Skończony człowiek
Pierre Reverdy
Wieczorem wyprowadza na deszcz i nocne niebezpieczeństwa swój bezkształtny cień
i to wszystko, co go uczyniło gorzkim.
Przy pierwszym spotkaniu drży – dokąd schronić się przed rozpaczą?
Tłum snuje się na wietrze, który torturuje gałęzie, a Władca nieba wodzi za nim wściekłym okiem.
Skrzypiący szyld – przerażenie. Zakołysały się drzwi i okiennica na górze uderza o mur; biegnie i zostawia za sobą skrzydła, które unosiły czarnego anioła.
A potem, w korytarzach bez końca, na udręczonych polach nocy, w ciemnych granicach przenikają przez przepierzenia, chwieją się źle zbudowane idee, rozbrzmiewają dzwony dwuznacznej śmierci.
Przełożyła Julia Hartwig
wtorek, 29 września 2015
poniedziałek, 28 września 2015
Hologramy minionych chwil
Nagi klient na krześle – siedzę na jego kolanach w stroju Ewy, mam na sobie tylko tylko bransoletki na kostkach nóg, wydające metaliczne dźwięki przy każdym ruchu.
Zwrócona tyłem do mężczyzny. Między moimi nogami pręży się butnie jego penis, wyglądający tak, jakby stanowił część mojego ciała. Mogłabym odczuwać niejaką ekscytację ze względu na moje zaburzenia tożsamości genderowiej, a raczej powinny przeszywać mnie dreszcze wstrętu. Ale jestem obojętna – wcześniej wychyliłam trzy szklanki dżinu i wzięłam kilka tabletek.
Pobudzam umiejętnie, nieustannie, słowami i ruchem palców.
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Już, już, już…
W chwili kulminacji zręcznie lekko przyciskam, aby fontanna strzeliła wysoko.
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Chcę ją zjeść…
Mniam, mniam…
Zbieram ją do szklanki z dżinem i piję teatralnym gestem.
Noc wydaje się nie mieć końca.
Hałaśliwa muzyka nie pozwala przejść w stan somnambulizmu.
Kamera pracuje przez cały czas.
**
Dobrym zakończeniem wpisu byłby wiersz, ale żaden odpowiedni utwór nie przychodzi mi do głowy.
Nie cierpię dżinu.
Zwrócona tyłem do mężczyzny. Między moimi nogami pręży się butnie jego penis, wyglądający tak, jakby stanowił część mojego ciała. Mogłabym odczuwać niejaką ekscytację ze względu na moje zaburzenia tożsamości genderowiej, a raczej powinny przeszywać mnie dreszcze wstrętu. Ale jestem obojętna – wcześniej wychyliłam trzy szklanki dżinu i wzięłam kilka tabletek.
Pobudzam umiejętnie, nieustannie, słowami i ruchem palców.
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Już, już, już…
W chwili kulminacji zręcznie lekko przyciskam, aby fontanna strzeliła wysoko.
Chcę widzieć wytrysk spermy…
Chcę ją zjeść…
Mniam, mniam…
Zbieram ją do szklanki z dżinem i piję teatralnym gestem.
Noc wydaje się nie mieć końca.
Hałaśliwa muzyka nie pozwala przejść w stan somnambulizmu.
Kamera pracuje przez cały czas.
**
Dobrym zakończeniem wpisu byłby wiersz, ale żaden odpowiedni utwór nie przychodzi mi do głowy.
Nie cierpię dżinu.
sobota, 26 września 2015
Już twoje imię ma kamień
Viola Fischerová
*
JUŻ MAM NA JĘZYKU TWOJE NICE
swoją bezsenną samotność
Przy drodze pod tują
uprzejmy stary człowiek
sprzedaje mi z bliska czarną dziurę
Tanio z podstawą pod pomnik
Twój grób
i mój
*
JUŻ TWOJE IMIĘ MA KAMIEŃ
W ranie jak ciało pomiędzy skrzydłami
wożę ci sypię miękką ziemię
i uklepuję rękoma czarną babę
na nagim grobie sadzę oczy i drzewo
lepsze jest karłowate
dziś cię nie muszę podlewać Gdzie tam
będzie lało jak z cebra
Wody ci nie zabraknie
Przełożyła z języka czeskiego Dorota Dobrew
*
JUŻ MAM NA JĘZYKU TWOJE NICE
swoją bezsenną samotność
Przy drodze pod tują
uprzejmy stary człowiek
sprzedaje mi z bliska czarną dziurę
Tanio z podstawą pod pomnik
Twój grób
i mój
*
JUŻ TWOJE IMIĘ MA KAMIEŃ
W ranie jak ciało pomiędzy skrzydłami
wożę ci sypię miękką ziemię
i uklepuję rękoma czarną babę
na nagim grobie sadzę oczy i drzewo
lepsze jest karłowate
dziś cię nie muszę podlewać Gdzie tam
będzie lało jak z cebra
Wody ci nie zabraknie
Przełożyła z języka czeskiego Dorota Dobrew
piątek, 25 września 2015
Kora nie ma dość siły
Słabość
Zsófia Balla
Nie mam dość siły,
żeby podnieść na siebie rękę,
niosę przyszłość jak garb.
Przez palce przeciekają mi
kartki, płonące żywioły,
w moich oczach kamienieją pomniki,
muzyka rozpuściła całą sól,
czuję, jak gdybym w swoim ciele
nosiła martwe dziecko.
Przełożył Bogdan Zadura
****
Komentarz Kornelii: Przepisałam z tomu: Węgierskie lato. Przekłady poetów węgierskich (Bogdana Zadury). Biuro Literackie, Wrocław 2010. Doskonale nasycony smutkiem i zmęczeniem utwór urodzonej w 1949 roku węgierskiej poetki, laureatki licznych nagród. W znacznym stopniu liryczna opowieść także o mnie. Ja również nie mam dość siły, aby podnieść na siebie rękę, przyszłość, o ile potrafię ją sobie w ogóle wyobrazić, jest ciężarem. Kamienieją pomniki – uczucia, ludzie i rzeczy stają się dla mnie martwe. „Muzyka rozpuściła całą sól” oznacza, że osoba nadwrażliwa utraciła zdolność do życia.
czuję, jak gdybym w swoim ciele
nosiła martwe dziecko.
Cóż, może nie do końca. Nie nosiłam w sobie żadnego dziecka i nigdy tego nie chciałam. Cała fizjologia ludzkiej reprodukcji to aberracyjna okropność. Może jednak martwe dziecko to trupy, które noszę w sobie jak wbijające w ziemię brzemię– ale to nie były dzieci. W każdym razie wiersz znakomity, wybornie licujący z nastrojem blogu. Często powtarzałam, że Madziarzy jednak potrafią po mistrzowsku smęcić. Może to te wiatry, smagające pusztę.
Czołgam się z nużącym śmiertelnie mozołem do jesiennej zmiany czasu, a jeszcze tak daleko…
Zsófia Balla
Nie mam dość siły,
żeby podnieść na siebie rękę,
niosę przyszłość jak garb.
Przez palce przeciekają mi
kartki, płonące żywioły,
w moich oczach kamienieją pomniki,
muzyka rozpuściła całą sól,
czuję, jak gdybym w swoim ciele
nosiła martwe dziecko.
Przełożył Bogdan Zadura
****
Komentarz Kornelii: Przepisałam z tomu: Węgierskie lato. Przekłady poetów węgierskich (Bogdana Zadury). Biuro Literackie, Wrocław 2010. Doskonale nasycony smutkiem i zmęczeniem utwór urodzonej w 1949 roku węgierskiej poetki, laureatki licznych nagród. W znacznym stopniu liryczna opowieść także o mnie. Ja również nie mam dość siły, aby podnieść na siebie rękę, przyszłość, o ile potrafię ją sobie w ogóle wyobrazić, jest ciężarem. Kamienieją pomniki – uczucia, ludzie i rzeczy stają się dla mnie martwe. „Muzyka rozpuściła całą sól” oznacza, że osoba nadwrażliwa utraciła zdolność do życia.
czuję, jak gdybym w swoim ciele
nosiła martwe dziecko.
Cóż, może nie do końca. Nie nosiłam w sobie żadnego dziecka i nigdy tego nie chciałam. Cała fizjologia ludzkiej reprodukcji to aberracyjna okropność. Może jednak martwe dziecko to trupy, które noszę w sobie jak wbijające w ziemię brzemię– ale to nie były dzieci. W każdym razie wiersz znakomity, wybornie licujący z nastrojem blogu. Często powtarzałam, że Madziarzy jednak potrafią po mistrzowsku smęcić. Może to te wiatry, smagające pusztę.
Czołgam się z nużącym śmiertelnie mozołem do jesiennej zmiany czasu, a jeszcze tak daleko…
czwartek, 24 września 2015
Lokatorzy na łasce śmierci
nasz dom
Reiner Kunze
nasz dom
Ten odnajęła nam śmierć
Nie wiemy, kiedy
wymówi ani komu
najpierw
Wiemy jedno: wszelkie skargi oddala
Przełożył Jakub Ekier
Reiner Kunze
nasz dom
Ten odnajęła nam śmierć
Nie wiemy, kiedy
wymówi ani komu
najpierw
Wiemy jedno: wszelkie skargi oddala
Przełożył Jakub Ekier
wtorek, 22 września 2015
Wiatr gładzi niepocieszone zielska
Archeologia
Eliseo Diego
Powiedzą wtedy: tu była
sala, a tam dalej,
gdzie widzimy fragmenty
kruchej porcelany, miejsce
kominka i dobry los.
Potem
nastąpi pauza, podczas gdy
wiatr gładzi niepocieszone
zielska; niestety
ani jedno tchnienie nie przywoła
śmiechu, pozdrowień o zmierzchu,
pożegnania.
Przełożył Marek Baterowicz
Eliseo Diego
Powiedzą wtedy: tu była
sala, a tam dalej,
gdzie widzimy fragmenty
kruchej porcelany, miejsce
kominka i dobry los.
Potem
nastąpi pauza, podczas gdy
wiatr gładzi niepocieszone
zielska; niestety
ani jedno tchnienie nie przywoła
śmiechu, pozdrowień o zmierzchu,
pożegnania.
Przełożył Marek Baterowicz
poniedziałek, 21 września 2015
Korę czeka nieuchronna śmierć
„A potem ten dobry lekarz rozparłby się wygodnie w fotelu, złożył czubki palców w dłoni, tworząc małą kościelną wieżyczkę, i wytłumaczył mi, dlaczego nie mogę czytać, dlaczego nie mogę spać,dlaczego nie mogę jeść i dlaczego wszystko, co inni ludzie robią, wydaje mi się idiotyczne, bo cały czas myślę, że czeka mnie nieuchronnie śmierć”
Sylvia Plath, Szklany klosz
Sylvia Plath, Szklany klosz
Subskrybuj:
Posty (Atom)