środa, 30 marca 2016

Zimna żarówka w więzieniu

Późne światła w Minnesota

Ted Kooser

Na końcu towarowego pociągu, który odjechał,
ręka kołysząca latarnię.
Jedyne światła zostawione w miasteczku
to zimno świecąca żarówka w więzieniu
i wysoko w jednym domu
latarka elektryczna na pięć baterii
ciągnąca w dół starą kobietę schodami do klozetu
pośród czerwonych oczu jej kotów.

Przełożył Czesław Miłosz

wtorek, 29 marca 2016

I rozsypię się w pył

Wyzwolenie

Carol Rumens

Kiedy samolot po raz ostatni wzbije się w wilgotne, szare i czułe niebo,
Ponad małymi polami, ponad kształtną spiralą bruzd po sianokosach,
Gdy wzleci nad fryzyjskim bydłem rozsypanym jak kostki domina
Obok rdzawej obory, wezmę gwałtowny oddech
I natychmiast rozsypię się w pył, w proch tysiącletni,
Jak ta wieszczka nareszcie wolna od klątwy, która jej umrzeć nie dała.

Przełożył Jerzy Jarniewicz

****

Komentarz Kornelii: Niezwykły wiersz urodzonej w 1944 roku utalentowanej poetki z Wielkiej Brytanii. Utwór bynajmniej nie mroczny, wręcz przeciwnie, dlatego zamieszczam bez kategorii. Nie licuje z melancholijną czernią mojego blogu, ale także ja mam prawo do chwili słabości. Odczytuję wiersz jako opowieść o kojącej śmierci, przynoszącej wyzwolenie od bezsensownego, nużącego, pełnego cierpień bytu.

Samolot wznosi się po raz ostatni – to ostatni przebłysk sił życiowych, ostatni zryw konającego organizmu, często występujący przed zgonem. Umierający widzi jeszcze całą prozę życia, te fryzyjskie bydło i małe poletka i spirale bruz. Ale w obliczu śmierci wszystko traci znaczenie. Bydło wygląda jak kostki domina – troski i problemy już się nie liczą. I wreszcie następuje upragnione wyzwolenie z okowów ciała, łańcuchów istnienia:

…wezmę gwałtowny oddech
I natychmiast rozsypię się w pył, w proch tysiącletni,
Jak ta wieszczka nareszcie wolna od klątwy, która jej umrzeć nie dała.

Cóż, mam nadzieję, że właśnie tak się odbędzie – bezboleśnie i ostatecznie, bez nowych inkarnacji czy udręk bytu. Liczę, że jaźń po prostu zgaśnie jak wypalony znicz. Wlokę za sobą to koszmarne życie jak skazaniec wypalony znicz, nieustannie marzę o śnie i nie wiem, Jak długo jeszcze wytrzymam, jestem coraz bardziej zmęczona, a wiosna zabiera mi oddech.

poniedziałek, 28 marca 2016

Idzie jak widmo potępione

Anioł Pański

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony…
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona…

W wieczornym mroku, we mgle szarej,
idzie przez łąki i moczary,
po trzęsawiskach i rozłogach,
po zapomnianych dawno drogach,
zaduma polna, Osmętnica…
Idzie po polach, smutek sieje,
jako szron biały do księżyca…
Na wód topiele i rozchwieje,
na omroczone, śpiące gaje,
cień, zasępienie od niej wieje,
włóczą się za nią żal, tęsknica…
Hen, na cmentarzu ciemnym staje,
na grób dziewczyny młodej siada,
w świat się od grobu patrzy blada…

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony…
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona…

Na wodę ciche cienie schodzą,
tumany się po wydmach wodzą,
a rzeka szemrze, płynie w mrokach,
płynie i płynie coraz dalej…
A coś w niej wzdycha, coś zawodzi,
coś się w niej skarży, coś tak żali…
Płynie i płynie, aż gdzieś ginie,.
traci się w górach i w obłokach,
i już nie wraca nigdy fala,
co taka smutna stąd odchodzi,
przepada kędyś w mórz głębinie
i już nie wraca nigdy z dala…

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony…
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona…

Szare się dymy wolno wleką
nad ciemne dachy, kryte słomą -
wleką się, snują gdzieś daleko,
zawisną chwilę nieruchomo
i giną w pustym gdzieś przestworzu…
Może za rzeczną płynąc falą
polecą kędyś aż ku morzu…
A mrok się rozpościera dalą
i coraz szerzej idzie, szerzej,
i coraz cięższy, gęstszy leży,
zatopił lasy, zalał góry,
pochłonął ziemię do rubieży,
na niebie oparł się ponury…

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony…
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona…

Idzie samotna dusza polem,
idzie ze swoim złem i bólem,
po zbożnym łanie i po lesie,
wszędy zło swoje, swój ból niesie
i swoją dolę klnie tułacza,
i swoje losy klnie straszliwe,
z ogromną skargą i rozpaczą

przez zasępioną idzie niwę…
Idzie jak widmo potępione,
gwiżdże koło niej wiatr i tańczy -
w którą się kolwiek zwróci stronę,
wszędzie gościniec jej wygnańczy -
nigdzie tu miejsca nie ma dla niej,

nie ma spoczynku ni przystani…
Idzie przez pola umęczona,
łamiąc nad głową swą ramiona…

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony…

sobota, 26 marca 2016

Wiosenne odliczanie czasu

Światło się wdziera

Tomas Tranströmer

Za oknem długie zwierzę wiosny
przezroczysty smok-latawiec blasku słonecznego
przelewa się jak kolejka podmiejska
bez końca — nawet nie zdołaliśmy zobaczyć głowy.

Wille nadbrzeżne rozchodzą się na boki
są dumne jak kraby.
Słońce rozmruguje posągi.

Wściekłe morze ognia w przestrzeni
uziemia się w pieszczotę.
Rozpoczęło się odliczanie czasu.

Przełożył Leonard Neuger

piątek, 25 marca 2016

Sztylet w serce godzący

Zaułek

Federico García Lorca

Latarnia
wschodni wiatr nocny,
i sztylet
w serce godzący.
Ulicą
wstrząsa dreszcz
drżenia
struny napiętej,
dreszcz
wielkiego szerszenia.
Gdziekolwiek oczy,
ja
widzę sztylet
w serce godzący.

Przełożyła Irena Kuran Bogucka

niedziela, 20 marca 2016

Ciemność wyciska ciemność

Pole

Alice Oswald

Wielkanoc, zimowe przesilenie myśli

stałam na wielkim polu za domem
w środku całej widzialnej ciemności

cegła ziemi, blok nieba,
tu leżał świat, sklinowany
między swoją przesłanką a konkluzją

jakaś gwiazda puściła drobny dźwięk na nitce

niemal północ – czułam jak ociekająca
ciemność ziemi wyciska i napełnia własną ciemność,
wszystko wiruje ku spazmowi północy

i przez chwilę to wysokie pole bez horyzontu
wisiało na niczym, szczekało, bo właściciela

grzebano, owdowiałe, bezksiężycowe, przesiąkające

szczawiem, trawą, drobnymi zawilcami, odpływami, przewodami

Przełożyła Magda Heydel

sobota, 19 marca 2016

Płacze w otchłani dusz

Wielka jest śmierć

Rainer Maria Rilke

Wielka jest śmierć.
Wciąż z naszych krtani
Słychać jej śmiech.
Gdy w pełni życia mamy ją za nic,
Płakać w otchłani
Dusz naszych śmie.

Przełożył Maciej Froński