czwartek, 31 grudnia 2015

Lęk i strach

Sen o śmierci

Erich Fried

Sen
sen z głębi nocy
sen z głębi nocy przedśmiertelnej
sen z nocy przedśmiertelnej świata
świata zrodzonego ze strachu przed snem

Strach
strach przed snem
strach świata przed snem
strach świata przed snem o śmierci
przed snem o śmierci zrodzonej z nocy

Przełożył Alfred Kowalkowski

Komentarz Kornelii: W kończącym się roku poziom lęku samoistnie nieco mi opadł, ale i tak, jak pomyślę p przyszłości, drżę cała nasycona trwogą. Dobiega końca kolejny rok, nie spodziewałam się, że sprawy posuną się tak daleko. W ogóle nie pamiętam, co się w 2015 roku stało, z wyjątkiem tego, że latem daleko jeździłam na rowerze i byłam silna. Zastanawiałam się, czy nie pójść do lekarza z moją znikająca pamięcią, ale demencja jest przecież nieuleczalna. Mam zamiar zakończyć blog i mam nadzieję, że już tu nie wrócę. Naprawdę powiedziałam już wszystko i mogę tylko w różnych wariantach się powtarzać. Nie ma to już żadnego sensu. Piasek w klepsydrze i tak sypie się nieustannie. 

wtorek, 29 grudnia 2015

Zmęczona i tęskni za snem

Znużona piosenka

Selma Meerbaum-Eisinger

Chciałabym zasnąć, tak jestem znużona,
znużone i krwawi me szczęście,
tak jestem sama, strofka ulubiona
zniknęła, nie wraca już więcej.

Gdy zasnę wreszcie, mam też i sny,
a sny są tak wspaniałe -
przynoszą lekkie poranne mgły
na najcięższą losu nawałę.

Zawsze jest zapomnienie we śnie
i mnóstwo mieniących się rajów,
kto wie, może wygnają mnie
na zawsze do ich kraju.

Przełożył Martin Ryziński

Komentarz Kornelii: Senny wiersz piszącej po niemiecku żydowskiej poetki z Bukowiny, spokrewnionej z Paulem Celanem. Selma Meerbaum-Eisinger miała krótkie i pełne cierpień życie. Zmarła w 1942 roku na tyfus w obozie pracy na Ukrainie, nic dziwnego, że wczesniej szukała ucieczki w krainę rajskiego snu. Utwór melancholijny, z przeczuciem śmierci, tym niemniej nie czarno-smutny, więc zaistnieje bez kategorii.
Cóż, dla mnie los jest o wiele bardziej łaskawy, nie mam żadnych powodów do lamentów. Spędzam czas nad morzem, spaceruję po zimowej sączę grzane wino, o niczym nie myślę, jestem pustką słuchającą przeraźliwych skarg mew. Ale odkąd pamiętam, niedobrze się czułam na tym świecie, uwielbiałam spać. Ukrycie się w łóżku to dla mnie najbardziej rozkoszna chwila dnia. Tak jest i teraz, tylko, że ten senny eskapizm nie jest już tak rajski, jak przed laty. Dręczą mnie koszmary, widma umarłych, budzę się dziesięć razy w czasie nocy z powodu złych snów czy też toaletowej konieczności.Nie pozwala mi też na spokojny sen świadomość wszystkich problemów i spraw, czekających na mnie w styczniu, tak, że się trzęsę ze strachu. Cóż, trzeba trwać…

niedziela, 27 grudnia 2015

Czarna ściana drży

Serce przy sercu

Pierre Reverdy

Oto wreszcie stanąłem
Przeszedłem tędy
Teraz ktoś inny tędy przechodzi
Jak ja
Nie wiedząc dokąd idzie

Zadrżałem
W głębi pokoju ściana jest czarna on drży tak samo
Jak udało mi się przejść przez próg tych drzwi

Można byłoby krzyczeć
Nikt by nie usłyszał
Można byłoby płakać
Nikt by nie zrozumiał

Odnalazłem twój cień w półmroku
Jest bardziej wyciszony niż ty sam
Niegdyś
Cień stawał smutny w rogu
To śmierć przyniosła tobie ten spokój
Ale ty mówisz i mówisz
Chciałbym cię opuścić

Gdyby było trochę więcej powietrza
Gdyby światło dzienne udzieliło nam więcej jasności
Dusimy się
Sufit ciąży nad moją głową i ciśnie
gdzie stanę albo dokąd pójdę
Nie mam nawet dosyć miejsca aby umrzeć
Dokąd idą kroki wychodzące ze mnie które słyszę
Tam tak daleko
Jesteśmy sami mój cień i ja
Nadchodzi noc

Przełożył Kazimierz Brakoniecki

sobota, 26 grudnia 2015

Bezsenność śmiertelnego łoża

Wiara nad wodami

Laura Riding

Duch podniósł się, kiedy uniosły się fale,
A kiedy fale opadły, stał jak kolumna
Rozbita: archaiczne
Jest uduchowienie morza,
Woda nawiedzana przez wyobraźnię
Jak onegdaj ogień.

Więcej ducha, kiedy nie ma ducha,
Kiedy fala tłumaczy
Oku oko

I delfiny się droczą,
I mewy brzuchomówne,
Ich kanciaste krzyki w trzech żywiołach.

Starzeje się fantazmat.
Bezsenność śmiertelnego łoża zapala myśl
I ciepła mgła atakuje twarz
Śmiertelnym przeczuciem.

Przełożyła Julia Fiedorczuk

piątek, 25 grudnia 2015

Gwiżdże na palcach trumien

Pastorałka z Ohio

James Wright

Po drugiej stronie
Salt Creek, wzdłuż drogi walą się stodoły
I grzęzną wśród łupin po pomarańczach,
Beczek po benzynie, zimnych balonów miłości.
Jedna ze stodół
Chyli się, chyli, zatapia
Bokiem w żelazisty ściek.
Wiotki bicz sumaka kołysząc się,
Lekko trąca kadłub porzuconej
Wanny, gdy wyżej, wśród spękanych kamieni
I dzikich, brudnych drzew, na wzgórzu
Gazociąg zagrzebany dawno temu,
Czarny rynsztok wdziera się w głąb kopalń.
I gwiżdże wśród zzieleniałych pierścieni
Na palcach trumien.

Przełożył Grzegorz Musiał

czwartek, 24 grudnia 2015

Z otchłani czarnej nicości

Próżnia

Stanisław Korab Brzozowski

Drzewo samotne, obnażone
Podnosi chude swe ramiona,
Rozpaczy hymny śle chropawe
Do stalowego nieba próżni.

Pod drzewem stoi krzyż zmurszały,
Na nim rozpięty Chrystus kona,
Wznosząc swe oczy beznadziejne
Do stalowego nieba próżni.

Pod krzyżem dusza ma cierpiąca
Z otchłani czarnej swej nicości
Wznosi pragnienia obłąkane
Do stalowego nieba próżni.

wtorek, 22 grudnia 2015

Skuty lodem mózg

Surowy klimat

Charles Simic

W samym mózgu, w granicach czaszki
jest bardzo zimno,
Jak relacjonuje
Albertus Magnus.

Coś jak połać tundry,
Tylko na skalę wszechświata.
Galaktyczny wicher.
W dali wzniosłe góry lodowe.

Noc polarna.
Transatlantyk w potrzasku lodów.
Na pokładzie wciąż jeszcze pali się parę świateł.
Cisza. Zajadły mróz.

Przełożył Stanisław Barańczak

****

Komentarz Kornelii: Mroźno-lodowaty wiersz urodzonego w 1938 roku w Belgradzie serbsko-amerykańskiego poety. Mistrz Charles Simic doświadczył okrucieństw wojny i trudów tułaczki. Wyznał: „Hitler i Stalin to było moje biuro podróży”. Nazywany jest ironistą postki, w jego utworach pełno jest sardonicznego humoru, posępnych obrazów, egzystencjalnych metafor. Najczęściej poezja Simica opisuje hermetyczne zamknięcie, beznadziejną sytuację bez wyjścia. Tak jak utwór „Surowy klimat”. Bard z Belgradu nie ma złudzeń – w mózgu panuje trzaskający mróz, ludzie właściwie niezdolni są do uczuć oprócz zimna i pustki. Simic powołuje się na słowa Alberta Wielkiego, mistrza scholastyki, filozofa i teologa z XIII wieku, który zajmował się naukami przyrodniczymi, czerpiąc z dzieł Arystotelesa. Wspominając Alberta, dowodzi, że ludzie wyczuwali tę mroźną pustkę umysłu od wieków.

Ale wiersz jest także alegorią całego pozbawionego ciepła i empatii ludzkiego życia, a nawet całego kosmosu. Nie ma dokąd uciec w tym galaktycznym wichrze, na horyzoncie tylko góry lodowe. Wszyscy mamy skute lodem dusze.

Najbardziej wstrząsające jest zakończenie:

Noc polarna.
Transatlantyk w potrzasku lodów.
Na pokładzie wciąż jeszcze pali się parę świateł.
Cisza. Zajadły mróz.

To z pewnością przedstawienie przemijania, śmierci, kresu ludzkiego bytu. Można uporczywie trzymać się życia – na pokładzie pali się jeszcze parę świateł. Ale statek nie wyrwie się już z białej pułapki. Światła wkrótce zgasną. Wygasi je śmierć. Zostanie zajadły mróz.

Mogłabym powiedzieć, że ostatnie wersy to przedstawienie piekła, ale zapewne bez potrzeby wszystko mi się z Tartarem kojarzy.

Cóż, ja też odczuwam tylko zaciekłe zimno, jestem lodowatą pustką w potrzasku życia. Nie czuję niczego, pragnę tylko wygasić lęk i spać. Moje światła jeszcze się słabo palą, ale przecież pewne jest że zatriumfują mrok, nicość i mróz.