Dora Gabe
Halucynacja
Siedzę w sercu zegara,
śledzę sekundy, minuty i godziny
i widzę, jak kołem toczą się miesiące.
Na zewnątrz biją w moje okno
dźwięki, tony, dzwonienia,
brzęczy w niebie samolot,
wystrzelona rakieta w tej chwili się unosi
wokół ziemskiej orbity
i swój własny czas ściga.
Czemu tu trwam nieruchoma
z moją myślą wbitą
jak wróbel pod strzechę?
Już nie mogę dłużej,
nie chcę powolnego ruchu czasu
mierzonego sekundami,
kiedy nawet rzucony kamień
rwie się do lotu!
Łokciami rozbiję ściany zegara,
polecę
i niech mnie wyciągną spod tramwaju,
ze zwieszonymi rękami,
z odrzuconą głową,
z próżnym sercem, w którym już nie ma
ani wskazówek, ani czasu…
tłum. z bułgarskiego Jan Zych
piątek, 29 listopada 2013
czwartek, 28 listopada 2013
Nie ma dla mnie okrętu
Miasto
Konstandinos Kawafis
Powiedziałeś: „Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił”.
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach
Nie ma dla ciebie okrętu – nie ufaj próżnym nadziejom –
nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.
Konstandinos Kawafis
Powiedziałeś: „Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił”.
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach
Nie ma dla ciebie okrętu – nie ufaj próżnym nadziejom –
nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.
środa, 27 listopada 2013
Lecz gdy tak wielu zmarło
Lecz gdy tak wielu zmarło, tak wielu i w takim tempie, Żadne miasto nie czekało na ofiary.
Odkręcali tabliczki z roztrzaskanych drzwi I zabierali je razem z trumnami.
Potem place i parki wypełniło krasomówstwo młodziutkich cmentarzysk:
Zapach świeżej ziemi, prowizoryczne krzyże
I wszystkie nieprawdopodobne napisy w brązie i emalii.
James Fenton
Tłum. Jerzy Jarniewicz
Odkręcali tabliczki z roztrzaskanych drzwi I zabierali je razem z trumnami.
Potem place i parki wypełniło krasomówstwo młodziutkich cmentarzysk:
Zapach świeżej ziemi, prowizoryczne krzyże
I wszystkie nieprawdopodobne napisy w brązie i emalii.
James Fenton
Tłum. Jerzy Jarniewicz
wtorek, 26 listopada 2013
Koszmar w lustrze
Nikos Chadzinikolau
Kobieta i lustro
Już tak czarno,
że nie mogę oddychać.
Stoi przed lustrem –
we włosach zakrzepły wiatr,
w rękach dzikie kwiaty na wianek.
Zmierzch skrzypi oknami,
Pies wyje do cienia.
Ona stoi przed lustrem
z cmentarnym piaskiem w oczach.
Zakrywa twarz rękami.
Kobieta i lustro
Już tak czarno,
że nie mogę oddychać.
Stoi przed lustrem –
we włosach zakrzepły wiatr,
w rękach dzikie kwiaty na wianek.
Zmierzch skrzypi oknami,
Pies wyje do cienia.
Ona stoi przed lustrem
z cmentarnym piaskiem w oczach.
Zakrywa twarz rękami.
sobota, 23 listopada 2013
Życie jest powieścią idioty
Powieść idioty
Życie współczesne jest to powieść idioty;
płaskie jak deski, z fryzowaną głową,
kobiety bezpłciowe, przesiąknięte chemią
i roztrzęsione mięczaki — młodzieńcy jeszcze bardziej bezpłciowi
i higieniczne dzieci w wielkich kadłubach wózków, podobnych do trumien.
Wielki zbiorowy idiota, wyznać to trzeba,
mówi nudne, bez sensu, brzydkie opowieści
i powtarza się niby strumień wody spuszczanej z W.C.
David Herbert Lawrence
Życie współczesne jest to powieść idioty;
płaskie jak deski, z fryzowaną głową,
kobiety bezpłciowe, przesiąknięte chemią
i roztrzęsione mięczaki — młodzieńcy jeszcze bardziej bezpłciowi
i higieniczne dzieci w wielkich kadłubach wózków, podobnych do trumien.
Wielki zbiorowy idiota, wyznać to trzeba,
mówi nudne, bez sensu, brzydkie opowieści
i powtarza się niby strumień wody spuszczanej z W.C.
David Herbert Lawrence
piątek, 22 listopada 2013
Metro czyli poranna makabra
Metro
Codziennie wchodzę do trumny
wraz z innymi ludźmi, których nie znam.
Naprędce wbijam gwoździe
we własną trumnę…
A potem jadę w stronę miasta,
by zostać żywcem pogrzebanym.
Sakamoto Etsuro
Codziennie wchodzę do trumny
wraz z innymi ludźmi, których nie znam.
Naprędce wbijam gwoździe
we własną trumnę…
A potem jadę w stronę miasta,
by zostać żywcem pogrzebanym.
Sakamoto Etsuro
czwartek, 21 listopada 2013
Tatuniek z mamcią spieprzyli ciebie
Taki niech będzie wiersz
Tatuniek z mamcią spieprzyli ciebie.
Może nie chcieli, lecz tak było.
I swoje wady ci przekazali,
Dodając kilka nowych – siłą.
Ale ich także spartaczyli
Głupcy w niemodnych kapeluszach,
Pół dnia tkwiąc w ckliwej surowości,
A drugie pół – wzajem się dusząc.
Człowiek swą nędzę odziedzicza,
Głębszą niż osad sprzed stuleci.
Wynieś się prędzej, pókiś zdrowy,
I sam nie majstruj żadnych dzieci.
Philip Larkin
przekład Jerzy Jarniewicz
Tatuniek z mamcią spieprzyli ciebie.
Może nie chcieli, lecz tak było.
I swoje wady ci przekazali,
Dodając kilka nowych – siłą.
Ale ich także spartaczyli
Głupcy w niemodnych kapeluszach,
Pół dnia tkwiąc w ckliwej surowości,
A drugie pół – wzajem się dusząc.
Człowiek swą nędzę odziedzicza,
Głębszą niż osad sprzed stuleci.
Wynieś się prędzej, pókiś zdrowy,
I sam nie majstruj żadnych dzieci.
Philip Larkin
przekład Jerzy Jarniewicz
Subskrybuj:
Posty (Atom)