleści” i wino) zamiast krwi. Nie pamiętam jak wróciłam do pokoju. Głowę rozsadza ból, przeziębiłam się, z nosa cieknie Amazonka. Cieknie także z innego miejsca, czuję się jak ciężko ranna krowa, która cudem uciekła od rzeźnika. Zakrwawiłam chyba całe molo. Splecione bóle menstruacyjny, alkoholowy i od katary tworzą niewypowiedzianą koronę cierniową. Jutro mam być w pracy. Wydałam wszystkie pieniądze. Nowy Rok zapowiada się prymuśnie. 2015!!! Nie chcę!! Nie!!!! Wystarczy!!! Nie potrafię znieść kolejnego budzącego grozę rytuału odchodzących dni, tygodni, pór roku. Nie chcę już następnego Sylwestra. Wydaje mi się, że nie spełnię postanowień noworocznych, jeśli nie wypełnię się lekarstwami. Czy powinnam?

Blog nadal zamknięty, nie rozmawiam, to tylko epilog.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Położę się ze śmiercią

Samotny

Ernesto Mejía Sánchez

Samotny jest biegły w przepowiedniach,
w marzeniach sennych, w tajemniczych słowach.
Serce samotnego jest z piasku;
wilgotnieje z deszczem.
Samotny nie choruje na wspomnienia:
buduje przeszłość tak samo jak przyszłość.
Jego sercem jest Klepsydra.
Samotny stworzył miłość
na swój obraz i podobieństwo.
Samotny obywa się bez porównań.
Samotny pokłada się ze śmiercią
i wstaje owdowiały.
Noce go oczyszczają.
Zanurza się w wodach
głębokich i czystych.
Samotny nie zna tożsamości.
Świat mu towarzyszy.

Przełożyła Krystyna Rodowska

piątek, 19 grudnia 2014

Finis fabulae II

Zanim przystąpiłam do sporządzania ostatniego wpisu, zadumałam się głęboko nad tymi słowami Emila Ciorana, które można przeczytać w traktacie „Zły demiurg”: „”Nigdy nie poddawaj się melancholii, bo przeszkadza ona wszelkiemu dobru” – mówi Tauler w swym kazaniu „o dobrym użytku dnia”.
Jakże zły użytek musiałem czynić z każdego swego dnia!”

Cóż, średniowieczny niemiecki mistyk także z Kornelii nie byłbym zadowolony. Zasnuła mnie mgła goryczy, szarooka melancholia ciasno otuliła swoim płaszczem i wzięła ze mną wieczysty ślub. Mój ojciec mówi, że całe życie jestem smutna.

I znowu zamykam blog. Może tym razem zamiar zostanie uwieńczony powodzeniem, ponieważ następuje to jako jedno z Postanowień Noworocznych i zwiastun Początku Nowego Życia. Nie mam zbyt wielkich nadziei, pragnę tylko w Nowym Roku złagodzić nieco targające mną podmuchy rozpaczy i wykreować jeśli nie życzliwe, to przynajmniej obojętne odczucia wobec bliźnich. Ale blog mi szkodzi, odbiera mi oddech przygniata ołowianym ciężarem do ziemi. Innym zapewne również nie pomaga, aczkolwiek wydaje mi się, że niektórzy czują się dowartościowani, czytając, jak dręczę się ze aberracyjnym i pełnym jałowej daremności bytem.

Rozważałam też, czy na listę postanowień nie wpisać zawarcia jakiejś znajomości, ale tego nie jestem pewna. Nie potrafię opisać kokonu całkowitej pustki, połączonej ze śmiertelnym znużeniem, który mnie spowija. Poranne oderwane się do pościeli wymaga każdego dnia coraz większego wysiłku. Podjęłam obłędną próbę wyrwania się z tego transu poprzez sesję z profesjonalną dominą, najlepszą w całym mieście. Od lat nie podejmowałam interakcji seksualnych, z wyjątkiem tej groteskowo-bolesnej z butelką po winie Primitivo 25 grudnia ubiegłego roku, toteż byłam zażenowana i spięta. Umówiłam się z Panią w ten sposób, że najpierw solidnie mnie zbije, a potem zamknie w klatce z młodą, nagą niewolnicą, klatce tak ciasnej, że będziemy musiały mocno się do siebie przyciskać (spodziewałam się, że w ten sposób przerzucę na tę drugą dziewczynę swój ładunek lęku). Potrójna ostra penetracja miała stać się gorącym finałem. Godzina podobnej przyjemności kosztuje 300 zł, ale domina zaproponowała, że jeśli zgodzę się, aby sesji przyglądało się kilku mężczyzn, będę maltretowana za darmo, a nawet coś zarobię. Cytuję, przepraszając za wstrząsające wulgaryzmy: „Będę kurwić cię za kasę, żebyś się poczuła jak rasowa dziwka”. Było mi żal tych 300 złotych, więc odrzekłam, że się zastanowię.

Wzięłam kąpiel, nakremowałam, miejsca intymne skropiłam perfumami, żebym była dla Pani świeża i pachnąca. Niestety, przygoda zakończyła się sromotnym fiaskiem. Przede mną poddawana była sesji inna uległa. Domina zaaplikowała jej tak srogi fisting, że dobrowolna delikwentka nie była w stanie wstać i się ubrać. W konsekwencji musiałam długo czekać na zewnątrz. Zmarzłam, smagał mnie lęk, zmierzch zapadał szybko. Nagle spostrzegłam autobus zatrzymujący się na przystanku. Nadal nie rozumiem dlaczego podbiegłam, wskoczyłam, uciekłam. Domina sierdziła się potwornie, ale wyłączyłam telefon. Po tym akcie haniebnego tchórzostwa byłam na siebie zła, ale tylko trochę. Wciąż nie jestem pewna, czy sesja by mi pomogła i czy post factum, zbita na kwaśne jabłko, nie czułabym się niemądrze. Z pewnością musiałabym wziąć kilka dni zwolnienia, bo domina (u której jestem nieodwołalnie spalona) potrafi mocno uderzyć. Gdyby nie godzinne opóźnienie sesji, to bym się odważyła.

Umówiłam się z inną dominującą, amatorką, na razie tylko werbalnie. Ta niezwykła osoba, znacznie ode mnie starsza, występuje pod pseudonimem Kokaina (sic!) i twierdzi, że jest gorącą teatromanką. Uzgodniłyśmy, że będę ją zabierać do teatru na mój koszt w zamian za sesje BDSM w jej mieszkaniu. Ale przypuszczam, że Kokaina tylko udaje teatromankę, aby mieć darmową dziewczynę do bicia. Nie jestem pewna, czy się zaangażuję w ten „związek”. Musiałabym zrezygnować ze swego statusu manichejki – co prawda i tak fikcyjny, ale się do niego przyzwyczaiłam.

Rozstrzygnę powyższą kwestię już w Nowym Roku. Jutro wyjeżdżam nad morze. Nie jestem w stanie znieść Świąt z rodzicami – w domu cały czas muszę wiedzieć, kim jestem. W oddali uwalniam się od tożsamości, a wraz z nią od trwogi. U rodziców będzie brat z dziećmi, ludzi nie zabraknie. Odczuwam lęk przed podróżą pociągiem, ale podobno będzie już znacznie krótsza. Wieczny remont torów wreszcie dobiegł końca. Podobnie jak w ubiegłym roku, wyobrażam sobie, jak, upojona grzanym winem, siedzę na nocnej zimowej plaży z kolanami pod brodą, wpatruję się w światła dalekich statków i powoli zamarzam. Ale tak się nie stanie – kurczowo trzymam się życia, aby odwlec moment kary i wstąpienia do krainy, której jakże plastyczny opis podesłał mi życzliwie kolega errorous. Liczę bardzo, że świadomość pryśnie wraz ze śmiercią, ale pewności mieć nie mogę. Zresztą nie wolno mi całkowicie odlecieć w alkoholowo-morskim szalonym transie, ponieważ nie mam całkowitego urlopu. W firmie trwa bilans zamknięcia i będę musiała świadczyć pracę na odległość. Praca, której nie cierpię, jest jednak ostoją, która chroni mnie przed pogrążeniem się w bezdennej studni obłędu. Rozmyślam, czy powtórzyć 25 grudnia autoerotyczny hotelowy epizod z butelką w ramach nowej świeckiej tradycji – jak na razie nie mam do tego nastroju.
Nie będę w Święta zamieszczała wpisów, żeby nie wpędzać ludzi w smutek. Ten czas, pozornie świetlisty, rodzinny i magiczny, jest przecież dla wielu bardzo niebezpieczny. Życzę więc domniemanym czytelnikom (w porywach troje) spokojnego, bezpiecznego, kojącego czasu Świąt, wolnego od wszelkich cierpień i udręk. Pragnę zakończyć jakimś pogodnym wierszem, ale z takimi mam kłopoty. Może następujący utwór szwedzkiej poetki okaże się odpowiedni:

W każdym wierszu

Maria Wine

W każdym wierszu
świeci mała lampka
W przestrzeni i czasie
na ziemi i na morzu
w człowieku i zwierzęciu
we wszystkim co stworzyła
natura i ludzka ręka
jest wiersz
który świeci jak lampa
Gdy będziesz szukać
dostatecznie długo
znajdziesz może też lampę
w swoim najgłębszym mroku

Przełożył Zygmunt Łanowski

**
A teraz Kornelia się żegna i odchodzi w mrok.

czwartek, 18 grudnia 2014

Wszystko już za mną, wypalone

Bezimienny

Peter Curman

Budzę się w obcym świecie, bezimienny,
nie wiem nic.
Tylko dalekie wspomnienia czegoś, co było:
zapach
snu albo życia

wszystko już za mną, wypalone
jak prześwietlona taśma
tylko pamięć bólu
a może ból pamięci

niemy
niezdarnie szukam języka
jak szuka się tęczy

Bezdomny w swoim ciele
widzę: Obca dłoń otwiera się i zamyka.
Moja dłoń?
Nie odstępuje mnie cień.
Mój cień?
Widzę: Bezwonnie prześlizguje się po ścianach domów
i bruku ulic.

Jak wrócić do siebie?

Czy cień
może wykrzesać
życie?

Przełożyła ze szwedzkiego Halina Thylwe

środa, 17 grudnia 2014

Nie mogę tu dłużej wytrzymać

Czynsz też jest za wysoki

Charles Bukowski



w solniczce mieszkają bestie
w czajniczku do herbaty jest lotnisko
rękę mojej matki znalazłem w szufladzie na reklamówki
spod łyżek słychać
pisk torturowanych żyjątek

w szafie stoi zamordowany facet
w nowym zielonym krawacie
pod podłogą
słyszę duszącego się anioła z rozszerzającymi się nozdrzami

ciężko tu żyć.
bardzo ciężko tu żyć.

w nocy cienie zamieniają się w nienarodzonych.
pod łóżkiem
pająki zabijają białe ideały.

noce są straszne
noce są okrutne
upijam się, aby zasnąć
muszę upijać się aby zasnąć.

rano
przy śniadaniu
widzę jak po ulicy toczą umarłych
(nigdy nie czytałem o tym w gazecie).

i wszędzie są orły
siedzą na dachu, na trawniku, w moim samochodzie.
orły nie mają oczu i śmierdzą siarką.
bardzo mnie to zniechęca.

przychodzą do mnie ludzie
siadają na krzesłach naprzeciwko mnie
i widzę jak chodzi po nich robactwo -
zielone złote i żółte insekty
których oni z siebie nie strzepują.

mieszkam tu za długo.
muszę niedługo pojechać do Omaha.
mówią że tam wszystko jest z jadeitu
i nic się nie rusza.

mówią że można tam robić ściegi na wodzie
i spać wysoko na drzewach oliwnych.
ciekawe czy to
prawda?

nie mogę tu dłużej wytrzymać.

Przełożył Piotr Madej