Grypa
Sinéad Morrissey
Kiedy tamtej zimy dopadła nas grypa, chorowałam wiele tygodni.
Nawet oczy miałam zainfekowane. Leżałam i majaczyłam -
okno w dachu było jak cielesny balon; a jego twarz, gdy przyszedł
pobudzony goryczą, była przeżartym na wskroś księżycem
albo kością udową… Potem spałam
albo przeglądałam Stulecie rosyjskiej fotografii.
Czekoladowe brwi Anastazji. Lenin na stogu siana.
Lili Brik z końskim uzębieniem i w chustce na głowie.
A potem liczne strony nieczytelnych scen,
których nie potrafiłam zrozumieć, jak skupiska ziarna
w czasopiśmie, a w nich na przykład warownia,
albo Tyrannosaurus rex, jeśli zmienisz ostrość.
Najcichsze były popołudnia.
Ulice za oknem przetrzymywały śnieg i skrzynki na listy.
Przełożył Jerzy Jarniewicz
środa, 24 lutego 2016
wtorek, 23 lutego 2016
Czarne ciotki czyniły żałobę
Śmierć w domu
Frank Ormsby
Była jakaś stosowność w ich nocnym czuwaniu,
W cichym smutku pokoju, w którym zmarł.
Żal był intymnym rytmem, właściwym obrządkiem
Starych smutnych sióstr, płaczących przy świecach.
Czarne ciotki czyniły żałobę po tym, co umarł we śnie.
Przynajmniej tak to widzieliśmy, usadowieni poważnie jak wrony
Na gałęziach w sadzie. Szczyty domu majaczyły
Ponuro, jak należy, chude, prezbiteriańskie
Drzwi z kołatką. Pogrzebani za życia
W tym domu, wytworni zmarli, będą już zawsze nosili żałobę.
A ciotki w woalkach, spotkane na drodze,
Zachowają w sobie ciszę tej godziny, siostry –
Zapach wosku, dyskrecję koronek,
A śmierć, śmierć będzie wonią dzikich jabłek,
Mchem na drzewach; zieloni jak liście pokrzywy
Skacząc jak zające przemknęliśmy do domu.
Przełożył Jarosław Anders
Frank Ormsby
Była jakaś stosowność w ich nocnym czuwaniu,
W cichym smutku pokoju, w którym zmarł.
Żal był intymnym rytmem, właściwym obrządkiem
Starych smutnych sióstr, płaczących przy świecach.
Czarne ciotki czyniły żałobę po tym, co umarł we śnie.
Przynajmniej tak to widzieliśmy, usadowieni poważnie jak wrony
Na gałęziach w sadzie. Szczyty domu majaczyły
Ponuro, jak należy, chude, prezbiteriańskie
Drzwi z kołatką. Pogrzebani za życia
W tym domu, wytworni zmarli, będą już zawsze nosili żałobę.
A ciotki w woalkach, spotkane na drodze,
Zachowają w sobie ciszę tej godziny, siostry –
Zapach wosku, dyskrecję koronek,
A śmierć, śmierć będzie wonią dzikich jabłek,
Mchem na drzewach; zieloni jak liście pokrzywy
Skacząc jak zające przemknęliśmy do domu.
Przełożył Jarosław Anders
niedziela, 21 lutego 2016
Mleko od starej, głuchej krowy
Czytanka dla przedszkolaków
Jewhen Brusłynowski
kro-wa
Krowa stara.
Krowa głupia.
Krowa głucha.
Krowa bezroga.
My pijemy mleko od starej,
głupiej, głuchej,
bezrogiej krowy.
Innej u nas nie ma.
Przełożył Bohdan Zadura
****
Komentarz Kornelii: Druzgocząco pesymistyczny wiersz melancholijnego lirnika z Ukrainy. Urodzony w 1963 roku w Steciwce (obwód czerkaski) poeta, prozaik i dziennikarz Jewhen Brusłynowski uważany za jednego z nielicznych przedstawicieli konceptualizmu w swym osobliwym kraju. Wymowa jednoznacznie posępna. Już przedszkolaki zdają sobie sprawę, że nie czeka życiu wiele dobrego. Jedyna krowa jest stara, głupia, głucha i bezroga. To alegoria powszechnej nędzy, ubóstwa i beznadziejności. Także w przyszłości niczego lepszego nie należy się spodziewać.
Można analizować ten wiersz jako odzwierciedlenie smętnej, ukraińskiej rzeczywistości. Gospodarka w stanie opłakanym, korupcja kwitnie, politycy się kłócą i jeszcze konflikt z Rosją i faktyczna utrata Donbasu. Kto może, ucieka do Polski, aby murować (panowie) albo sprzątać (panie). Wcześniej wynajęłam sobie kilka razy Ukrainkę, żeby wyszorowała mi wannę… Gdy Natalia mozoliła się w łazience, czułam się jak królowa Persji..
Ale możliwa jest także interpretacja bardziej uniwersalna. Nasza egzystencja jest żałosna już od przedszkola (powiedziałabym – od powicia, a nawet od odpoczęcia). Życie smakuje gorzko jak mleko od sędziwej, głuchej krowy, zaś na lepsze nie ma co liczyć. Jest tylko jedna krowa, czyli ten jeden aberracyjny świat. Słodkie mleko, a więc szczęśliwa, a przynajmniej spokojna egzystencja, nie będzie nam dane…
Po 11-godzinnym śnie dziwnie znużona wypełzłam spod kołdry, aby odbyć spacer po lesie. Miła pochmurna pogoda, niestety, za ciepło. Spostrzegłam bazie, nabrzmiałe pąki, a nawet pierwsze listki, zieleniejące na brunatnym poszyciu. Dni coraz dłuższe. Idzie wiosna. Nie ma dokąd uciec.
Jewhen Brusłynowski
kro-wa
Krowa stara.
Krowa głupia.
Krowa głucha.
Krowa bezroga.
My pijemy mleko od starej,
głupiej, głuchej,
bezrogiej krowy.
Innej u nas nie ma.
Przełożył Bohdan Zadura
****
Komentarz Kornelii: Druzgocząco pesymistyczny wiersz melancholijnego lirnika z Ukrainy. Urodzony w 1963 roku w Steciwce (obwód czerkaski) poeta, prozaik i dziennikarz Jewhen Brusłynowski uważany za jednego z nielicznych przedstawicieli konceptualizmu w swym osobliwym kraju. Wymowa jednoznacznie posępna. Już przedszkolaki zdają sobie sprawę, że nie czeka życiu wiele dobrego. Jedyna krowa jest stara, głupia, głucha i bezroga. To alegoria powszechnej nędzy, ubóstwa i beznadziejności. Także w przyszłości niczego lepszego nie należy się spodziewać.
Można analizować ten wiersz jako odzwierciedlenie smętnej, ukraińskiej rzeczywistości. Gospodarka w stanie opłakanym, korupcja kwitnie, politycy się kłócą i jeszcze konflikt z Rosją i faktyczna utrata Donbasu. Kto może, ucieka do Polski, aby murować (panowie) albo sprzątać (panie). Wcześniej wynajęłam sobie kilka razy Ukrainkę, żeby wyszorowała mi wannę… Gdy Natalia mozoliła się w łazience, czułam się jak królowa Persji..
Ale możliwa jest także interpretacja bardziej uniwersalna. Nasza egzystencja jest żałosna już od przedszkola (powiedziałabym – od powicia, a nawet od odpoczęcia). Życie smakuje gorzko jak mleko od sędziwej, głuchej krowy, zaś na lepsze nie ma co liczyć. Jest tylko jedna krowa, czyli ten jeden aberracyjny świat. Słodkie mleko, a więc szczęśliwa, a przynajmniej spokojna egzystencja, nie będzie nam dane…
Po 11-godzinnym śnie dziwnie znużona wypełzłam spod kołdry, aby odbyć spacer po lesie. Miła pochmurna pogoda, niestety, za ciepło. Spostrzegłam bazie, nabrzmiałe pąki, a nawet pierwsze listki, zieleniejące na brunatnym poszyciu. Dni coraz dłuższe. Idzie wiosna. Nie ma dokąd uciec.
piątek, 19 lutego 2016
Samotność płynie całymi rzekami
Samotność
Rainer Maria Rilke
Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.
Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała, nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem – bardziej jeszcze sami:
samotność płynie całymi rzekami.
Przełożyła Janina Brzostowska
Rainer Maria Rilke
Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.
Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała, nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem – bardziej jeszcze sami:
samotność płynie całymi rzekami.
Przełożyła Janina Brzostowska
czwartek, 18 lutego 2016
Straszny nietoperz trwogi
***
Michaś Skobla
Trochę nieswojo
I gwiaździste niebo wydaje się
Przygaszonym żarem
Który raz po raz rozdmuchuje wiatr
I krztusi się dymem
Trochę nieswojo
Czy to możliwe, że na niebie
Na tamtym świecie
Robią brudne interesy
Ogniska wyszczerzają żółte zęby
I brat zabija brata?
Zawisa
Pod dachem duszy
Nietoperz trwogi
I księżyc w pełni świeci nieruchomo
Jak pień
Ścięty
Kosmicznego Drzewa
Przełożyła Karolina Niewiadomska
***
Komentarz Kornelii: Gorzki wiersz zdolnego poety z Białorusi, urodzonego w 1966 roku we wsi o urodzej nazwie Paliażyn Zelwienskawa w obwodzie grodzieńskim. Michaś Skobla stawia równie odważną i smętną tezę – gwiaździste niebo jest tylko pozornie piękne, może to tylko przygaszony żar, rozdmuchiwany przez wiatr beznadziejności. Nie ma powodów, aby wykluczać, że ponad gwiazdami, czyli w zaświatach, jest tak samo okropnie, jak w tym życiu, a może jeszcze bardziej.
Czy to możliwe, że na niebie
Na tamtym świecie
Robią brudne interesy
Ogniska wyszczerzają żółte zęby
I brat zabija brata?
Pozostaje tylko nietoperz trwogi, zawisający nad dachem duszy – czyli lęk przed absurdem naszej egzystencji, przemijaniem, śmiercią, przed tym, co czyha po tamtej stronie. Mogę zostać skazana na przykład na to, że będę przez całą wieczność czynna jako pensjonariuszka domu uciech. Albo raczej na coś znacznie gorszego. Iiiiii…
Morał z tej historii jest taki, że nie należy się śpieszyć do sprawdzania, co tam za horyzontem się dzieje. Tu można sobie przynajmniej książki czytać, spać… Wiem, że się powtarzam, ale spowodował to wiersz. Trzeba trwać, nawet z tym nietoperzem trwogi. Może jutro poleję go winem, to na krótko odleci…
Michaś Skobla
Trochę nieswojo
I gwiaździste niebo wydaje się
Przygaszonym żarem
Który raz po raz rozdmuchuje wiatr
I krztusi się dymem
Trochę nieswojo
Czy to możliwe, że na niebie
Na tamtym świecie
Robią brudne interesy
Ogniska wyszczerzają żółte zęby
I brat zabija brata?
Zawisa
Pod dachem duszy
Nietoperz trwogi
I księżyc w pełni świeci nieruchomo
Jak pień
Ścięty
Kosmicznego Drzewa
Przełożyła Karolina Niewiadomska
***
Komentarz Kornelii: Gorzki wiersz zdolnego poety z Białorusi, urodzonego w 1966 roku we wsi o urodzej nazwie Paliażyn Zelwienskawa w obwodzie grodzieńskim. Michaś Skobla stawia równie odważną i smętną tezę – gwiaździste niebo jest tylko pozornie piękne, może to tylko przygaszony żar, rozdmuchiwany przez wiatr beznadziejności. Nie ma powodów, aby wykluczać, że ponad gwiazdami, czyli w zaświatach, jest tak samo okropnie, jak w tym życiu, a może jeszcze bardziej.
Czy to możliwe, że na niebie
Na tamtym świecie
Robią brudne interesy
Ogniska wyszczerzają żółte zęby
I brat zabija brata?
Pozostaje tylko nietoperz trwogi, zawisający nad dachem duszy – czyli lęk przed absurdem naszej egzystencji, przemijaniem, śmiercią, przed tym, co czyha po tamtej stronie. Mogę zostać skazana na przykład na to, że będę przez całą wieczność czynna jako pensjonariuszka domu uciech. Albo raczej na coś znacznie gorszego. Iiiiii…
Morał z tej historii jest taki, że nie należy się śpieszyć do sprawdzania, co tam za horyzontem się dzieje. Tu można sobie przynajmniej książki czytać, spać… Wiem, że się powtarzam, ale spowodował to wiersz. Trzeba trwać, nawet z tym nietoperzem trwogi. Może jutro poleję go winem, to na krótko odleci…
środa, 17 lutego 2016
Kora czuje wstręt do samej siebie
Kosmiczne nieszczęście
Brian Patten
Rano wstaję i nie mam nic do roboty
Mówię do siebie, że to tylko chwilowe
Po południu nudzę się i czuję wstręt do samego siebie
Mówię sobie, że to tylko chwilowe
Wieczorem spotykam się z kobietą, na której mi już nie zależy
Mówię sobie, że to tylko chwilowe
W samotną noc z zażenowaniem wsłuchuję się w bicie własnego serca
Mówię sobie, że to tylko chwi
Przełożył Andrzej Szuba
****
Komentarz Kornelii: Jednoznacznie smętny wiersz urodzonego w 1946 roku brytyjskiego poety, należącego do grupy liverpoolskiej. W oryginale ma tytuł „The Wrong Poem”, pan tłumacz popisał się kreatywnością. Wiersz niezwykły – protagonista zdaje sobie sprawę z własnej chwilowości i w czasie narracji zapewne przechodzi na drugi brzeg Styksu – ostatnie słowo urywa się w połowie. Może nie ma za bardzo czego żałować – życie miałkie – nuda, wstręt do samego siebie, bezsensowne spotkanie z osobą płci odmiennej.
W samotną noc z zażenowaniem wsłuchuję się w bicie własnego serca
Cóż, roztropny narrator zdaje sobie sprawę, że bycie żywym to powód do zażenowania, nie do chluby. I wtedy następuje exitus.
Rano nie mam czasu na nudę, wciąż mam pracę, bezsensowną, ale bez niej to zapewne zgasłabym w przeciągu tygodnia. Po południu jeszcze się nie nudzę, ale wstręt do siebie czuję potężny, a jakże. Najbardziej trudne są weekendy, nie wiadomo co z sobą począć. Niekiedy spotykam się z kobietą, na której mi nie zależy – z taką Iwoną, z którą chodzę czasem do teatru. To wysoki dyrektor w innej korporacji, liczę, że zatrudni mnie u siebie, jak mnie z mojej firmy wyślą na zieloną murawę i tylko dlatego się spotykam. Iwona potrzebuje kogoś do towarzystwa i żeby się wypłakiwać po bardzo nieudanym małżeństwie, a ja współczująco mrugam powiekami i udaję, że mi żal (wydaje mi się, że ona wie, iż mi naprawdę nie żal, ale nie mówimy tego głośno). Nie żal mi, ponieważ nie mam empatii, a związki międzyludzkie to i tak przeważnie udręka.
Tak, nocne bicie serca to dla mnie również powód do zażenowania. Może zejdę, jak narrator wiersza? Aj, i chciałabym i boję się. Czysta metafizyczna groza…
Brian Patten
Rano wstaję i nie mam nic do roboty
Mówię do siebie, że to tylko chwilowe
Po południu nudzę się i czuję wstręt do samego siebie
Mówię sobie, że to tylko chwilowe
Wieczorem spotykam się z kobietą, na której mi już nie zależy
Mówię sobie, że to tylko chwilowe
W samotną noc z zażenowaniem wsłuchuję się w bicie własnego serca
Mówię sobie, że to tylko chwi
Przełożył Andrzej Szuba
****
Komentarz Kornelii: Jednoznacznie smętny wiersz urodzonego w 1946 roku brytyjskiego poety, należącego do grupy liverpoolskiej. W oryginale ma tytuł „The Wrong Poem”, pan tłumacz popisał się kreatywnością. Wiersz niezwykły – protagonista zdaje sobie sprawę z własnej chwilowości i w czasie narracji zapewne przechodzi na drugi brzeg Styksu – ostatnie słowo urywa się w połowie. Może nie ma za bardzo czego żałować – życie miałkie – nuda, wstręt do samego siebie, bezsensowne spotkanie z osobą płci odmiennej.
W samotną noc z zażenowaniem wsłuchuję się w bicie własnego serca
Cóż, roztropny narrator zdaje sobie sprawę, że bycie żywym to powód do zażenowania, nie do chluby. I wtedy następuje exitus.
Rano nie mam czasu na nudę, wciąż mam pracę, bezsensowną, ale bez niej to zapewne zgasłabym w przeciągu tygodnia. Po południu jeszcze się nie nudzę, ale wstręt do siebie czuję potężny, a jakże. Najbardziej trudne są weekendy, nie wiadomo co z sobą począć. Niekiedy spotykam się z kobietą, na której mi nie zależy – z taką Iwoną, z którą chodzę czasem do teatru. To wysoki dyrektor w innej korporacji, liczę, że zatrudni mnie u siebie, jak mnie z mojej firmy wyślą na zieloną murawę i tylko dlatego się spotykam. Iwona potrzebuje kogoś do towarzystwa i żeby się wypłakiwać po bardzo nieudanym małżeństwie, a ja współczująco mrugam powiekami i udaję, że mi żal (wydaje mi się, że ona wie, iż mi naprawdę nie żal, ale nie mówimy tego głośno). Nie żal mi, ponieważ nie mam empatii, a związki międzyludzkie to i tak przeważnie udręka.
Tak, nocne bicie serca to dla mnie również powód do zażenowania. Może zejdę, jak narrator wiersza? Aj, i chciałabym i boję się. Czysta metafizyczna groza…
wtorek, 16 lutego 2016
Nikt nie kupował ich krwi
Tajemnica
Eiléan Ní Chuilleanáin
Zamiast spalić tę książkę lub sprzedać po cenie,
Ukryły ją i milczały jak grób, nawet w domu,
Żeby historia tego straconego roku
Została dla każdej prywatnym złudzeniem.
Choć zanikała pamięć, musiały żyć dalej.
Nikt nie kupował ich krwi, więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru,
Prawo wypasu aż pod okna saloniku,
A w końcu świeżą, bujną trawę,
Która wyrosła pod pierwszym łukiem
Mostu przy spalonym budynku papierni.
Przełożył Jerzy Jarniewicz
****
Komentarz Kornelii: Osobliwy wiersz urodzonej w 1942 roku irlandzkiej autorki, często uważanej za najwybitniejszą poetkę Szmaragdowej Wyspy. Jak wyznaje Eiléan Ní Chuilleanáin jej utwory „wyrastają z problemów codzienności, ale drogą nie wprost, bo przez mity, folklor i historię”. Poetka często sięga do tradycji i symboli katolicyzmu, analizowanych w świetle sytuacji kobiet we współczesnej Irlandii. Utwór z pewnością posepny, ale niełatwy do interpretacji (nie znalazłam „oficjalnego” wyjaśnienia) . Eiléan pochodzi z rodziny patriotów, walczących przeciw brytyjskim ciemięzcom. Jeden z jej krewnych, poeta Joseph Mary Plunkett, został w 1916 roku rozstrzelany przez Anglików.
Być może utwór należy rozumieć w tym kontekście – ukryta księga to sekretne dokumenty irlandzkich powstańców, stracony rok to klęska Powstania Wielkanocnego w 1916 roku. Mężczyźni zginęli, zbiegli lub gniją w więzieniach. Kobiety same żyją w nędzy – nikt nie kupował ich krwi, oznacza, że zgodnie z obyczajami Irlandii niewiasty nie mogły brać udziału w wojnie wyzwoleńczej, nie dostawały wsparcia od republikanów. Wyprzedawały więc całe swoje mienie.
Wydaje mi się wszakże, że wiersz można wyjaśniać bardziej uniwersalnie. Tajemnica oznacza popełnione w przeszłości występki – księga jest ich zapisem w umyśle, którego nie można spalić lub w inny sposób unicestwić.
Stracony rok oznaczać może całe zmarnowane kobiece życie – uroda przemija szybko, zadurzenie kończy się bolesnym rozstaniem, często zostają tylko rozczarowania, stracone złudzenia i materialna nędza.
Nikt nie kupował ich krwi
czyli comiesięczne żeńskie udręki nie mają żadnego znaczenia dla świata.
więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru
Odczytujemy to tak, że często trzeba pozbyć się wszystkiego, marzeń, ideałów i mienia, aby tylko przetrwać, zwłaszcza, jeśli wolę działania paraliżuje obciążone winą sumienie.
Bujna trawa sprzedana, a budynek papierni spalony, czyli na odrodzenie, ukojenie, przebaczenie nie ma co liczyć. Aj, czysty padół łez…
Niestety, też mam bolesne tajemnice, o których wolę teraz milczeć, radość uleciała, a bujna trawa uschła i już się nie zazieleni. Siedzę w pracy, jak nikt nie widzi, to trzęsę się ze strachu. Wyobrażam sobie, że mamusia zejdzie, a ja stracę resztę pamięci i mnie wyrzucą z firmy i będę się wyprzedawać, jak nieszczęsne bohaterki wiersza, i umrę z głodu.
Eiléan Ní Chuilleanáin
Zamiast spalić tę książkę lub sprzedać po cenie,
Ukryły ją i milczały jak grób, nawet w domu,
Żeby historia tego straconego roku
Została dla każdej prywatnym złudzeniem.
Choć zanikała pamięć, musiały żyć dalej.
Nikt nie kupował ich krwi, więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru,
Prawo wypasu aż pod okna saloniku,
A w końcu świeżą, bujną trawę,
Która wyrosła pod pierwszym łukiem
Mostu przy spalonym budynku papierni.
Przełożył Jerzy Jarniewicz
****
Komentarz Kornelii: Osobliwy wiersz urodzonej w 1942 roku irlandzkiej autorki, często uważanej za najwybitniejszą poetkę Szmaragdowej Wyspy. Jak wyznaje Eiléan Ní Chuilleanáin jej utwory „wyrastają z problemów codzienności, ale drogą nie wprost, bo przez mity, folklor i historię”. Poetka często sięga do tradycji i symboli katolicyzmu, analizowanych w świetle sytuacji kobiet we współczesnej Irlandii. Utwór z pewnością posepny, ale niełatwy do interpretacji (nie znalazłam „oficjalnego” wyjaśnienia) . Eiléan pochodzi z rodziny patriotów, walczących przeciw brytyjskim ciemięzcom. Jeden z jej krewnych, poeta Joseph Mary Plunkett, został w 1916 roku rozstrzelany przez Anglików.
Być może utwór należy rozumieć w tym kontekście – ukryta księga to sekretne dokumenty irlandzkich powstańców, stracony rok to klęska Powstania Wielkanocnego w 1916 roku. Mężczyźni zginęli, zbiegli lub gniją w więzieniach. Kobiety same żyją w nędzy – nikt nie kupował ich krwi, oznacza, że zgodnie z obyczajami Irlandii niewiasty nie mogły brać udziału w wojnie wyzwoleńczej, nie dostawały wsparcia od republikanów. Wyprzedawały więc całe swoje mienie.
Wydaje mi się wszakże, że wiersz można wyjaśniać bardziej uniwersalnie. Tajemnica oznacza popełnione w przeszłości występki – księga jest ich zapisem w umyśle, którego nie można spalić lub w inny sposób unicestwić.
Stracony rok oznaczać może całe zmarnowane kobiece życie – uroda przemija szybko, zadurzenie kończy się bolesnym rozstaniem, często zostają tylko rozczarowania, stracone złudzenia i materialna nędza.
Nikt nie kupował ich krwi
czyli comiesięczne żeńskie udręki nie mają żadnego znaczenia dla świata.
więc wystawiały na sprzedaż
Własne włosy, mleko ściągane z piersi,
Podpisy na skrawkach postrzępionego papieru
Odczytujemy to tak, że często trzeba pozbyć się wszystkiego, marzeń, ideałów i mienia, aby tylko przetrwać, zwłaszcza, jeśli wolę działania paraliżuje obciążone winą sumienie.
Bujna trawa sprzedana, a budynek papierni spalony, czyli na odrodzenie, ukojenie, przebaczenie nie ma co liczyć. Aj, czysty padół łez…
Niestety, też mam bolesne tajemnice, o których wolę teraz milczeć, radość uleciała, a bujna trawa uschła i już się nie zazieleni. Siedzę w pracy, jak nikt nie widzi, to trzęsę się ze strachu. Wyobrażam sobie, że mamusia zejdzie, a ja stracę resztę pamięci i mnie wyrzucą z firmy i będę się wyprzedawać, jak nieszczęsne bohaterki wiersza, i umrę z głodu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)