nerwy
Charles Bukowski
szarpię się w pościeli
aby stawić czoło słońcu -
znowu czysty dramat
wolę miasto kiedy świecą neony i
nagie kobiety tańczą na blacie
baru
do tandetnej muzyki.
Przykryty pościelą
myślę
moje nerwy skrępowane są przez historię -
najważniejszą troską ludzkości
jest znalezienie odwagi by
spojrzeć na słońce nowego dnia.
miłość zaczyna się od spotkania dwojga
nieznajomych, miłość do świata jest niemożliwa. wolę zostać w łóżku i spać.
Dni, ulice i lata przyprawiają mnie o nieustany zawrót głowy.
Naciągam pościel na szyję.
Odwracam dupę do ściany.
Nikt tak nie cierpi ranków jak ja.
Przełożył Piotr Madej
Komentarz Kornelii: Oczywiście te tańczące nagie kobiety to czysty seksizm, który pryncypialnie wszyscy potępiamy i dajemy mu stanowczy odpór. Także odwracanie d… do ściany jest wulgaryzmem i nie możemy mu przyklasnąć – skromnie odwracamy się do ściany plecami. Zamieściłam ten utwór, ponieważ także nienawidzę poranków, zaś światło nowego dnia przyprawia mnie o mdłości i bezlitośnie dręczy moje nadwrażliwe nerwy. Naciągam więc kołdrę na głowę, ale nic nie pomaga, dziś świeci słońce. Nie wystarcza mi odwagi, żeby spojrzeć na słoneczny dysk nowego dnia. Noszę w sobie nóż bólu istnienia.
niedziela, 8 lutego 2015
piątek, 6 lutego 2015
Cienie nie przyniosą ulgi
Zimowe Drzewa
Sylvia Plath
Atrament wilgotnych świtów roztapia błękit.
Na bibularzu mgły drzewa
Wyglądają jak botaniczny rysunek -
Wspomnienia narastają, słój po słoju,
Serią wesel.
Nie znając poronień ani płodności,
Uczciwsze od kobiet,
Rozsiewają się bez trudu!
Obcując z lotnymi wiatrami
Tkwią po pas w historii
Uskrzydlone, oderwane od świata,
Są w tym podobne do Ledy.
O, matko liści i słodyczy,
Kim są te piety?
Cienie gołębic śpiewających, lecz nie dających ulgi.
Przełożyła Teresa Truszkowska
Komentarz Kornelii: Wiersz z ostatniego tomu poezji Sylvii Plath. Zima jest symbolem samotności i mroku. Według wielu interpretacji poetka odczuwa lęk przed życiem i przeklina swoją kobiecość, uzależnienie od mężczyzn, społeczeństwo, które skazuje kobiety na związek małżeński i podporządkowaną rolę w związku. Chce pozbyć się wspomnień, które narastają bezlitośnie z każdym rokiem jak słoje drzew. Sylvia odczuwa absurdalność fizjologii rozrodu i zazdrości drzewom, że rozsiewają się bez trudu. Pozostaje tylko zazdrość, bowiem drzewa, aczkolwiek piękne, nie przyniosą ulgi w niewieścim losie. Nie pomoże cała uroda krajobrazu.
Cóż mogę powiedzieć? Utwór z pewnością melancholijny, nasycony samotnością. Napisałabym wiele na temat kobiecości lecz nie chcę przeklinać i złorzeczyć. Omówiłam ten temat w pierwszych wpisach. Tyle tylko, że męskość jest zapewne również absurdalna, aczkolwiek w inny sposób, i może mniej kłopotliwa. Dla prawdziwego intelektu to obelga i zniewaga – uzależnienie od popędów swych jajników czy jąder. Prawdziwie wolny umysł nie ma genderu (pojadę może do Tajlandii, zapłacę i polecę operacyjnie usunąć sobie to i tamto).
Sylvia żyła w społeczeństwie, które jeszcze oczekiwała od kobiety małżeństwa i macierzyństwa. Dostosowała się do tego, sama chciała zostać żoną i mamusią, wybrała tego łajdaka Teda Hughesa, który dwukrotnie ją zapłodnił, zdradził i wtrącił do grobu. Mogłabym powiedzieć złośliwie: Sama tego chciałaś, niewiasto.
Ale nie powiem, gdyż, jak wiadomo, jestem życzliwa i przyjazna wobec bliźnich. Aż trudno uwierzyć, że kobieta o tak krystalicznym umyśle uzależniła się od „ukochanego”. Zapewne zawsze tak będzie, że kobieta jest definiowana i odnajduje sens życia tylko przez mężczyznę. Czysta biologia czyli zachowania godowe lekko zmodyfikowanych szympansów. Dzięki mojej psychopatii mogę tylko z pewną ironiczną satysfakcją obserwować, jak ludzie dręczą się w związkach. Tu żona i kochanka, obie zadurzone po uszy, a małżonek chodzi do trzeciej. To dwie panie odkrywają po latach, że są „równoległymi żonami”, a ich wybranek działa na wszystkich portalach randkowych… Ach, nie będę zajmować się tym skąpanym w płynach ustrojowych tematem, nie należę do świata…
Na samą myśl o potencjalnej ciąży dostaję mdłości. Tworzenie kolejnych niewolników materii…Los nade mną czuwał, nie stałam się aberracyjnym inkubatorem – także dlatego, że przezornie najczęściej brałam do ust. Plemniki zostały poddane anihilacji przez kwasy żołądkowe.
Sylvia Plath
Atrament wilgotnych świtów roztapia błękit.
Na bibularzu mgły drzewa
Wyglądają jak botaniczny rysunek -
Wspomnienia narastają, słój po słoju,
Serią wesel.
Nie znając poronień ani płodności,
Uczciwsze od kobiet,
Rozsiewają się bez trudu!
Obcując z lotnymi wiatrami
Tkwią po pas w historii
Uskrzydlone, oderwane od świata,
Są w tym podobne do Ledy.
O, matko liści i słodyczy,
Kim są te piety?
Cienie gołębic śpiewających, lecz nie dających ulgi.
Przełożyła Teresa Truszkowska
Komentarz Kornelii: Wiersz z ostatniego tomu poezji Sylvii Plath. Zima jest symbolem samotności i mroku. Według wielu interpretacji poetka odczuwa lęk przed życiem i przeklina swoją kobiecość, uzależnienie od mężczyzn, społeczeństwo, które skazuje kobiety na związek małżeński i podporządkowaną rolę w związku. Chce pozbyć się wspomnień, które narastają bezlitośnie z każdym rokiem jak słoje drzew. Sylvia odczuwa absurdalność fizjologii rozrodu i zazdrości drzewom, że rozsiewają się bez trudu. Pozostaje tylko zazdrość, bowiem drzewa, aczkolwiek piękne, nie przyniosą ulgi w niewieścim losie. Nie pomoże cała uroda krajobrazu.
Cóż mogę powiedzieć? Utwór z pewnością melancholijny, nasycony samotnością. Napisałabym wiele na temat kobiecości lecz nie chcę przeklinać i złorzeczyć. Omówiłam ten temat w pierwszych wpisach. Tyle tylko, że męskość jest zapewne również absurdalna, aczkolwiek w inny sposób, i może mniej kłopotliwa. Dla prawdziwego intelektu to obelga i zniewaga – uzależnienie od popędów swych jajników czy jąder. Prawdziwie wolny umysł nie ma genderu (pojadę może do Tajlandii, zapłacę i polecę operacyjnie usunąć sobie to i tamto).
Sylvia żyła w społeczeństwie, które jeszcze oczekiwała od kobiety małżeństwa i macierzyństwa. Dostosowała się do tego, sama chciała zostać żoną i mamusią, wybrała tego łajdaka Teda Hughesa, który dwukrotnie ją zapłodnił, zdradził i wtrącił do grobu. Mogłabym powiedzieć złośliwie: Sama tego chciałaś, niewiasto.
Ale nie powiem, gdyż, jak wiadomo, jestem życzliwa i przyjazna wobec bliźnich. Aż trudno uwierzyć, że kobieta o tak krystalicznym umyśle uzależniła się od „ukochanego”. Zapewne zawsze tak będzie, że kobieta jest definiowana i odnajduje sens życia tylko przez mężczyznę. Czysta biologia czyli zachowania godowe lekko zmodyfikowanych szympansów. Dzięki mojej psychopatii mogę tylko z pewną ironiczną satysfakcją obserwować, jak ludzie dręczą się w związkach. Tu żona i kochanka, obie zadurzone po uszy, a małżonek chodzi do trzeciej. To dwie panie odkrywają po latach, że są „równoległymi żonami”, a ich wybranek działa na wszystkich portalach randkowych… Ach, nie będę zajmować się tym skąpanym w płynach ustrojowych tematem, nie należę do świata…
Na samą myśl o potencjalnej ciąży dostaję mdłości. Tworzenie kolejnych niewolników materii…Los nade mną czuwał, nie stałam się aberracyjnym inkubatorem – także dlatego, że przezornie najczęściej brałam do ust. Plemniki zostały poddane anihilacji przez kwasy żołądkowe.
czwartek, 5 lutego 2015
Przed skokiem z czwartego piętra
Nicolas Born
Ten dom
w którym mieszkamy
zostanie zburzony
gdy z niego wyjdziemy
Oddamy klucze
do administracji
tak musi być
Napisano kilka dialogów
które wypowiedzą inni
Najwięcej trosk
sprawiają nam książki
Proszę przez kilka dni
nie kupować kwiatów
nie kupować
już w ogóle niczego
Cztery piętra
to jest właśnie ta wysokość
Kiedy będziemy gotowi
wszystko powinno się stać bardzo szybko
Przełożyła kora-kora-kora
Dies Haus
in dem wir wohnen
wird hinter uns abgerissen
Wir liefern die Schlüssel ab
beim Verwalter
so ist es
Es sind
ein paar Dialoge geschrieben
die andere sprechen
Die Bücher
machen das größte Kopfzerbrechen
Für die paar Tage bitte
keine Blumen mehr
nichts mehr einkaufen
Vier Stockwerke
das ist die Höhe
Wenn es soweit ist
muss alles sehr schnell gehen
***
Komentarz Kornelii: Godny przetłumaczenia wiersz utalentowanego niemieckiego poety, przeciwnika energii nuklearnej, który w 1979 roku zmarł na raka płuc w wieku zaledwie 42 lat.
Utwór ten interpretowany jest przeważnie jako opowieść o samobójstwie i ja też tak go odczuwam.
Bohater opuszcza dom swego życia – dom zostanie zburzony, nie ma już powrotu. Trzeba oddać klucze. Rozmowy będą toczyć już inni. Największy żal i smutek wywołuje rozstanie się z książkami. Podobnie zresztą jak w moim przypadku. Co się stanie z moją biblioteką? Jestem jeszcze młoda, ale często ściskam moje ulubione książki, jakby się z nimi żegnając. Są tak obszerne, liczne i często trudne, że zapewne większości nie zdążę już przeczytać ponownie, zwłaszcza, że tracę koncentrację i jestem coraz bardziej znużona. Mam na przykład Dzieje zachodniej filozofii Bertranda Russella i tylko patrzę na nie bezradnie.
Na czas pogrzebu nie ma sensu kupować kwiatów ani innych rzeczy. Umarli niczego już nie potrzebują.
Życie zakończy skok z czwartego piętra. Taka wysokość powinna być odpowiednia. Bohater nie jest pewien, czy wystarczy mu odwagi, wie, że w decydującym momencie musi działać szybko.
Wydaje mi się, że bym weszła co najmniej na 10 piętro. Mój kolega szkolny próbował skakać z Pałacu Kultury, żeby mieć całkowitą pewność, ale nie uczynił tego, czekał, aż w końcu go zdjęto. Podobnie znajoma w centrum handlowym, też ją zdjęto. Widzicie, PT Czytelnicy (dwoje lub troje) w jakich środowiskach się obracałam. Ja jestem bojaźliwa, nawet bym tej skokowej solucji nie próbowała. Zresztą można upaść na kogoś i wyrządzić mu krzywdę.
Cóż, jeszcze pomęczę się trochę. Wypiję pyszną herbatę z alg morskich. A wiersz śliczny i nastrojowy.
Ten dom
w którym mieszkamy
zostanie zburzony
gdy z niego wyjdziemy
Oddamy klucze
do administracji
tak musi być
Napisano kilka dialogów
które wypowiedzą inni
Najwięcej trosk
sprawiają nam książki
Proszę przez kilka dni
nie kupować kwiatów
nie kupować
już w ogóle niczego
Cztery piętra
to jest właśnie ta wysokość
Kiedy będziemy gotowi
wszystko powinno się stać bardzo szybko
Przełożyła kora-kora-kora
Dies Haus
in dem wir wohnen
wird hinter uns abgerissen
Wir liefern die Schlüssel ab
beim Verwalter
so ist es
Es sind
ein paar Dialoge geschrieben
die andere sprechen
Die Bücher
machen das größte Kopfzerbrechen
Für die paar Tage bitte
keine Blumen mehr
nichts mehr einkaufen
Vier Stockwerke
das ist die Höhe
Wenn es soweit ist
muss alles sehr schnell gehen
***
Komentarz Kornelii: Godny przetłumaczenia wiersz utalentowanego niemieckiego poety, przeciwnika energii nuklearnej, który w 1979 roku zmarł na raka płuc w wieku zaledwie 42 lat.
Utwór ten interpretowany jest przeważnie jako opowieść o samobójstwie i ja też tak go odczuwam.
Bohater opuszcza dom swego życia – dom zostanie zburzony, nie ma już powrotu. Trzeba oddać klucze. Rozmowy będą toczyć już inni. Największy żal i smutek wywołuje rozstanie się z książkami. Podobnie zresztą jak w moim przypadku. Co się stanie z moją biblioteką? Jestem jeszcze młoda, ale często ściskam moje ulubione książki, jakby się z nimi żegnając. Są tak obszerne, liczne i często trudne, że zapewne większości nie zdążę już przeczytać ponownie, zwłaszcza, że tracę koncentrację i jestem coraz bardziej znużona. Mam na przykład Dzieje zachodniej filozofii Bertranda Russella i tylko patrzę na nie bezradnie.
Na czas pogrzebu nie ma sensu kupować kwiatów ani innych rzeczy. Umarli niczego już nie potrzebują.
Życie zakończy skok z czwartego piętra. Taka wysokość powinna być odpowiednia. Bohater nie jest pewien, czy wystarczy mu odwagi, wie, że w decydującym momencie musi działać szybko.
Wydaje mi się, że bym weszła co najmniej na 10 piętro. Mój kolega szkolny próbował skakać z Pałacu Kultury, żeby mieć całkowitą pewność, ale nie uczynił tego, czekał, aż w końcu go zdjęto. Podobnie znajoma w centrum handlowym, też ją zdjęto. Widzicie, PT Czytelnicy (dwoje lub troje) w jakich środowiskach się obracałam. Ja jestem bojaźliwa, nawet bym tej skokowej solucji nie próbowała. Zresztą można upaść na kogoś i wyrządzić mu krzywdę.
Cóż, jeszcze pomęczę się trochę. Wypiję pyszną herbatę z alg morskich. A wiersz śliczny i nastrojowy.
środa, 4 lutego 2015
Samotni w zmarzlinie
Paul Celan
MY, PRZEGŁĘBIENI, wysamotnieni
w zmarzlinie.
Każda wisząca dolina przytacza rzęsę
do odcisku oka
i jego
skamieliny.
Przełożył Ryszard Krynicki
WIR ÜBERTIEFTEN, geeinsamt
in der Gefrornis.
Jedes Hängetal karrt eine Wimper
an den Augenabdruck
und seinen Steinkern
heran.
***
Komentarz Kornelii: Wiersze Paula Celana to zdumiewające, krótkie ciągi dziwnych słów, często geologiczno-glacjologicznych. Interpretacja nie jest łatwa. Powyższy utwór tłumaczony jest niekiedy jako ministudium samotności. Ja widze to tak: Ludzie samotni, ze skutymi lodem uczuciami, pogrążają się w swej samotności i smutku coraz głębiej. Nie ma między nimi kontaktu, aczkolwiek wiedzą o swym istnieniu. Wisząca dolina to może symbol istniejącego zagrożenia, albo pozornie stabilnej egzystencji, która wkrótce runie w przepaść. Oczy skamieniały, nie ma w nich iskier życia. Nie pomogą żadne próby reanimacji – rzęsa jest martwa.
Zastanawiam się, czy poeta, gdy w kwietniu 1970 roku rzucił się do Sekwany, próbował się jeszcze ratować – wola życia jest przecież silna, a śmierć przez utonięcie – okropna.
MY, PRZEGŁĘBIENI, wysamotnieni
w zmarzlinie.
Każda wisząca dolina przytacza rzęsę
do odcisku oka
i jego
skamieliny.
Przełożył Ryszard Krynicki
WIR ÜBERTIEFTEN, geeinsamt
in der Gefrornis.
Jedes Hängetal karrt eine Wimper
an den Augenabdruck
und seinen Steinkern
heran.
***
Komentarz Kornelii: Wiersze Paula Celana to zdumiewające, krótkie ciągi dziwnych słów, często geologiczno-glacjologicznych. Interpretacja nie jest łatwa. Powyższy utwór tłumaczony jest niekiedy jako ministudium samotności. Ja widze to tak: Ludzie samotni, ze skutymi lodem uczuciami, pogrążają się w swej samotności i smutku coraz głębiej. Nie ma między nimi kontaktu, aczkolwiek wiedzą o swym istnieniu. Wisząca dolina to może symbol istniejącego zagrożenia, albo pozornie stabilnej egzystencji, która wkrótce runie w przepaść. Oczy skamieniały, nie ma w nich iskier życia. Nie pomogą żadne próby reanimacji – rzęsa jest martwa.
Zastanawiam się, czy poeta, gdy w kwietniu 1970 roku rzucił się do Sekwany, próbował się jeszcze ratować – wola życia jest przecież silna, a śmierć przez utonięcie – okropna.
wtorek, 3 lutego 2015
Wolno ci mieć grób
Z lekkim bagażem
Hilde Domin
Nie przyzwyczaj się
Nie wolno ci się przyzwyczaić.
Róża jest różą.
Ale dom
nie jest domem.
Nie daj zabawki pieskowi
który merda do ciebie
z okna wystawy.
Piesek się myli.
Nie pachniesz jak ten,
który ma tu zostać.
Jedna łyżka jest lepsza niż dwie.
Zawieś ją sobie na szyi.,
wolno ci mieć jedną łyżkę,
ponieważ trudno się czerpie ręką
gorące jedzenie.
Cukier przepływa ci przez palce,
jak pocieszenie,
jak życzenie dnia,
w którym stanie się twój.
Wolno ci mieć łyżkę,
wolno ci mieć różę,
może także serce,
i może grób.
Przełożyła kora-kora-kora
Komentarz Kornelii: Wiersz niemieckiej poetki interpretowany jest jako myśli wygnańca, który nie ma ojczyzny i musi zawsze być gotów do ucieczki. Może zabrać ze sobą tylko najbardziej niezbędne przedmioty i swój ukochany język, czyli różę. Żydówka Hilde Palm musiała przecież uciekać przed hitlerowcami na Dominikanę.
Dla mnie to także alegoria samotności i tymczasowości, tragicznej przemijalności życia. Nigdy nie zdobędziemy upragnionego cukru, czyli trwalej przyjemności albo też spokoju. Ale wiersz nie jest całkowicie dołujący – w końcu łyżka, róża i serce to bardzo wiele. Poetka napisała ten utwór już po powrocie do Niemiec. Daję więc poza kategorią.
Mit leichtem Gepäck
Hilde Domin
Gewöhn dich nicht.
Du darfst dich nicht gewöhnen.
Eine Rose ist eine Rose.
Aber ein Heim ist kein Heim.
Sag dem Schoßhund Gegenstand ab
der dich anwedelt aus den Schaufenstern.
Er irrt. Du riechst nicht nach Bleiben.
Ein Löffel ist besser als zwei.
Häng ihn dir um den Hals,
du darfst einen haben,
denn mit der Hand
schöpft sich das Heiße zu schwer.
Es liefe der Zucker dir durch die Finger,
wie der Trost,
wie der Wunsch,
an dem Tag
da er dein wird.
Du darfst einen Löffel haben,
eine Rose,
vielleicht ein Herz und, vielleicht,
ein Grab
Hilde Domin
Nie przyzwyczaj się
Nie wolno ci się przyzwyczaić.
Róża jest różą.
Ale dom
nie jest domem.
Nie daj zabawki pieskowi
który merda do ciebie
z okna wystawy.
Piesek się myli.
Nie pachniesz jak ten,
który ma tu zostać.
Jedna łyżka jest lepsza niż dwie.
Zawieś ją sobie na szyi.,
wolno ci mieć jedną łyżkę,
ponieważ trudno się czerpie ręką
gorące jedzenie.
Cukier przepływa ci przez palce,
jak pocieszenie,
jak życzenie dnia,
w którym stanie się twój.
Wolno ci mieć łyżkę,
wolno ci mieć różę,
może także serce,
i może grób.
Przełożyła kora-kora-kora
Komentarz Kornelii: Wiersz niemieckiej poetki interpretowany jest jako myśli wygnańca, który nie ma ojczyzny i musi zawsze być gotów do ucieczki. Może zabrać ze sobą tylko najbardziej niezbędne przedmioty i swój ukochany język, czyli różę. Żydówka Hilde Palm musiała przecież uciekać przed hitlerowcami na Dominikanę.
Dla mnie to także alegoria samotności i tymczasowości, tragicznej przemijalności życia. Nigdy nie zdobędziemy upragnionego cukru, czyli trwalej przyjemności albo też spokoju. Ale wiersz nie jest całkowicie dołujący – w końcu łyżka, róża i serce to bardzo wiele. Poetka napisała ten utwór już po powrocie do Niemiec. Daję więc poza kategorią.
Mit leichtem Gepäck
Hilde Domin
Gewöhn dich nicht.
Du darfst dich nicht gewöhnen.
Eine Rose ist eine Rose.
Aber ein Heim ist kein Heim.
Sag dem Schoßhund Gegenstand ab
der dich anwedelt aus den Schaufenstern.
Er irrt. Du riechst nicht nach Bleiben.
Ein Löffel ist besser als zwei.
Häng ihn dir um den Hals,
du darfst einen haben,
denn mit der Hand
schöpft sich das Heiße zu schwer.
Es liefe der Zucker dir durch die Finger,
wie der Trost,
wie der Wunsch,
an dem Tag
da er dein wird.
Du darfst einen Löffel haben,
eine Rose,
vielleicht ein Herz und, vielleicht,
ein Grab
poniedziałek, 2 lutego 2015
Pragnienia, które się nie spełnią
Tęsknota rzeczy martwych
Doris Runge
Pierścień pożąda palca
zegar chce ramienia
kolia szyi
dama w czerwieni
z obrazu
chce ukochanego
z krwi i kości
Ukochany
chce mieć obraz
Przełożyła kora-kora-kora
Komentarz Kornelii. Cóż, przełożyłam wiersz współczesnej poetki, który znalazł się w kanonie liryki niemieckiej Marcela Reich-Ranickiego, nie tylko dlatego, że to tekst łatwy i bez rymów. Rzeczy są martwe, a ja nie czuję się bardziej żywa, niż one, aczkolwiek nie tęsknię do niczego. Wydaje mi się, że ten utwór odzwierciedla daremność wszelkich ludzkich pragnień – rzeczy martwe to symbole ludzi, których uczucia zgasły lub też dowijają się już nici ich żywota. Dama chciałaby jeszcze przeżyć wielką miłość, ale jej wybranek pragnie dostać spadek po niej, zainteresowany jest tylko materialną korzyścią. Ale zapewne można rozumieć wiersz także na inne sposoby.
Die sehnsucht der toten dinge
Doris Runge
der Ring will den finger
die uhr den arm
die kette den hals
die dame in rot
aus dem bild
einen liebsten
aus fleisch und blut
der liebste will
das bild.
Doris Runge
Pierścień pożąda palca
zegar chce ramienia
kolia szyi
dama w czerwieni
z obrazu
chce ukochanego
z krwi i kości
Ukochany
chce mieć obraz
Przełożyła kora-kora-kora
Komentarz Kornelii. Cóż, przełożyłam wiersz współczesnej poetki, który znalazł się w kanonie liryki niemieckiej Marcela Reich-Ranickiego, nie tylko dlatego, że to tekst łatwy i bez rymów. Rzeczy są martwe, a ja nie czuję się bardziej żywa, niż one, aczkolwiek nie tęsknię do niczego. Wydaje mi się, że ten utwór odzwierciedla daremność wszelkich ludzkich pragnień – rzeczy martwe to symbole ludzi, których uczucia zgasły lub też dowijają się już nici ich żywota. Dama chciałaby jeszcze przeżyć wielką miłość, ale jej wybranek pragnie dostać spadek po niej, zainteresowany jest tylko materialną korzyścią. Ale zapewne można rozumieć wiersz także na inne sposoby.
Die sehnsucht der toten dinge
Doris Runge
der Ring will den finger
die uhr den arm
die kette den hals
die dame in rot
aus dem bild
einen liebsten
aus fleisch und blut
der liebste will
das bild.
niedziela, 1 lutego 2015
Obdrapane, spękane wspomnienia
Ciężkie walizki
Hans Magnus Enzensberger
Skąd się wzięły te wszystkie walizki na podwórzu,
do kogo należą? Kto je tutaj przytaszczył,
odstawił, pozostawił, poukładał jedną na drugiej,
kto o nich zapomniał? Staromodne walizki
obdrapane, spękane,
obwiązane sznurkami.
Chociaż skóra jest jeszcze dobra, niegdyś
pewnie aż lśniła, a połamany zamek
błyszczał się złoto na wystawie.
Co mają znaczyć te wszystkie walizki na naszym podwórzu?
Cóż to jest, w środku? Owe skarpetki, owe peruki,
ów pamiętnik, ten w poduszeczce do igieł ukryty diament –
żeby mi nikt się nie ważył dotykać tych rzeczy!
Tu nie ma co liczyć na znaleźne.
Spody uchwytów są giętkie.
Tak wiele rąk, przez które przeszły.
Tutaj nikogo. Tylko walizki.
Przełożył Ryszard Krynicki
Komentarz Kornelii. Wzruszający utwór urodzonego w 1929 roku znakomitego niemieckiego poety. Ciężkie walizki interpretowane są zazwyczaj jako obciążające człowieka brzemię wspomnień, czy to z niełatwego dzieciństwa, z wojny, albo też z całego życia. Ciężar wspomnień, dla niektórych ludzi naprawdę tragicznych, jest niekiedy tak, przytłaczający, że nie pozwala żyć. Nikt nas od nich nie uwolni, nikomu nie wolno sięgnąć po walizki, pełne zaszłości, niekiedy pięknych (diament), przeważnie jednak smutnych, zwyczajnych, lub wykorzystywanych do maskowania się (peruki).
Walizki, czyli ludzie, byli niegdyś piękni, mocni i pełni nadziei, lecz zniszczyło ich życie i bezlitosny upływ czasu.
Mnie też miażdży ciężar wspomnień, gdzie spojrzę, wykrzywiają się do mnie złowieszczo. Na szczęście dokonałam perfekcyjnego wyparcia i niczego nie pamiętam. Pustki nie mają przeszłości, pamięci ani wspomnień.
Dla mnie ten utwór to także wiersz o życiu, które minęło, o opróżnianiu mieszkań po zmarłych. Po ludziach pozostają tylko rzeczy w walizkach wyniesionych na podwórze, przeważnie zniszczone, bezwartościowe, nawet, jeśli lśnią wśród nich ukryte diamenty, nikt nie będzie ich szukał wśród skarpet i rupieci. Może ludzie boją się także ukłucia potencjalną igłą, która oznacza bardzo złe wspomnienia, albo wyrządzone lub doznane krzywdy. Pamiętniki zmarłych nie są ciekawe dla żywych.
Widziałam wcześniej przedstawienie teatralne „Szary anioł” o ostatnich dniach życia Marleny Dietrich. Umierająca aktorkę otaczały walizki, symbolizujące zapewne zaszłości jej gasnącego już życia. Kiedy odeszła, podniosła się ściana teatru i zaczęto wyrzucać walizki wprost na plażę (teatr jest nad morzem). Przejmująca alegoria śmierci? Mam nadzieję, że nie będziemy musieli zabierać walizek pełnych pamięci w zaświaty – byłoby to naprawdę straszne.
Hans Magnus Enzensberger
Skąd się wzięły te wszystkie walizki na podwórzu,
do kogo należą? Kto je tutaj przytaszczył,
odstawił, pozostawił, poukładał jedną na drugiej,
kto o nich zapomniał? Staromodne walizki
obdrapane, spękane,
obwiązane sznurkami.
Chociaż skóra jest jeszcze dobra, niegdyś
pewnie aż lśniła, a połamany zamek
błyszczał się złoto na wystawie.
Co mają znaczyć te wszystkie walizki na naszym podwórzu?
Cóż to jest, w środku? Owe skarpetki, owe peruki,
ów pamiętnik, ten w poduszeczce do igieł ukryty diament –
żeby mi nikt się nie ważył dotykać tych rzeczy!
Tu nie ma co liczyć na znaleźne.
Spody uchwytów są giętkie.
Tak wiele rąk, przez które przeszły.
Tutaj nikogo. Tylko walizki.
Przełożył Ryszard Krynicki
Komentarz Kornelii. Wzruszający utwór urodzonego w 1929 roku znakomitego niemieckiego poety. Ciężkie walizki interpretowane są zazwyczaj jako obciążające człowieka brzemię wspomnień, czy to z niełatwego dzieciństwa, z wojny, albo też z całego życia. Ciężar wspomnień, dla niektórych ludzi naprawdę tragicznych, jest niekiedy tak, przytłaczający, że nie pozwala żyć. Nikt nas od nich nie uwolni, nikomu nie wolno sięgnąć po walizki, pełne zaszłości, niekiedy pięknych (diament), przeważnie jednak smutnych, zwyczajnych, lub wykorzystywanych do maskowania się (peruki).
Walizki, czyli ludzie, byli niegdyś piękni, mocni i pełni nadziei, lecz zniszczyło ich życie i bezlitosny upływ czasu.
Mnie też miażdży ciężar wspomnień, gdzie spojrzę, wykrzywiają się do mnie złowieszczo. Na szczęście dokonałam perfekcyjnego wyparcia i niczego nie pamiętam. Pustki nie mają przeszłości, pamięci ani wspomnień.
Dla mnie ten utwór to także wiersz o życiu, które minęło, o opróżnianiu mieszkań po zmarłych. Po ludziach pozostają tylko rzeczy w walizkach wyniesionych na podwórze, przeważnie zniszczone, bezwartościowe, nawet, jeśli lśnią wśród nich ukryte diamenty, nikt nie będzie ich szukał wśród skarpet i rupieci. Może ludzie boją się także ukłucia potencjalną igłą, która oznacza bardzo złe wspomnienia, albo wyrządzone lub doznane krzywdy. Pamiętniki zmarłych nie są ciekawe dla żywych.
Widziałam wcześniej przedstawienie teatralne „Szary anioł” o ostatnich dniach życia Marleny Dietrich. Umierająca aktorkę otaczały walizki, symbolizujące zapewne zaszłości jej gasnącego już życia. Kiedy odeszła, podniosła się ściana teatru i zaczęto wyrzucać walizki wprost na plażę (teatr jest nad morzem). Przejmująca alegoria śmierci? Mam nadzieję, że nie będziemy musieli zabierać walizek pełnych pamięci w zaświaty – byłoby to naprawdę straszne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)