Klasyczne tańce towarzyskie
Charles Simic
Babcie ukręcające łebki
Kurczakom; stare zakonnice
O imionach w rodzaju Teresa albo Marianna,
Ciągnące uczniów za uszy;
Zawiłe kroki kieszonkowców,
Obrabiających tłum gapiów zebrany
Na miejscu wypadku; powolne szuranie nóg
Ulicznego kaznodziei z tablicami na piersi i plecach;
Wahanie porannego klienta lombardu,
Kiedy zagląda przez okienną kratę
Do wnętrza; zygzak, jakim posuwa się dziecko,
Idące z zamkniętymi oczami do szkoły;
I pary sędziwych kochanków, z policzkiem przy policzku,
Na parkiecie tanecznym miejscowego klubu,
Gdzie odbywają się też dobroczynne loterie, w deszczowe
Poniedziałkowe wieczory wiecznego listopada.
Przełożył Stanisław Barańczak
poniedziałek, 30 listopada 2015
piątek, 27 listopada 2015
Wizyta czarnych krasnoludków
A kto to?
Ernest Bryll
A kto to puka do naszych drzwi?
To czarne krasnoludki
Czapeczki zmięte jak złe sny
W łapce koszyk na smutki
Ty Staszku też przyszedłeś z nimi
a z jakiej ziemi?
No to siadajmy trzeba zjadać
Jeżyny z dna wąwozów
Mieć czarne usta. Nic nie gadać
Choć język bieleje od mrozu
Oni czekają. Rozgryzając
Uważnie każdy owoc
I na podłogę popluwają
Posokę malinową.
****
Komentarz Kornelii: Właściwie nie zamieszczam utworów poetów polskich, mniemam, że są znane. Tym niemniej lubię wiersze Brylla, często utkane piołunową nutą, a ponieważ wypożyczyłam z biblioteki tomik „Jezioro Kałuża. Wiersze z roku 2001”, uznałam, że jeden utwór dla dobra wspólnego przepiszę. Wymowa oczywiście posępna, krasnoludki są czarne, założyły zmięte czapeczki, niosą smutki w koszyczkach. Jak dla mnie krasnoludki to dusze zmarłych, które nawiedzają żywych. Jest wśród nich pewien Staszek, zapewne przyjaciel autora.
Wydaje mi się, że wielu żywych ma wobec tych, którzy odeszli jakieś niespłacone długi czy inne przewiny. Mroczne krasnoludki przychodzą, aby o nich przypomnieć. I trzeba jeść te lodowate owoce z samego dna – czyli rozważać wyrządzone zmarłym krzywdy. Nie wolno nic mówić. W sytuacji, gdy śmierć zakończyła wszystko, nie pomogą żadne usprawiedliwienia.
Krasnoludki czekają… Na co? Może na nasze zgony. I w zaświatach dobiorą się nam do skóry….
Aj, już nie wiem, co powiedzieć… Pułapka zatrzasnęła się już dawno.
Zawieszono już dekoracje świąteczne. Czas Bożego Narodzenia przepełnia mnie skondensowaną goryczą. Nie to, że nie lubię Świąt. Są mi obojętne. Ale kolędy, choinki, Mikołaje przypominają mi o unicestwiającym upływie czasu i o dalekim, ale przecież coraz bliższym spotkaniu z czarnymi krasnoludkami. Aj, będę się miała z pyszna.
Cierpię na straszną migrenę. Za kilka godzin przejadę do rodziców, schowam się w moim pokoiku pod kołdrę i nie wyjrzę przez prawie dwa dni. Mamusia jeszcze nie umarła i zdjęli jej gips z ręki, a więc żywię nadzieję, że nie będę już musiała obierać tych plebejskich kartofli.
Ernest Bryll
A kto to puka do naszych drzwi?
To czarne krasnoludki
Czapeczki zmięte jak złe sny
W łapce koszyk na smutki
Ty Staszku też przyszedłeś z nimi
a z jakiej ziemi?
No to siadajmy trzeba zjadać
Jeżyny z dna wąwozów
Mieć czarne usta. Nic nie gadać
Choć język bieleje od mrozu
Oni czekają. Rozgryzając
Uważnie każdy owoc
I na podłogę popluwają
Posokę malinową.
****
Komentarz Kornelii: Właściwie nie zamieszczam utworów poetów polskich, mniemam, że są znane. Tym niemniej lubię wiersze Brylla, często utkane piołunową nutą, a ponieważ wypożyczyłam z biblioteki tomik „Jezioro Kałuża. Wiersze z roku 2001”, uznałam, że jeden utwór dla dobra wspólnego przepiszę. Wymowa oczywiście posępna, krasnoludki są czarne, założyły zmięte czapeczki, niosą smutki w koszyczkach. Jak dla mnie krasnoludki to dusze zmarłych, które nawiedzają żywych. Jest wśród nich pewien Staszek, zapewne przyjaciel autora.
Wydaje mi się, że wielu żywych ma wobec tych, którzy odeszli jakieś niespłacone długi czy inne przewiny. Mroczne krasnoludki przychodzą, aby o nich przypomnieć. I trzeba jeść te lodowate owoce z samego dna – czyli rozważać wyrządzone zmarłym krzywdy. Nie wolno nic mówić. W sytuacji, gdy śmierć zakończyła wszystko, nie pomogą żadne usprawiedliwienia.
Krasnoludki czekają… Na co? Może na nasze zgony. I w zaświatach dobiorą się nam do skóry….
Aj, już nie wiem, co powiedzieć… Pułapka zatrzasnęła się już dawno.
Zawieszono już dekoracje świąteczne. Czas Bożego Narodzenia przepełnia mnie skondensowaną goryczą. Nie to, że nie lubię Świąt. Są mi obojętne. Ale kolędy, choinki, Mikołaje przypominają mi o unicestwiającym upływie czasu i o dalekim, ale przecież coraz bliższym spotkaniu z czarnymi krasnoludkami. Aj, będę się miała z pyszna.
Cierpię na straszną migrenę. Za kilka godzin przejadę do rodziców, schowam się w moim pokoiku pod kołdrę i nie wyjrzę przez prawie dwa dni. Mamusia jeszcze nie umarła i zdjęli jej gips z ręki, a więc żywię nadzieję, że nie będę już musiała obierać tych plebejskich kartofli.
czwartek, 26 listopada 2015
Wszystko brudne i lepkie
Błoto
José Suárez Carreño
Błoto nie jest jak rumak
doskonały i piękny.
Błoto – wół przeogromny,
lecz ślepy.
Poplamione mam ręce
błotem brudnym i lepkim.
Chwile moje – jak drzewo
wyciągnięte na ziemi!
Błoto w krąg; mam wrażenie,
że mi spływa od wewnątrz.
Błoto – wszystko jest błotem,
które sięga już niebios.
Przełożył Janusz Strasburger
José Suárez Carreño
Błoto nie jest jak rumak
doskonały i piękny.
Błoto – wół przeogromny,
lecz ślepy.
Poplamione mam ręce
błotem brudnym i lepkim.
Chwile moje – jak drzewo
wyciągnięte na ziemi!
Błoto w krąg; mam wrażenie,
że mi spływa od wewnątrz.
Błoto – wszystko jest błotem,
które sięga już niebios.
Przełożył Janusz Strasburger
wtorek, 24 listopada 2015
Smutek na zamarzłym boisku
Szkoła dla czarnych myśli
Charles Simic
O świcie,
Moja malutka,
Czuję ogromny ciężar
Książek w twoim tornistrze.
Moja anonimowa,
Ledwie cię mogę rozpoznać
W tym gęstym tłumie
Na zamarzłym szkolnym boisku.
Moja prościutka,
Linijki i gąbki
Leżą w pustej klasie
Pod bielonymi ścianami.
Są tu okna
I czarne tablice,
Przez które można widzieć na wskroś
Tylko kiedy zamknie się oczy.
Przełożył Stanisław Barańczak
****
Komentarz Kornelii: Cóż, w szkole czarnych myśli jestem niedoścignioną prymuską.
Ogromny ciężar książek – to najpewniej brzemię przytłaczającej melancholii, głazy depresji albo też wspomnienia niedobrych uczynków. Boisko zamarzłe – to symbol lodowatej atrofii uczuć. Klasa jest pusta, uczniowie muszą znosić zimno, to jest trudy bezsensownego życia, na nieustannej przerwie, przerwie od wytchnienia. Nie nie widoków na ogrzanie się. Czarne tablice – może spisano na nich wyrok, zabraniający wszelkiej radości. Albo alegorie otaczającego protagonistkę paraliżującego smutku.
Charles Simic
O świcie,
Moja malutka,
Czuję ogromny ciężar
Książek w twoim tornistrze.
Moja anonimowa,
Ledwie cię mogę rozpoznać
W tym gęstym tłumie
Na zamarzłym szkolnym boisku.
Moja prościutka,
Linijki i gąbki
Leżą w pustej klasie
Pod bielonymi ścianami.
Są tu okna
I czarne tablice,
Przez które można widzieć na wskroś
Tylko kiedy zamknie się oczy.
Przełożył Stanisław Barańczak
****
Komentarz Kornelii: Cóż, w szkole czarnych myśli jestem niedoścignioną prymuską.
Ogromny ciężar książek – to najpewniej brzemię przytłaczającej melancholii, głazy depresji albo też wspomnienia niedobrych uczynków. Boisko zamarzłe – to symbol lodowatej atrofii uczuć. Klasa jest pusta, uczniowie muszą znosić zimno, to jest trudy bezsensownego życia, na nieustannej przerwie, przerwie od wytchnienia. Nie nie widoków na ogrzanie się. Czarne tablice – może spisano na nich wyrok, zabraniający wszelkiej radości. Albo alegorie otaczającego protagonistkę paraliżującego smutku.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Robaki wkrótce się pożywią
No i gdzie jest Madge
e.e.cummings
No i gdzie jest Magde.
Madge i jej mężczyźni?
pochowana z
Alicją we włosach,
(jeśli spytasz deszczu
on nie powie gdzie.)
piękno się układa
z czerwiami i czasem,
podczas gdy uroda
mówi słodko Tak
do wiatru i chłodu;
a ile ziemi
Madge warta jest?
Popytaj kwiat co się jesienią chyli
nie zgadnie nigdy.
Ale ja wiem
Przełożył Piotr Sommer
Komentarz Kornelii: Przepisałam z: Literatura na Świecie 3/1977. Melancholijno-cmentarny wiersz znakomitego amerykańskiego poety, pochodzący ze zbioru z 1925 roku. Szukałam oficjalnych interpretacji, ale znalazłam niewiele. Bez wątpienia utwór żałobny, z takich o przemijaniu.
Narrator stoi nad grobem tytułowej bohaterki. Nie można wykluczyć, że Magde była mu bliska, bardzo bliska. Piękna kobieta miała życie uczuciowe, ale czas-niszczyciel jest bezlitosny i nic mu się nie oprze. Nadobna niewiasta teraz leży w ziemi, podobnie jak jej mężczyźni. Pięknem Magde żywią się triumfujące czerwie, jej urodę wzięła w posiadanie ziemia. Urodziwa kobieta jest tyle warta, co garść prochu.
No i gdzie jest Magde.
Zapewne już tylko w ziemi. Poeta najwidoczniej nie łudzi się iluzją nowej egzystencji w zaświatach.
Nie do końca pojmuję znaczenie tych wersów:
pochowana z
Alicją we włosach,
Może Alice była przyjaciółką Magde i także zakończyła ziemskie troski? Albo Alice jest jakąś emanacją Magde z czasów młodości?
Ale nie: Alicja to angielska nazwa kwiatu Dziwidło olbrzymie (Amorphophallus titanum), który wydziela zapach padliny. Tak, że jest to mocny symbol rozkładu i śmierci. Magde została pochowana z cuchnącym kwiatem we włosach. W ten subtelny sposób poeta zamierzał zapewne powiedzieć, że śliczna niegdyś dziewczyna teraz rozkłada się i strasznie cuchnie.
Ogólnie rzecz biorąc tematyka wiersza banalna, czytałam podobnych wiele. Tym niemniej utwór przejmujący.
Właściwie cóż tu komentować? Życie przeminie szybko jak kilka trzepotów rzęs i wszyscy będziemy cuchnąć. Nawet nie wiem, jaki morał z tego wysnuć. Wszelkiego rodzaju używanie danych nam dni nie zatrzyma okrutnej kosy czasu. Jak pomyślę, że w pewnym mierze jestem współautorką przedterminowego rozkładu, to dostaję lodowatych dreszczy. Właściwie to ja powinnam spoczywać w ziemi, a bliskie mi osoby po niej chodzić, ale sprawy ułożyły się w sposób wręcz przeciwny. Czy jak się zabiję, ktoś poczuje się lepiej?. Nie uczynię tego, czas przyśpiesza bez mojego udziału. Jeszcze kilka listopadów i będzie po wszystkim. Robaczki dostaną to, co im się należy.
Kilka dni marzeniowo mrocznych, a teraz znów słońce wyszło.Eheu, eheu!! Tyle mojego, że w listopadzie noc bliska.
e.e.cummings
No i gdzie jest Magde.
Madge i jej mężczyźni?
pochowana z
Alicją we włosach,
(jeśli spytasz deszczu
on nie powie gdzie.)
piękno się układa
z czerwiami i czasem,
podczas gdy uroda
mówi słodko Tak
do wiatru i chłodu;
a ile ziemi
Madge warta jest?
Popytaj kwiat co się jesienią chyli
nie zgadnie nigdy.
Ale ja wiem
Przełożył Piotr Sommer
Komentarz Kornelii: Przepisałam z: Literatura na Świecie 3/1977. Melancholijno-cmentarny wiersz znakomitego amerykańskiego poety, pochodzący ze zbioru z 1925 roku. Szukałam oficjalnych interpretacji, ale znalazłam niewiele. Bez wątpienia utwór żałobny, z takich o przemijaniu.
Narrator stoi nad grobem tytułowej bohaterki. Nie można wykluczyć, że Magde była mu bliska, bardzo bliska. Piękna kobieta miała życie uczuciowe, ale czas-niszczyciel jest bezlitosny i nic mu się nie oprze. Nadobna niewiasta teraz leży w ziemi, podobnie jak jej mężczyźni. Pięknem Magde żywią się triumfujące czerwie, jej urodę wzięła w posiadanie ziemia. Urodziwa kobieta jest tyle warta, co garść prochu.
No i gdzie jest Magde.
Zapewne już tylko w ziemi. Poeta najwidoczniej nie łudzi się iluzją nowej egzystencji w zaświatach.
Nie do końca pojmuję znaczenie tych wersów:
pochowana z
Alicją we włosach,
Może Alice była przyjaciółką Magde i także zakończyła ziemskie troski? Albo Alice jest jakąś emanacją Magde z czasów młodości?
Ale nie: Alicja to angielska nazwa kwiatu Dziwidło olbrzymie (Amorphophallus titanum), który wydziela zapach padliny. Tak, że jest to mocny symbol rozkładu i śmierci. Magde została pochowana z cuchnącym kwiatem we włosach. W ten subtelny sposób poeta zamierzał zapewne powiedzieć, że śliczna niegdyś dziewczyna teraz rozkłada się i strasznie cuchnie.
Ogólnie rzecz biorąc tematyka wiersza banalna, czytałam podobnych wiele. Tym niemniej utwór przejmujący.
Właściwie cóż tu komentować? Życie przeminie szybko jak kilka trzepotów rzęs i wszyscy będziemy cuchnąć. Nawet nie wiem, jaki morał z tego wysnuć. Wszelkiego rodzaju używanie danych nam dni nie zatrzyma okrutnej kosy czasu. Jak pomyślę, że w pewnym mierze jestem współautorką przedterminowego rozkładu, to dostaję lodowatych dreszczy. Właściwie to ja powinnam spoczywać w ziemi, a bliskie mi osoby po niej chodzić, ale sprawy ułożyły się w sposób wręcz przeciwny. Czy jak się zabiję, ktoś poczuje się lepiej?. Nie uczynię tego, czas przyśpiesza bez mojego udziału. Jeszcze kilka listopadów i będzie po wszystkim. Robaczki dostaną to, co im się należy.
Kilka dni marzeniowo mrocznych, a teraz znów słońce wyszło.Eheu, eheu!! Tyle mojego, że w listopadzie noc bliska.
sobota, 21 listopada 2015
Linieją włosy, butwieją kości
* * *
Eeva-Liisa Manner
Mam aż trzy dusze: sen, cień i przeczucie.
Sen czuwa w nocy, gdy śpię
odbija majaki w zwierciadłach przyszłości.
Cień odprowadza mnie w ostatnią podróż, która już się zaczęła.
Jest moim bratem, moich kształtów, milczący, obcy,
przeciera ścieżkę w zległym owsie -
który ubarwia pierwszy szron.
Ścina przygarść wiosłem i zawraca
spotykam go przy furcie, suknia ze mnie spada,
linieją włosy, butwieją kości,
i ciemność moja zapada w mój cień
o świetlnych brzegach.
Cisza i skowyt dartego jedwabiu.
Przełożył z fińskiego Bohdan Drozdowski
Eeva-Liisa Manner
Mam aż trzy dusze: sen, cień i przeczucie.
Sen czuwa w nocy, gdy śpię
odbija majaki w zwierciadłach przyszłości.
Cień odprowadza mnie w ostatnią podróż, która już się zaczęła.
Jest moim bratem, moich kształtów, milczący, obcy,
przeciera ścieżkę w zległym owsie -
który ubarwia pierwszy szron.
Ścina przygarść wiosłem i zawraca
spotykam go przy furcie, suknia ze mnie spada,
linieją włosy, butwieją kości,
i ciemność moja zapada w mój cień
o świetlnych brzegach.
Cisza i skowyt dartego jedwabiu.
Przełożył z fińskiego Bohdan Drozdowski
piątek, 20 listopada 2015
Kora miała zły dzień
Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna.
Charles Bukowski, Szmira
Charles Bukowski, Szmira
Subskrybuj:
Posty (Atom)