Wyspa
Nikos Chadzinikolau
Oderwana od muszli morza.
Skamieniała od środka jak rozbitek,
który nie słyszy plusku wioseł.
Bieleje kośćmi…
Z takiej wyspy nie ma ucieczki
i żadne sygnały
nie znajdują potwierdzenia.
Samotność chwieje się jak maszt
na niezamierzonej wodzie.
Komentarz Kornelii: Gorzki wiersz nowogrecko-polskiego poety. Opowieść o samotności i śmierci. Skamieniała wyspa to symbol osamotnienia, to obraz naszej rozpaczliwej egzystencji, która jest tylko oczekiwaniem na śmierć.
Skamieniała od środka jak rozbitek,
który nie słyszy plusku wioseł.
Bieleje kośćmi…
bezsilni rozbitkowie, nie możemy liczyć na żadne ratunek. Pomoc nie przybędzie. Zostaną po nas tylko zeschłe kości. Nie ma ucieczki – nie wyrwiemy się z ograniczeń materialnych i czasowych i bezsensu naszego żałosnego bytowania. Sygnałów rozpaczy nikt nie będzie słuchał. Pozostaje samotne oczekiwanie na koniec wśród odmętów absurdu.
Cóż, również czuję się jak więźniarka na takiej skamieniałej wyspie. Zastanawiam się, jak za kilkadziesiąt lat będzie wyglądała materia, tworząca obecnie moją godną ubolewania powłokę cielesną. jestem kilka dni nad morzem, Budzi mnie wrzask mew, kojarzą mi się z płaczkami wieszczącymi pogrzeb. Pójdę wkrótce na spacer szlakiem zaprzyjaźnionych tawern.
poniedziałek, 30 maja 2016
niedziela, 29 maja 2016
Leżę ze śmiercią w sercu
* * *
Gunnar Ekelöf
Morze jest największym rzeźbiarzem
Morze jest największym jubilerem
Morze i śmierć
Nie ma kamienia tak chropawego
by morze go nie oszlifowało
albo nie starło na piasek
lub jeszcze drobniejszy pył
Morze rodzi korale i migotliwe stwory
złe i dobre
Rodzi światłocień i połysk powierzchni
i mrok głębiny
Śmierć wygładza zło i dobro
Nie ma tak chropawego losu, by nie wygładziła go śmierć
Morze, które oddycha, które wzdycha za moim oknem
Gdzie leżę ze śmiercią w sercu
czekając aż zajdą Plejady.
Przełożył Zygmunt Łanowski
Gunnar Ekelöf
Morze jest największym rzeźbiarzem
Morze jest największym jubilerem
Morze i śmierć
Nie ma kamienia tak chropawego
by morze go nie oszlifowało
albo nie starło na piasek
lub jeszcze drobniejszy pył
Morze rodzi korale i migotliwe stwory
złe i dobre
Rodzi światłocień i połysk powierzchni
i mrok głębiny
Śmierć wygładza zło i dobro
Nie ma tak chropawego losu, by nie wygładziła go śmierć
Morze, które oddycha, które wzdycha za moim oknem
Gdzie leżę ze śmiercią w sercu
czekając aż zajdą Plejady.
Przełożył Zygmunt Łanowski
czwartek, 26 maja 2016
Trzaskają i straszą mnie
Niepokój
Dora Gabe
Drga świerszczy śpiewanie,
tańczą młode drzewka
wiatrem przeginane.
Noc niespokojna.
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Kiedy one spoczną?
Kiedy?
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Czemu nie wstrzymują się gwiazdy w swym biegu?
Czy także i one nie mogą świecić
spokojnie i szczęśliwie,
a wciąż drgają i drgają…
Przełożył Jan Zych
***
Komentarz Kornelii: Pełen mrocznego szarmu wiersz mojej ulubionej poetki z Bułgarii. Utwór o nocnym niepokoju, czy też raczej o lęku.
To strach przed nocnymi odgłosami, szmerami, dźwiękami:
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
ale także przed absurdem egzystencji, nieustannej jałowej aktywności istnienia i kosmosu:
.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Nie ma ucieczki przed światem i własnymi dręczącymi uczuciami:
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Nawet gwiazdy, pozornie symbol niebiańskiej harmonii, drgają i drżą przejęte trwogą. Nie ma nadziei na ukojenie.
Cóż, wiersz opowiada także o mnie. Od czasu, gdy zaczęłam na własne nieszczęście kreować ten blog, poziom lęku nieco mi opadł, ale i tak nocą, zwinięta w kulkę, trzęsę się pod kołdrą. Przed dźwiękami bronią mnie zatyczki w uszach i melatonina, ale przecież odczuwam trwogę, przed porannym wstawaniem, zwykłymi, codziennymi rzeczami do załatwienia, ale także ogólnie przed życiem i powracającymi obrazami przeszłości. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się stało i że doszłam do tego punktu i to wszystko mam za sobą, rzeczy nie do odwrócenia i nie do naprawienia. Nie muszę dodawać, że śmierci też się boję i hipotetycznej KARY. Przejechałam do rodziców, gdzie noce są cichsze, niż w bloku, ale i tak mi niedobrze. Może jutro przejadę nad morzem, ochłodzę nieco rozpaloną duszę wiatrem i winem.
Dora Gabe
Drga świerszczy śpiewanie,
tańczą młode drzewka
wiatrem przeginane.
Noc niespokojna.
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Kiedy one spoczną?
Kiedy?
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Czemu nie wstrzymują się gwiazdy w swym biegu?
Czy także i one nie mogą świecić
spokojnie i szczęśliwie,
a wciąż drgają i drgają…
Przełożył Jan Zych
***
Komentarz Kornelii: Pełen mrocznego szarmu wiersz mojej ulubionej poetki z Bułgarii. Utwór o nocnym niepokoju, czy też raczej o lęku.
To strach przed nocnymi odgłosami, szmerami, dźwiękami:
Okiennice otwarte trzaskają
i straszą mnie.
ale także przed absurdem egzystencji, nieustannej jałowej aktywności istnienia i kosmosu:
.
Czuję, jak ziemia się kręci,
jak mrówka nie ustaje.
Nie ma ucieczki przed światem i własnymi dręczącymi uczuciami:
„Nie wzruszaj się” – mówię sercu.
„Nie ma odpoczynku” – ono mi odpowiada.
Nawet gwiazdy, pozornie symbol niebiańskiej harmonii, drgają i drżą przejęte trwogą. Nie ma nadziei na ukojenie.
Cóż, wiersz opowiada także o mnie. Od czasu, gdy zaczęłam na własne nieszczęście kreować ten blog, poziom lęku nieco mi opadł, ale i tak nocą, zwinięta w kulkę, trzęsę się pod kołdrą. Przed dźwiękami bronią mnie zatyczki w uszach i melatonina, ale przecież odczuwam trwogę, przed porannym wstawaniem, zwykłymi, codziennymi rzeczami do załatwienia, ale także ogólnie przed życiem i powracającymi obrazami przeszłości. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się stało i że doszłam do tego punktu i to wszystko mam za sobą, rzeczy nie do odwrócenia i nie do naprawienia. Nie muszę dodawać, że śmierci też się boję i hipotetycznej KARY. Przejechałam do rodziców, gdzie noce są cichsze, niż w bloku, ale i tak mi niedobrze. Może jutro przejadę nad morzem, ochłodzę nieco rozpaloną duszę wiatrem i winem.
środa, 25 maja 2016
Twarz na siedem lat smutku
Oszczędność
William Stanley Merwin
Po co rozbijać lustro.
Oto potrzaskana twarz,
W sam raz na siedem lat smutku.
Przełożył Franek Wygoda
William Stanley Merwin
Po co rozbijać lustro.
Oto potrzaskana twarz,
W sam raz na siedem lat smutku.
Przełożył Franek Wygoda
sobota, 21 maja 2016
Śmierci i plewy
***
Natalia Gorbaniewska
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
W rozmiękłą glebę ziarno rzucone
zamiast dojrzewać spokojnie, w stronę
światła, spod spodu zrywa się z siłą,
aby się przebić na wskroś, na wylot.
Gdy źle zmielona mąka, to w grudę
spieka się niby męczennik, z trudem
poszukujący tego, co znika
chcąc odciętego użyć języka
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska
***
Komentarz Kornelii: Dziwny, smętkowy wiersz mającej także polskie obywatelstwo rosyjskiej poetki-poetki (1936-2013). Jak należy go interpretować? Niełatwo o odpowiedź. Wydawało mi się, że to studium obłędu, ale raczej obraz jakiejś neurozy, rozpadu osobowości, wewnętrznego chaosu. A może to obraz demencji?
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
Bohaterka nie jest już zdolna do logicznego myślenia, w jej umyśle wirują słowa, burzy się nietwórczy zamęt. Sprawa zawiła – czyli wieloprzyczynowość tego stanu rzeczy.
Dwa następne czterowiersze to, moim zdaniem, także świadectwo mentalnych zaburzeń. Słowa zrywają się jak obłąkane ziarna, nie powstanie z nic nic dobrego. Nie ma nadziei, łąka została źle zmielona, język odcięty – nic już nie zostanie ułożone w spójną myśl, nie zostanie powiedziane.
Rozstrzygające jest zakończenie:
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
„Doktor prześwietlił” – to raczej sama Natalia dokonała analizy swej psyche, zobaczyła śmierć i rozkład. Uznała, że destrukcja umysłu jest karą boską za popełnione zło.
W 1970 roku w ramach represji poetka została uznana za chorą umysłowo i osadzona w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu, potem w osławionym więzieniu na Butyrkach w Moskwie. Może w tym wierszu są też echa jej cierpień?
W każdym razie początek i koniec utworu doskonale do mnie pasują. Nie potrafię wykreować myśli, zatapia mnie pustka, albo też tylko pojedyncze słowa wirują pod moją czaszką jak wściekłe osy. Tłukę się po mieszkaniu jak obłąkana, mówię do siebie. Przejechałam do rodziców – na moim pięterku czynię to samo.
Doktor mnie badał, ale wiele lat temu, nie wykrył nic – niekiedy myślę, że mam guza mózgu albo schizofrenię. A raczej to wczesna demencja – nieuleczalna.
Noszę w mojej głowie śmierć i próchno. Może to naprawdę kara boska za grzechy. Znajdzie się się ich dość. Jeśli w ogóle Bóg istnieje, i jeśli zniża się do wymierzania kary ludzkim efemerydom. A może to unicestwiają mnie cienie przeszłości, której nie mogę zmienić?
Nie wiem. Ciekawe, jak jeszcze długo utrzymam się na powierzchni. Nie pamiętam już niczego. Ach, cóż… Wsiądę na rower, zmęczę się, będę lepiej spała.
Natalia Gorbaniewska
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
W rozmiękłą glebę ziarno rzucone
zamiast dojrzewać spokojnie, w stronę
światła, spod spodu zrywa się z siłą,
aby się przebić na wskroś, na wylot.
Gdy źle zmielona mąka, to w grudę
spieka się niby męczennik, z trudem
poszukujący tego, co znika
chcąc odciętego użyć języka
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska
***
Komentarz Kornelii: Dziwny, smętkowy wiersz mającej także polskie obywatelstwo rosyjskiej poetki-poetki (1936-2013). Jak należy go interpretować? Niełatwo o odpowiedź. Wydawało mi się, że to studium obłędu, ale raczej obraz jakiejś neurozy, rozpadu osobowości, wewnętrznego chaosu. A może to obraz demencji?
Źle zbudowana jest moja głowa,
rodzi nie myśli, lecz tylko słowa,
choćby ich sama nie narodziła,
w tym rzecz, że sprawa jest zawiła
Bohaterka nie jest już zdolna do logicznego myślenia, w jej umyśle wirują słowa, burzy się nietwórczy zamęt. Sprawa zawiła – czyli wieloprzyczynowość tego stanu rzeczy.
Dwa następne czterowiersze to, moim zdaniem, także świadectwo mentalnych zaburzeń. Słowa zrywają się jak obłąkane ziarna, nie powstanie z nic nic dobrego. Nie ma nadziei, łąka została źle zmielona, język odcięty – nic już nie zostanie ułożone w spójną myśl, nie zostanie powiedziane.
Rozstrzygające jest zakończenie:
Doktor prześwietlił i wiem już teraz
Co wnętrze mojej głowy zawiera:
śmierci i plewy, spróchniałe złoża
To za me grzechy jest kara boża.
„Doktor prześwietlił” – to raczej sama Natalia dokonała analizy swej psyche, zobaczyła śmierć i rozkład. Uznała, że destrukcja umysłu jest karą boską za popełnione zło.
W 1970 roku w ramach represji poetka została uznana za chorą umysłowo i osadzona w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu, potem w osławionym więzieniu na Butyrkach w Moskwie. Może w tym wierszu są też echa jej cierpień?
W każdym razie początek i koniec utworu doskonale do mnie pasują. Nie potrafię wykreować myśli, zatapia mnie pustka, albo też tylko pojedyncze słowa wirują pod moją czaszką jak wściekłe osy. Tłukę się po mieszkaniu jak obłąkana, mówię do siebie. Przejechałam do rodziców – na moim pięterku czynię to samo.
Doktor mnie badał, ale wiele lat temu, nie wykrył nic – niekiedy myślę, że mam guza mózgu albo schizofrenię. A raczej to wczesna demencja – nieuleczalna.
Noszę w mojej głowie śmierć i próchno. Może to naprawdę kara boska za grzechy. Znajdzie się się ich dość. Jeśli w ogóle Bóg istnieje, i jeśli zniża się do wymierzania kary ludzkim efemerydom. A może to unicestwiają mnie cienie przeszłości, której nie mogę zmienić?
Nie wiem. Ciekawe, jak jeszcze długo utrzymam się na powierzchni. Nie pamiętam już niczego. Ach, cóż… Wsiądę na rower, zmęczę się, będę lepiej spała.
czwartek, 19 maja 2016
Kolejny dzień bez sensu
Modlitwa dziękczynna
Bohdan Zadura
Dzięki Ci Panie
za ten dar
kolejnego dnia
bez sensu.
Bohdan Zadura
Dzięki Ci Panie
za ten dar
kolejnego dnia
bez sensu.
środa, 18 maja 2016
Zimna obcięta ręka
Czaszka
Tasos G. Anagnostou
Żal mi tej czaszki
nie pochowanej w ziemi
wybielonej niepogodą.
Jakbym to ja był bez oczu
a w oczodołach nurzała się zimna
obcięta ręka
drążąc
lekceważoną duszę.
Poddana mojej ostatniej klęsce
Czaszka
dumna jeszcze – tak bardzo
z a m y ś l o n a
Przełożył z greckiego Nikos Chadzinikolau
Tasos G. Anagnostou
Żal mi tej czaszki
nie pochowanej w ziemi
wybielonej niepogodą.
Jakbym to ja był bez oczu
a w oczodołach nurzała się zimna
obcięta ręka
drążąc
lekceważoną duszę.
Poddana mojej ostatniej klęsce
Czaszka
dumna jeszcze – tak bardzo
z a m y ś l o n a
Przełożył z greckiego Nikos Chadzinikolau
Subskrybuj:
Posty (Atom)