* * *
Gunnar Ekelöf
Morze jest największym rzeźbiarzem
Morze jest największym jubilerem
Morze i śmierć
Nie ma kamienia tak chropawego
by morze go nie oszlifowało
albo nie starło na piasek
lub jeszcze drobniejszy pył
Morze rodzi korale i migotliwe stwory
złe i dobre
Rodzi światłocień i połysk powierzchni
i mrok głębiny
Śmierć wygładza zło i dobro
Nie ma tak chropawego losu, by nie wygładziła go śmierć
Morze, które oddycha, które wzdycha za moim oknem
Gdzie leżę ze śmiercią w sercu
czekając aż zajdą Plejady.
Przełożył Zygmunt Łanowski
niedziela, 29 maja 2016
czwartek, 26 maja 2016
Trzaskają i straszą mnie
Niepokój
Dora Gabe
Drga świerszczy śpiewanie,
tańczą młode drzewka
wiatrem przeginane.
Noc niespokojna.
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Kiedy one spoczną?
Kiedy?
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Czemu nie wstrzymują się gwiazdy w swym biegu?
Czy także i one nie mogą świecić
spokojnie i szczęśliwie,
a wciąż drgają i drgają…
Przełożył Jan Zych
***
Komentarz Kornelii: Pełen mrocznego szarmu wiersz mojej ulubionej poetki z Bułgarii. Utwór o nocnym niepokoju, czy też raczej o lęku.
To strach przed nocnymi odgłosami, szmerami, dźwiękami:
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
ale także przed absurdem egzystencji, nieustannej jałowej aktywności istnienia i kosmosu:
.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Nie ma ucieczki przed światem i własnymi dręczącymi uczuciami:
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Nawet gwiazdy, pozornie symbol niebiańskiej harmonii, drgają i drżą przejęte trwogą. Nie ma nadziei na ukojenie.
Cóż, wiersz opowiada także o mnie. Od czasu, gdy zaczęłam na własne nieszczęście kreować ten blog, poziom lęku nieco mi opadł, ale i tak nocą, zwinięta w kulkę, trzęsę się pod kołdrą. Przed dźwiękami bronią mnie zatyczki w uszach i melatonina, ale przecież odczuwam trwogę, przed porannym wstawaniem, zwykłymi, codziennymi rzeczami do załatwienia, ale także ogólnie przed życiem i powracającymi obrazami przeszłości. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się stało i że doszłam do tego punktu i to wszystko mam za sobą, rzeczy nie do odwrócenia i nie do naprawienia. Nie muszę dodawać, że śmierci też się boję i hipotetycznej KARY. Przejechałam do rodziców, gdzie noce są cichsze, niż w bloku, ale i tak mi niedobrze. Może jutro przejadę nad morzem, ochłodzę nieco rozpaloną duszę wiatrem i winem.
Dora Gabe
Drga świerszczy śpiewanie,
tańczą młode drzewka
wiatrem przeginane.
Noc niespokojna.
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Kiedy one spoczną?
Kiedy?
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Czemu nie wstrzymują się gwiazdy w swym biegu?
Czy także i one nie mogą świecić
spokojnie i szczęśliwie,
a wciąż drgają i drgają…
Przełożył Jan Zych
***
Komentarz Kornelii: Pełen mrocznego szarmu wiersz mojej ulubionej poetki z Bułgarii. Utwór o nocnym niepokoju, czy też raczej o lęku.
To strach przed nocnymi odgłosami, szmerami, dźwiękami:
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
ale także przed absurdem egzystencji, nieustannej jałowej aktywności istnienia i kosmosu:
.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Nie ma ucieczki przed światem i własnymi dręczącymi uczuciami:
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Nawet gwiazdy, pozornie symbol niebiańskiej harmonii, drgają i drżą przejęte trwogą. Nie ma nadziei na ukojenie.
Cóż, wiersz opowiada także o mnie. Od czasu, gdy zaczęłam na własne nieszczęście kreować ten blog, poziom lęku nieco mi opadł, ale i tak nocą, zwinięta w kulkę, trzęsę się pod kołdrą. Przed dźwiękami bronią mnie zatyczki w uszach i melatonina, ale przecież odczuwam trwogę, przed porannym wstawaniem, zwykłymi, codziennymi rzeczami do załatwienia, ale także ogólnie przed życiem i powracającymi obrazami przeszłości. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się stało i że doszłam do tego punktu i to wszystko mam za sobą, rzeczy nie do odwrócenia i nie do naprawienia. Nie muszę dodawać, że śmierci też się boję i hipotetycznej KARY. Przejechałam do rodziców, gdzie noce są cichsze, niż w bloku, ale i tak mi niedobrze. Może jutro przejadę nad morzem, ochłodzę nieco rozpaloną duszę wiatrem i winem.
środa, 25 maja 2016
Twarz na siedem lat smutku
Oszczędność
William Stanley Merwin
Po co rozbijać lustro.
Oto potrzaskana twarz,
W sam raz na siedem lat smutku.
Przełożył Franek Wygoda
William Stanley Merwin
Po co rozbijać lustro.
Oto potrzaskana twarz,
W sam raz na siedem lat smutku.
Przełożył Franek Wygoda
sobota, 21 maja 2016
Śmierci i plewy
***
Natalia Gorbaniewska
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
W rozmiękłą glebę ziarno rzucone
zamiast dojrzewać spokojnie, w stronę
światła, spod spodu zrywa się z siłą,
aby się przebić na wskroś, na wylot.
Gdy źle zmielona mąka, to w grudę
spieka się niby męczennik, z trudem
poszukujący tego, co znika
chcąc odciętego użyć języka
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska
***
Komentarz Kornelii: Dziwny, smętkowy wiersz mającej także polskie obywatelstwo rosyjskiej poetki-poetki (1936-2013). Jak należy go interpretować? Niełatwo o odpowiedź. Wydawało mi się, że to studium obłędu, ale raczej obraz jakiejś neurozy, rozpadu osobowości, wewnętrznego chaosu. A może to obraz demencji?
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
Bohaterka nie jest już zdolna do logicznego myślenia, w jej umyśle wirują słowa, burzy się nietwórczy zamęt. Sprawa zawiła – czyli wieloprzyczynowość tego stanu rzeczy.
Dwa następne czterowiersze to, moim zdaniem, także świadectwo mentalnych zaburzeń. Słowa zrywają się jak obłąkane ziarna, nie powstanie z nic nic dobrego. Nie ma nadziei, łąka została źle zmielona, język odcięty – nic już nie zostanie ułożone w spójną myśl, nie zostanie powiedziane.
Rozstrzygające jest zakończenie:
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
„Doktor prześwietlił” – to raczej sama Natalia dokonała analizy swej psyche, zobaczyła śmierć i rozkład. Uznała, że destrukcja umysłu jest karą boską za popełnione zło.
W 1970 roku w ramach represji poetka została uznana za chorą umysłowo i osadzona w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu, potem w osławionym więzieniu na Butyrkach w Moskwie. Może w tym wierszu są też echa jej cierpień?
W każdym razie początek i koniec utworu doskonale do mnie pasują. Nie potrafię wykreować myśli, zatapia mnie pustka, albo też tylko pojedyncze słowa wirują pod moją czaszką jak wściekłe osy. Tłukę się po mieszkaniu jak obłąkana, mówię do siebie. Przejechałam do rodziców – na moim pięterku czynię to samo.
Doktor mnie badał, ale wiele lat temu, nie wykrył nic – niekiedy myślę, że mam guza mózgu albo schizofrenię. A raczej to wczesna demencja – nieuleczalna.
Noszę w mojej głowie śmierć i próchno. Może to naprawdę kara boska za grzechy. Znajdzie się się ich dość. Jeśli w ogóle Bóg istnieje, i jeśli zniża się do wymierzania kary ludzkim efemerydom. A może to unicestwiają mnie cienie przeszłości, której nie mogę zmienić?
Nie wiem. Ciekawe, jak jeszcze długo utrzymam się na powierzchni. Nie pamiętam już niczego. Ach, cóż… Wsiądę na rower, zmęczę się, będę lepiej spała.
Natalia Gorbaniewska
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
W rozmiękłą glebę ziarno rzucone
zamiast dojrzewać spokojnie, w stronę
światła, spod spodu zrywa się z siłą,
aby się przebić na wskroś, na wylot.
Gdy źle zmielona mąka, to w grudę
spieka się niby męczennik, z trudem
poszukujący tego, co znika
chcąc odciętego użyć języka
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska
***
Komentarz Kornelii: Dziwny, smętkowy wiersz mającej także polskie obywatelstwo rosyjskiej poetki-poetki (1936-2013). Jak należy go interpretować? Niełatwo o odpowiedź. Wydawało mi się, że to studium obłędu, ale raczej obraz jakiejś neurozy, rozpadu osobowości, wewnętrznego chaosu. A może to obraz demencji?
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
Bohaterka nie jest już zdolna do logicznego myślenia, w jej umyśle wirują słowa, burzy się nietwórczy zamęt. Sprawa zawiła – czyli wieloprzyczynowość tego stanu rzeczy.
Dwa następne czterowiersze to, moim zdaniem, także świadectwo mentalnych zaburzeń. Słowa zrywają się jak obłąkane ziarna, nie powstanie z nic nic dobrego. Nie ma nadziei, łąka została źle zmielona, język odcięty – nic już nie zostanie ułożone w spójną myśl, nie zostanie powiedziane.
Rozstrzygające jest zakończenie:
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
„Doktor prześwietlił” – to raczej sama Natalia dokonała analizy swej psyche, zobaczyła śmierć i rozkład. Uznała, że destrukcja umysłu jest karą boską za popełnione zło.
W 1970 roku w ramach represji poetka została uznana za chorą umysłowo i osadzona w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu, potem w osławionym więzieniu na Butyrkach w Moskwie. Może w tym wierszu są też echa jej cierpień?
W każdym razie początek i koniec utworu doskonale do mnie pasują. Nie potrafię wykreować myśli, zatapia mnie pustka, albo też tylko pojedyncze słowa wirują pod moją czaszką jak wściekłe osy. Tłukę się po mieszkaniu jak obłąkana, mówię do siebie. Przejechałam do rodziców – na moim pięterku czynię to samo.
Doktor mnie badał, ale wiele lat temu, nie wykrył nic – niekiedy myślę, że mam guza mózgu albo schizofrenię. A raczej to wczesna demencja – nieuleczalna.
Noszę w mojej głowie śmierć i próchno. Może to naprawdę kara boska za grzechy. Znajdzie się się ich dość. Jeśli w ogóle Bóg istnieje, i jeśli zniża się do wymierzania kary ludzkim efemerydom. A może to unicestwiają mnie cienie przeszłości, której nie mogę zmienić?
Nie wiem. Ciekawe, jak jeszcze długo utrzymam się na powierzchni. Nie pamiętam już niczego. Ach, cóż… Wsiądę na rower, zmęczę się, będę lepiej spała.
czwartek, 19 maja 2016
Kolejny dzień bez sensu
Modlitwa dziękczynna
Bohdan Zadura
Dzięki Ci Panie
za ten dar
kolejnego dnia
bez sensu.
Bohdan Zadura
Dzięki Ci Panie
za ten dar
kolejnego dnia
bez sensu.
środa, 18 maja 2016
Zimna obcięta ręka
Czaszka
Tasos G. Anagnostou
Żal mi tej czaszki
nie pochowanej w ziemi
wybielonej niepogodą.
Jakbym to ja był bez oczu
a w oczodołach nurzała się zimna
obcięta ręka
drążąc
lekceważoną duszę.
Poddana mojej ostatniej klęsce
Czaszka
dumna jeszcze – tak bardzo
z a m y ś l o n a
Przełożył z greckiego Nikos Chadzinikolau
Tasos G. Anagnostou
Żal mi tej czaszki
nie pochowanej w ziemi
wybielonej niepogodą.
Jakbym to ja był bez oczu
a w oczodołach nurzała się zimna
obcięta ręka
drążąc
lekceważoną duszę.
Poddana mojej ostatniej klęsce
Czaszka
dumna jeszcze – tak bardzo
z a m y ś l o n a
Przełożył z greckiego Nikos Chadzinikolau
wtorek, 17 maja 2016
Młode liście jak szarańcza
Wiosna
Gwyneth Lewis
Nim zdążyliśmy wrócić, załatwiły ulicę
stada szpaków, kompletnie zalane, a przy tym
agresywne. Żeby ich uniknąć, trzy razy
obeszłam kwaterę kamienic. Miejscowy
kocur robił demolkę. Drzewa w okolicy
wypuszczały ponownie liście jak owady:
urodzaj szarańczy, która chce się wedrzeć
do rozjarzonych na maślano wnętrz. Kalendarzyki
dawały nam nadzieję, że wiosenna gorączka i te rany
szybko znikną. Nie ma co pytać czemu, kiedy ptaki
samochodowych alarmów głoszą po niebie miłość
Ryba jak burzowa chmura połknęła nam księżyc.
Przełożyła Magda Heydel
***
Komentarz Kornelii: Lekko humorystyczny wiersz urodzonej w 1959 roku w Cardiff angielsko-walijskiej poetki. Nie jest zbyt gorzki, zatem zamieszczam poza kategorią. Przepisałam, ponieważ mam dziś dobry nastrój, pochmurno, chłodno, zimne szkwały spędzają ludzi z ulic. Ładnie zmokłam w lesie. Te kilka dni majowych chłodów pozwoliły mi odetchnąć. Wkrótce znowu słońce i gorąco, ale cieszę się z tego, co jest teraz.
Utwór znalazł moje uznanie, ponieważ, aczkolwiek nieco śmieszny, jest także antywiosenny. Także
Gwyneth Lewis ma najwidoczniej dosyć tej „najpiękniejszej pory roku”, kiedy przyroda rozkwita i zmusza ludzi przygnębionych trudami i bezsensem codziennej egzystencji do aktywności i sztucznej pogody ducha. Symbolem tej eksplozji są stada zawianych, agresywnych szpaków, zmuszające do ucieczki, jak również szalejące kocisko.
Młode liście drzew są jak szarańcza, wciskają się nawet do mieszkań, nie pozwalają na wytchnienie. Ratunkiem jest upływ czasu:
Kalendarzyki
dawały nam nadzieję, że wiosenna gorączka i te rany
szybko znikną.
Cóż, znikną, ale nie tak znowu szybko. Do listopada jeszcze wiele miesięcy. Trzeba trwać z zaciśniętymi zębami.
Nie ma co pytać czemu, kiedy ptaki
samochodowych alarmów głoszą po niebie miłość
Jak dla mnie te „ptaki samochodowych alarmów” to alegoria absurdu wiosennych zbliżeń fizycznych, na szybko, w autach. To przecież ciasnota i tylko alarmy wyją.
Zakończenie nie w pełni jest miłe:
Ryba jak burzowa chmura połknęła nam księżyc.
Ryba to symbol pozbawionego jakiegokolwiek znaczenia naszego bytowania. Poczucie tego bezsensu niszczy delikatne, kojące światło Księżyca, oznaczające uspokojenie i harmonię.
Cóż, właściwie można tylko przyklasnąć, wśród westchnień przepojonych rezygnacją. Ale dziś upajam się zimnem, deszczem i chmurami :)
Gwyneth Lewis
Nim zdążyliśmy wrócić, załatwiły ulicę
stada szpaków, kompletnie zalane, a przy tym
agresywne. Żeby ich uniknąć, trzy razy
obeszłam kwaterę kamienic. Miejscowy
kocur robił demolkę. Drzewa w okolicy
wypuszczały ponownie liście jak owady:
urodzaj szarańczy, która chce się wedrzeć
do rozjarzonych na maślano wnętrz. Kalendarzyki
dawały nam nadzieję, że wiosenna gorączka i te rany
szybko znikną. Nie ma co pytać czemu, kiedy ptaki
samochodowych alarmów głoszą po niebie miłość
Ryba jak burzowa chmura połknęła nam księżyc.
Przełożyła Magda Heydel
***
Komentarz Kornelii: Lekko humorystyczny wiersz urodzonej w 1959 roku w Cardiff angielsko-walijskiej poetki. Nie jest zbyt gorzki, zatem zamieszczam poza kategorią. Przepisałam, ponieważ mam dziś dobry nastrój, pochmurno, chłodno, zimne szkwały spędzają ludzi z ulic. Ładnie zmokłam w lesie. Te kilka dni majowych chłodów pozwoliły mi odetchnąć. Wkrótce znowu słońce i gorąco, ale cieszę się z tego, co jest teraz.
Utwór znalazł moje uznanie, ponieważ, aczkolwiek nieco śmieszny, jest także antywiosenny. Także
Gwyneth Lewis ma najwidoczniej dosyć tej „najpiękniejszej pory roku”, kiedy przyroda rozkwita i zmusza ludzi przygnębionych trudami i bezsensem codziennej egzystencji do aktywności i sztucznej pogody ducha. Symbolem tej eksplozji są stada zawianych, agresywnych szpaków, zmuszające do ucieczki, jak również szalejące kocisko.
Młode liście drzew są jak szarańcza, wciskają się nawet do mieszkań, nie pozwalają na wytchnienie. Ratunkiem jest upływ czasu:
Kalendarzyki
dawały nam nadzieję, że wiosenna gorączka i te rany
szybko znikną.
Cóż, znikną, ale nie tak znowu szybko. Do listopada jeszcze wiele miesięcy. Trzeba trwać z zaciśniętymi zębami.
Nie ma co pytać czemu, kiedy ptaki
samochodowych alarmów głoszą po niebie miłość
Jak dla mnie te „ptaki samochodowych alarmów” to alegoria absurdu wiosennych zbliżeń fizycznych, na szybko, w autach. To przecież ciasnota i tylko alarmy wyją.
Zakończenie nie w pełni jest miłe:
Ryba jak burzowa chmura połknęła nam księżyc.
Ryba to symbol pozbawionego jakiegokolwiek znaczenia naszego bytowania. Poczucie tego bezsensu niszczy delikatne, kojące światło Księżyca, oznaczające uspokojenie i harmonię.
Cóż, właściwie można tylko przyklasnąć, wśród westchnień przepojonych rezygnacją. Ale dziś upajam się zimnem, deszczem i chmurami :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)